Zerowa Maria i puste pudełko vol 1-4

Pewnego pięknego wiosennego dnia Otai  (<3) zapytała mnie, czy nie chciałabym może zrecenzować pewnej light novel, na co odpowiedziałam jej, że pewnie, czemu nie. Mam nadzieję, że uważnie przeczytaliście poprzednie zdanie, bo jest to najbardziej porywający opis jakiejkolwiek akcji tyczącej się serii „Zerowa Maria i puste pudełko”. Włączając w to akcję fabularną powieści. Jeśli mi nie wierzycie, to zrozumcie, że w trakcie czytania nie zauważyłam nawet, że przeskoczyłam tom, a naprawdę się do tego przyłożyłam:

IMG_20170709_131638

Niebieski – lol momenty; zielony – momenty, kiedy nie wiem co czytam. Są też czerwone momenty, kiedy autor przyznaje mi w tym rację.

Niech ten fail pozostanie dobrym wstępem do mojej recenzji Spoilery poniżej.

„Zerowa Maria” jest pierwszą light novel wydaną przez Waneko, więc pozwolę sobie zacytować ich opis pierwszego tomu:

3 Marca.* Do pewnej klasy tuż przed końcem roku trafia nowa uczennica. Jest bardzo piękna, a jej uroda pozbawia tchu całą klasę. Staje na podwyższeniu i się przedstawia:- Nazywam się Aya Otonashi. Wszyscy zamierają w oczekiwaniu na to, co Aya ma im jeszcze do powiedzenia. Ona jednak nieoczekiwanie zwraca się do jednego z uczniów.- Kazuki Hoshino – mówi delikatnie się uśmiechając – Jestem tu, żeby cię złamać.Jej słowa brzmią jak wypowiedzenie wojny. Czego można się spodziewać po kimś takim?

Nigdy nie czytałam light novel, więc osobiście nie wiem czego się sama spodziewałam, albo mogłam spodziewać. Raczej na pewno tego nie dostałam, ale żeby się upewnić, przeanalizujmy fakty dotyczące tej serii:

  • Autor, Eiji Mikage, zrezygnował ze studiów na uczelni wyższej, żeby poświęcić się karierze pisarskiej. Biorąc pod uwagę szkolną tematykę serii, mam tylko nadzieję, że nie studiował metodyki nauczania albo psychologii
  • fabuła kręci się wokół licealisty Kazukiego Hoshino i tajemniczej Marii Otonashi. Spokojne życie Kazukiego co rusz mąci pojawienie się O i jego pudełka grozy, które, wpadając w nieodpowiednie ręce, pozwala jego właścicielowi na mniej i bardziej krwawe ingerencje w bieg wydarzeń. O brzmi nawet fajnie jako pomysł na taką meta-postać, ale nie został zbyt rozwinięty, ani w ogóle szczególnie wykorzystany.
  • z tomu na tom Kazuki i jego przyjaciele zostają wplątani w coraz to nowe wyszukane gry i anomalie, w których, żeby przetrwać, muszą pokazać jacy to są bezwzględni i sprytni. I wszystko byłoby super gdyby nie to, że miałam wrażenie, że autor zaczyna od dobrego pomysłu, a później rozkręca go tak, że sam nie potrafi za nim nadążyć. No, ale o tym za chwilę.

Główny bohater, Kazuki, to świetna postać do identyfikacji dla każdego, kto czuje się w swojej rzeczywistości tak szary, że aż normalny. Punkt widzenia zależy jednak od punktu siedzenia, i jak to bywa w tego typu historiach już od początku historii chłopak okazuje się najważniejszym pionkiem fabuły, kiedy jego nudnawą codzienność przerywa pojawienie się nowej uczennicy Ayi Otonashi. Historię otwiera tom pierwszy, w którym Aya/Maria jest uwięziona w fatalnym dniu przybycia do szkoły i metodą prób i błędów obrała sobie Kazukiego na kolejny cel eliminacji. Jeśli wydaje się wam, że dziewczyna zrobi wszystko, żeby wydostać się z, już, wspólnego Dnia Świra to.. nie. Nie zrobi. Żeby wydostać się z zapętlenia trzeba zabić odpowiednią osobę. Maria dobrze wie, że jest to jedna z osób w w klasie/odwiedzających klasę, więc zna pulę podejrzanych. Logicznie byłoby próbować zabić każdego po kolei? Nie, nie dla pokręconej logiki tej powieści:

-To byłoby jak przeprowadzanie eksperymentów na ludziach bez ich zgody. […] taki czyn jest nieakceptowalny.

Bo zaginanie rzeczywistości bez ich zgody jest akurat humanitarne i generalnie spoko.

