Chiny

O azjatyckim jedzeniu po polsku

Wpis ten powstał na podstawie skryptu, którzy przygotowałam na potrzeby paneli na zeszłorocznych konwentach B-con 5 (Kraków, 2013) i Risucon (Nowy Sącz, 2013). 

Funchsia Dunlop w swojej książce „Płetwa rekina i syczuański pieprz” stwierdziła, że nauka gotowania jest podobna do przyswajania wiedzy o języku – nabierając wiedzy i umiejętności dotyczących elementów kuchni stopniowo uczymy się ich samodzielnie używać – łączyć je ze sobą lub kombinować i tak dalej, jak z gramatyką. W przypadku autorki chodziło o skojarzenie z kuchnią chińską, ale porównanie do języka jest o tyle trafne, że przekłada się właściwie na każdy inny krąg kulturowy – w tym również japoński i  koreański. Dlaczego o tym wspominam?

Często tkwimy w przekonaniu, że żeby zjeść coś azjatyckiego musimy koniecznie: a) udać się do nie najtańszej restauracji b) udać się do kraju, którego kuchni chcemy skosztować. Nic bardziej mylnego. I znowu odwołując się do porównań językowych – nawet najlepiej wykształcony Polak mówiący po Japońsku wciąż nie brzmi tak czysto jak Japończyk: nawet najdroższy polski kucharz nie zaserwuje nam smaku identycznego do tradycyjnej japońskiej kuchni  (choćby ze względu na różny klimat albo stopień świeżości składników). Stąd prosty wniosek: po co przepłacać? Warto zwyczajnie przysiąść na chwilę, zastanowić się nad gramatyką kuchni, a potem wstać, ubrać fartuch i zabrać się do roboty.

(więcej…)

Reklamy

lektura nocy letniej

Nareszcie nastały wakacje, a wraz z nimi moja skrupulatnie rosnąca kupka książek do czytania w końcu uzyskała cień szansy na to, żeby się zmniejszyć. Hura!Teraz mogę wyciągnąć swoje stare buraczane kości w fotelu i poddać się jednej z moich ulubionych praktyk letnich… i wcale nie chodzi o leżenie plackiem na leżaku. Tutaj istotny jest jeszcze wysiłek wzrokowy w stronę relatywnie sporej ilości tekstu. Zanim jednak udam się na zasłużony wypoczynek postanowiłam przejrzeć swój zbiór pod kątem książek o tematyce azjatyckiej, w celu poleceniu kilku nowych tytułów dla tych z moich słuchaczy, którzy podobnie do mnie lubią wypoczywać z książką/czytnikiem w ręku. (do poprzedniej notki na podobny temat odsyłam tutaj)

na małym dramowym ekranie

… i wcale nie chodzi tutaj o jakieś podejrzane zamiłowanie do dramatycznych filmów, dramatów rodzinnych, tragicznych romansów, antycznego teatru, widoku dziecka ochlapanego błotem przez pędzącego tira i tym podobnych. Drama – tą nazwą określa się seriale rodem od Japonii po Tajlandię. Jak wszystkie serie, dramy również posiadają swoje podgatunki, takie jak komedie, suspense, szkolne, które różnią się między sobą w zależności od miejsca realizacji. Tak w skrócie klaruje się ten termin; dramy o dłuższego czasu są popularne poza Azją, również w Polsce, więc w efekcie nawet mnie na pewnym etapie w końcu dorwała dramomania.

Ostatnio niestety nie mam już tyle wolnego czasu, żeby oglądać większość interesujących mnie tytułów, albo chociaż być na bieżąco z nowymi sezonami. Zawsze jednak chętnie opowiadam o serialach, albo staram się o nie zahaczyć, bo większość z tych, które oglądałam, jest zwyczajnie warta uwagi. Postanowiłam więc wybrać trzy swoje ulubione tytuły i je wam zaprezentować – z pozoru wydawało mi się to banalnym zadaniem, ale jednak zawężenie wyboru tylko do trzech państw (Japonii, Płd. Korei i Tajwanu) okazało się niezwykle trudne i wymagało ode mnie groma wyrzeczeń, głównie ze strony j-dram, bo to z tego gatunku obejrzałam najwięcej seriali. Przejdźmy jednak do rzeczy.

(więcej…)