konwenty:b-team

Veni, vidi, vici – BXmass Con 5

Zacznijmy od tego, że, jak sama przyznałam na jednym z moich paneli, lekko mi ten blog zarósł kurzem, ale ponieważ mam ostatnio ochotę się wypisać, notka o ostatnim konwencie będzie ku temu odpowiednią okazją. Poza tym, coś tam jednak po drodze przez te kilka miesięcy obejrzałam, w coś tam zagrałam, więc jest co wbić w klawiaturę. Jednakże, wszystko po kolei, a ponieważ panie mają pierwszeństwo, to należy się je imprezie świąteczno-konwentowej BXmass Con, już w edycji opatrzonej numerem 5.

CAM03299

Tym razem nie znalazłam żadnego assassyna, ale za to trafił się świąteczny ninja. photo by Pućka.

(więcej…)

gra o B6 (bez tronu)

Bywają konwenty, na które wybieram się, ponieważ mam nadzieję, że będzie lepiej niż poprzednim razem. Są też takie, w których uczestniczę z czystego przyzwyczajenia. Skłamałabym twierdząc, że B6 jest odstępstwem od tej reguły – niemniej jednak, mimo wszelkich dramatów z hakowaniem konwentowych stron, celując w konwenty B-Teamu wiem, że zawsze będę się dobrze bawić, nieważne czy spędzę na tej imprezie pełne cztery dni, czy tylko dwa, tak jak się to stało słonecznego trzeciego weekendu sierpnia w czasie konwentu B6: The Game.

Podoba mi się zdjęcie, na którym ludzie słuchają mojego panelu… albo patrzą na przynętę w mojej ręce. Whatever. (photo by Balibuli)

(więcej…)

wtf ab-5olution

Tak, ta recenzja pojawia się miesiąc po konwencie. Deal with it.
Kiedy drugiego dnia konwentu aB-5olution wracałyśmy z moją znajomą, Chechu, z Biedronki* do budynku szkoły, a słońce niemiłosiernie waliło po oczach, zastanawiałyśmy się nad poniższym filozoficznym zagadnieniem: co nas ciągnęło do konwentów, kiedy nic na nich nie orgazniowałyśmy? Atrakcji wcale nie było więcej, na podłodze można spać nawet w domu, kolejki na cosplay są zawsze takie same, a wiedzówki różniły się może tytułami, poza tym, bez zmian. Dotarło do nas wtedy, że dobry social naprawdę przyczynia się do sukcesu konwentu, i bardzo dobrze, co, po pierwsze, potwierdza moją tezę z poprzedniej notki, a po drugie, dzięki temu, że element towarzyski działał na imprezie bez zarzutu, podniósł generalną ocenę imprezy w moich oczach. Chociaż, możnaby się spierać, że jest jeszcze jeden miernik sukcesu na konwencie, bardziej ekonomiczny: