50 pytań książkowych – część 1

Przeszukując tagi na rocznicową notkę wpadłam na listę pytań, która od dawna mnie korciła do przerobienia na wersję polską. A ponieważ nic nie zrobi lata lepiej niż dobra książka, to poniżej przedstawiam pierwszą część moich literackich przeżyć :). Opowiadajcie o swoich wrażeniach w komentarzach i tagujcie kogo wlezie!
ff9e1ee425118020df5323c87a82a6c7

może być też zdjęcie biblioteczki marzeń

Część pierwsza poniżej, a w niej: Rosjanie, jedzenie,  postmodernizm (<3), złe korpo i kultura antyczna.

1. Jaka jest twoja ulubiona książka i/lub seria książek?

Mój problem z książkami jest taki jak z piosenkami, to znaczy że żyję w głębokiej nadziei, iż jeszcze nie trafiłam na tę ulubioną. Tytułem, do którego zdarza mi się jednak wracać, i to tak co najmniej raz do roku, jest „Mistrz i Małgorzata” Bulhakova. Właściwie to przeczytałam tę książkę przypadkiem z okazji konkursu w liceum, ale tak jakoś już ze mną została, że nie mogę się od niej teraz oderwać.  I tak już co roku się zastanawiam gdzie tym razem mógłby się odbyć bal Wolanda (i jak się wkręcić). To była pierwsza książka, która tak bardzo wciągnęła mnie konstrukcją fabuły i stopniowaniem akcji, że nie przeszkadza mi, ile już jej znam na pamięć.  Całe szczęście, że ebooki nie płoną!

Swoją ulubioną serię książek też odkryłam przez przypadek. Otóż, pewnego słonecznego letniego popołudnia kilka lat temu natknęłam się na zaskakująco znajomo brzmiący serial „Hannibal”, a konkretniej, na jego fandom. A jeszcze konkretniej, na tego gifa:

hannibal-foodie

Is it real life or is it anime?

Nie wiem co mnie w nim skłoniło do obejrzenia tej serii, ale to było najlepsze przeczucie świata. Potem przyszły książki, żeby zapoznać się bliżej z tematem. Nie każda wwiercała mnie w fotel siłą „Milczenia Owiec”, ale każdą czytało się świetnie. Ponadto, uważam, że każda dobra historia powinna mieć tyle szczęścia co „Hannibal” i trafić na idealną kombinację fanów i twórców, którzy wyciągną z historii to, co najlepsze i stworzą na jej podstawie zupełnie nową jakość.

2. Jaka jest najdłuższa książka, jaką kiedykolwiek przeczytałaś? Ile miała stron?

Cóż, na pewno wiem, jaka była najkrótsza, ale najdłuższa? Prawdopodobnie było to „No Logo” Naomi Klein (przynajmniej tak twierdzi mój czytnik). Właściwie to bym na nią nie trafiła, gdyby nie artykuł o Naomi w WO. Nie wiem co mnie przyciągnęło do tej postaci, jej buntownicza natura, czy postmodernistyczne zacięcie? „No Logo” z pewnością przesiąknięte jest nie tylko nimi, ale i odpowiednio zdrową dozą krytyki względem współczesnych globalnych marek.

Myślę, że to świetna książka dla młodych ludzi w XXI wieku, wychowanych na hura-optymizmie masowej produkcji. I nie chodzi tylko o wielkich producentów robiących swoje koszulki po kosztach w fabrykach napędzanych siłą dziecięcych rączek, o nie. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Dobrze jest więc przyjrzeć się sukcesom komercyjnym „od podszewki”, tak jak to robi Naomi. Okazuje się, że czasami wystarczy przyjść do szkoły w koszulce konkurencyjnej marki, żeby zrobić niezły hałas.

3. Jaka była najstarsza książka, jaką przeczytałaś? (licząc od daty wydania)

Rozmyślania” Marka Aureliusza.

Tak, czytam antyki i się nie wstydzę.

Ale poważnie, jeśli kiedykolwiek nie będziecie wiedzieli co ze sobą zrobić, spytajcie Marka Aureliusza. Nie twierdzę, że „Rozmyślania” są jakąś absolutną esencją na temat wszystkiego, ale bywają całkiem praktyczne, szczególnie jeśli zastanowimy się nad tempem w jakim kręci się współczesny świat. Całą książkę czyta się raczej jak kolekcję dobrych rad, albo złotych myśli stoicyzmu, ale gwarantuję, że co najmniej kilka zapadnie wam w pamięć od razu. Mój ulubiony to chyba ten poniżej:

Nie należy się gniewać na bieg wypadków. Nic ich to bowiem nie obchodzi.

Że już nie wspomnę o tym, ile razy do „Rozmyślań” odwoływał się Steinbeck *fangirl* w swoim „Na Wschód Od Edenu”.

Dużo! Dużo razy!

st2csmall2c215x235-pad2c210x2302cf8f8f8-lite-1

DEAL WITH IT–

4. Seria książek, którą wszyscy kochają, a ty za nią nie przepadasz.

Okej, nie znoszę takich określeń jak „wszyscy kochają”. No nie wiem, na pewno nie jestem jedyną osobą, która nie potrafi przeżyć „Zmierzchu”. Prawda?

Nie ma w tej serii ani jednej rzeczy, która mi się podobała, a próbowałam się przełamać na prawdę. Pamiętam szał na ten tytuł kiedy byłam na studiach. Całe moje poświęcenie pomimo komercyjnej otoczki, opowieści o objawieniu literackim autorki i czego tam jeszcze nie było poszło szybko, jak to się mówi, w pizdu. Niestety, naiwność narracji, płytkość historii, merysuizm i zupełna pustka umysłu bijąca od głównej bohaterki działała na mnie jak ładunek o znaku przeciwnym. Wprawdzie język „Zmierzchu” nie jest aż tak zły jak „50 szmejds of grej”, ale czy na pewno jest lepiej? Myślę, że mogę oddać odpowiedź ustom samego Edwarda:

„(..)A mi powinno być przykro, że tobie nie jest przykro, ale też nie jest mi przykro.”

Chłopak wie co mówi, w końcu od wieków chodzi DO LICEUM.

A później przyszła ekranizacja, której nawet jednej części nie dałam rady na trzeźwo. Obejrzałabym nawet ostatnią z części dla komputerowego pół dziecka/pół żywicznej lalki o twarzy, która jest najskuteczniejszym środkiem antykoncepcyjnym na świecie.. gdyby nie mój zdrowy rozsądek. No, i nie mam chyba tyle wina na zbyciu.

5.  Jaką książkę lub serię chciałabyś zobaczyć zekranizowaną jako film/serial?

Ruchome Święto” Ernesta Hemingway’a. Zanim obrzucicie mnie jednak pomyjami za lubienie Hemingway’a, albo wypomnicie, że trochę już została ta książka zekranizowana w „O Północy w Paryżu” Woody’ego Allena,* pozwólcie, że powiem kilka słów na jej temat.

Po pierwsze, w książce pojawia się tyle znanych postaci ze świata kultury XX wieku, że to aż się prosi o dobrą obsadę: państwo Fitzgerald, James Joyce, Ezra Pound, Gertrude Stein i mogłabym tak wymieniać jeszcze długo. Poza znanymi postaciami, książka porusza bardzo uniwersalne tematy, takie jak sława i fortuna, miłość, przyjaźń, braterstwo i generalny głód wszystkiego, jaki towarzyszył rozkwitowi lat dwudziestych ubiegłego wieku. Uniwersalne – czytaj, dobrze się sprzedadzą. Ostatecznie, książka stała się symbolem nieugiętego francuskiego ducha pod naporem ataków terrorystycznych w Paryżu w 2015 roku. I to poważnie! Jej sprzedaż we francuskim tłumaczeniu skoczyła momentalnie, a kopie „Święta” paryżanie zostawiali w miejscach pamięci ofiar ataków.

Możliwe, że Paryż jeszcze długo będzie odbudowywał swoje bezpieczeństwo, ale jedno jest pewne, słowami Hemingway’a, jeśli raz się tam było, to miasto na zawsze w nas zostaje, bo Paryż sam w sobie jest jak ruchome święto.

 

Podobno wnuczka Hemingway’a kilka lat temu przejęła prawa do ekranizacji tej książki. Niestety nic nie wiadomo mi na temat konkretnych planów, ale myślę, że wszystkim europejczykom przydałoby się odświeżenie tej klasyki.

 

*teraz muszę obejrzeć ten film jeszcze raz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s