To, co następuje później nie jest wcale mniej pokręcone. Gdyby czyjegoś ego nie połechtało już wystarczająco wyniesienie przeciętnego chłopaczka do rangi najważniejszej** postaci tego świata, to przecież musi okazać się, że klasowa piękność na niego leci. No, ale wiecie jak to bywa. Jedno umaibou za wiele i nagle chłopak nie może „przyjąć jej uczuć”. Nie chcę się czepiać tłumaczenia, bo jak na taką historie i tak jest niezłe, ale nie sądzę, żeby to był trafiony opis sytuacji.

Idąc za tropem moich karteczek znalazłam generalnie wiele złotych cytatów, ale ten chyba zdobył moje serce:

– Nie wydaje ci się, że miłość jest jak plama po sosie sojowym na białym ubraniu?

W ogóle po niektórych opisach pierwszej części mam wrażenie, że autor wolałby gdyby ktoś narysował dla niego mangę, zamiast męczyć się ze składnią i innymi szczegółami. Mniej więcej pod koniec książki natrafiłam na opis sytuacji, w której przemyślenia życiowe bohatera przenoszą go na rozświetlone promieniami słońca dno oceanu***, na którym otaczają go ludzie przypominający kukiełki z teatrzyku. Bohater wynurza się ze świata swojej wyobraźni kiedy wpada na rozwiązanie motywu kierującego posiadaczem pudełka. I to byłaby naprawdę ładna scena, gdyby została narysowana tuszem na kartce. Jako opis w książce, nawet light novel, brzmi zwyczajnie nie na miejscu.

Pierwsza część cierpi na przesyt metafor i przemyśleń, które odciągają od [wartkiej jak woda w studni – dop. DJB] akcji. Dlatego ucieszyłam się kiedy sięgając po kolejne części odkryłam, że w tym szaleństwie jest metoda. O ile pierwszy tom kręcił się w okół oklepanego na każdą stronę motywu powtarzalnego dnia, o tyle tom trzeci i czwarty skłaniają się już bardziej ku sadystycznej  rozgrywce w podchody a’la Gantz: to znaczy mogłaby być ona brutalna i mroczna jak Gantz, ale wszyscy są na to zbyt naiwni. Dla potrzeb tej recenzji nazwiemy to więc „naiwnym Gantzem”.

Mam wrażenie, że Waneko mnie rozumie, bo opisu czwartego tomu nawet nie ma na ich stronie.

Naiwny Gantz ma zasady, które na pierwszy rzut oka zapowiadają się ciekawie, ale mam wrażenie, że ponownie autor miał świetny pomysł, którego nie zdążył zweryfikować zanim skończył go rozwijać. Postaci mają swoje warunki zwycięstwa, które, albo z góry zakładają brak możliwości manipulacji, albo są na tyle wykluczające się, że nic tylko zostać Magiem****

Wierzcie mi, uwielbiam strategie, ustalanie celów i jak postaci knują, zawierając sojusze, po to, żeby je złamać. To się da zrobić fabułą, która zakłada istnienie (wprost lub nie) pewnej rozgrywki spajającej wątki i postaci. Problem w tym, że ta light novel cierpi na przepatencenie tematu. Czytając tom czwarty miałam wrażenie, że autor jest coraz bliżej przeniesienia szarych norm szkolnych dramatów na kartki fantastyki, podszytych nutką japońskiego horroru. Każda podjęta decyzja ma swoje odniesienie do szkolnej rzeczywistości bohaterów, ale czy wynika z tego coś poza zepsuciem jakiegokolwiek budowanego napięcia? Nie koniecznie. Za każdym razem, kiedy już zaczyna się zawiązywać jakaś tajemnica, autor albo nam to tłumaczy, albo rzuca cytatem, taki jak ten:

 

Myślałem. Myślałem, myślałem, myślałemmyślałemmyślałemmyślałem…

W tym momencie nie byłam pewna czy dalej czytam książkę, czy autor zapomniał usunąć swoje didascalia.

Poza tym, czytając miałam wrażenie, że postaci okropnie ogłupiały od pierwszego tomu. Jedna z bohaterek bezczelnie oznajmia grupie, że albo się do niej przyłączy, albo pozabija wszystkich. Dziewczyna nie dość, że wystawia się na pewną śmierć, to jeszcze dowiadujemy się o niej, że jak na przewodniczącą klasy zupełnie brak jej umiejętności przywódczych. Czyżbym wyczuwała subtelną ironię na współczesną sytuację polityczną, czy to moja wyobraźnia w porywie frustracji próbuje znaleźć w tym wszystkim sens?

Co irytowało mnie najbardziej przez większość tej części (później przestałam zwracać uwagę) były regularne rozpiski kto z kim spotyka się kiedy. Powiedziałabym, że bardziej opkowe są już tylko opisy wyglądu postaci, ale przecież mamy je zilustrowane na wstępie. No chyba, że… nie zawiedź mnie autorze!

IMG_20170717_195758

Widzicie to mnóstwo kolczyków? Ja nie widziałam nawet tego ciętego dowcipu

Nie będę wam streszczać szczegółów rozgrywki. Napomknę jednak, o ile sami na to nie wpadliście, że Kauzki PONOWNIE odkrywa w sobie cząstkę bohatera i postanawia ocalić wszystkich graczy. Czy mu się to uda? Po ponad stu stronach wirtualnych i prawdziwych morderstw, a chciałabym wam przypomnieć, jesteśmy już w czwartym tomie tej chorej rzeczywistości następuje prawdziwy climax:

W każdym razie od jutra zaczynało się wolne. Należało otrząsnąć się z tego melancholijnego nastroju!

Tak! Nasi bohaterowie z uśmiechem witają wakacje! Żebyście nie poczuli się z tym faktem zbyt dobrze, dramy emocjonalne głównego bohatera ciągną się jeszcze przez kilka stron, w którym główny cliffhanger, zniknięcie jednego z bohaterów z realnego świata, nagle nie jest aż takie ciekawe jak to, że Kazuki wydaje się czuć miętę do tajemniczej głównej bohaterki.

Myślę, że dobrym podsumowaniem czwartego tomu jest cytat z samego końca:

Posłała mi zażenowany uśmiech, z którego przebijała samotność. Na jego widok zrobiło mi się przykro.

Mi też.

Żeby zakończyć recenzję tej części na pozytywnej nucie, muszę nadmienić, że tłumaczenie bardzo się poprawiło do tomu numer jeden. Postać zawadiackiego Noitana, maskotki gry, ma fajny język, którego głos wyróżnia się na tle pozostałych postaci. O ile np. w przypadku Daiyi mamy obiecane, że lubi „cięty dowcip”, o tyle w książce praktycznie go nie używa. Wszystkie postaci brzmią do bólu tak samo. Równie dobrze słowa Marii mógłby wypowiedzieć Kazuki, a przy dużym natężeniu postaci na małej powierzchni light novel, warto byłoby je bardziej zróżnicować. Rozumiem, że może to wynikać z drewnianego kunsztu z jakim napisany został oryginał. Jednak jeśli jedną postać dało się poprowadzić tak płynnie, może jest jeszcze w tej historii nadzieja.

 

Nie jestem fanką szkolnych dramatów i pewnie dzięki „Zerowej Marii” nią nie zostanę. Miałam jednak nadzieję, że krótka forma light novel daje pole do manewru dla zwartej historii z przytupem. Autor postanowił jednak zmarnować swój potencjał na rzecz ciągnących się w nieskończoność, niczym powtarzający się dzień w szkole, opisów.***** Light novel skierowane są do osób w wieku szkolnym, a wierzę, że nie byłam jedyną uczennicą na świecie którą w lekturach zniechęcały właśnie przydługawe opisy wszystkiego. Ponadto, postaci są tak nudne, że zlewają się w jedną uniwersalną prawie-tajemniczą postać, bez swojego głosu, rzadko z własną opinią, za to z natłokiem myśli, których czytelnik nie potrzebuje znać, żeby śledzić rozwój wydarzeń. Miejscami wydaje się, jakby autor wręcz prowadził nas przez te przemyślenia za rękę, być może z litości, żeby pokazać nam drogę wyjścia z zaplątanej na supeł fabuły.

Jestem ciekawa, czy fenomen light novel przyjmuje się tak dobrze na naszym rynku, jak w Japonii. Tematyka schodzi tu na dalszy plan. Rozumiem, że light novels zazwyczaj ciągną się po kilka lub kilkanaście tomów, ale po trzystu stronach trzymanych w ręce spodziewam się zwartej fabuły i chwytającego wątku głównego. Tymczasem, to co otrzymacie sięgając po „Zerową Marię” to nie najgorsze pomysły, oparte na znanych motywach, których potencjał autor marnuje na nudne postaci i bezsensowne dialogi. W sumie nie stanowi to najlepszego produktu reprezentacyjnego dla tego typu książek. Jestem przekonana, że „Zerowa” trafi w gusta miłośników szkolnych horrorów, ale nie jestem pewna, czy nawet najzagorzalsi z nich będą w stanie nadążyć za tak niekonsekwentnym prowadzeniem narracji.

Jako dobra skromna recenzentka chylę czoła przed tłumaczami, i pozwolę sobie zamknąć ten wpis jeszcze jednym cytatem, podsumowującym  moją przygodę z tą serią:

Nie miałem okazji dobrze go zrozumieć i teraz już tego nie nadrobię.

 

 

 

 

*w książce na pierwszej stronie zostało napisane, że to 2 marca, ale ok. Szczegóły.

**po namyśle dochodzę jednak do wniosku, że był drugą najważniejszą, po Marii

*** true story str 140

**** jak twoim warunkiem wygranej jest zostać przy życiu, kiedy żadna z postaci nie ma na celu ubicia cię jak świni, to gdzie w tym sens??

***** widzicie, co tu zrobiłam?

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s