Mój 2016 w popkulturze

W ramach kontynuacji wielkiego eksperymentu DJB vs popkultura postanowiłam przeredagować swoje postanowienia zeszłoroczne.  Po rewizji swoich zeszłorocznych postanowień doszłam do wniosku, że już sama nie wiem, czy ze mnie taka spontaniczna kobieta, czy nie potrafię korzystać z list. Także, jeśli chodzi o 2017 to, tak jak poniżej

6664_6689_520.gif

A na 2016 zapraszam dalej.

Kogo ja oszukuje? Tak serio, to mam jakieś mini-plany na ten rok, ale o tym i tak poniżej.[dop. DJB]

 

Książki

Uporządkowanie swojej kolekcji za zeszły rok w Goodreads zajęło mi prawie trzy dni, więc jestem pod wrażeniem, że udało mi się skleić ten fragment podsumowania stosunkowo szybko.

Pomimo tego, że przez cały rok pochłaniałam większe niż zwykle ilości książek, to przede wszystkim latem udało mi się prawdopodobnie trafić książkowego totka, bo odkopanie z mojej listy planowanych książek „Szczygła” Donny Tart nie można nazwać inaczej niż wyjątkowo szczęśliwym zrządzeniem losu. Czasami trafia się na historie, które czyta się tak, jakby całe nasze dotychczasowe czytelnicze życie prowadziło do nich. W moim przypadku tak właśnie było, kiedy czytałam „Tajemniczą Historię” tej samej autorki. Kiedy krótko po tym, jak ukończyłam przygodę z grupą studentów elitarnej uczelni i ich mrocznymi sekretami, na łamach Wysokich Obcasów ukazał się artykuł o życiu i twórczości Tart. Nie wiem do końca, czy to fantazja o izolacji w wenie i szalonym artystycznym życiu, czy mini reklama „Szczygła” skłoniła mnie do sięgnięcia w końcu po tę książkę, ale bez względu na powód, muszę was przestrzec – jest niebezpiecznie zaraźliwa, co najmniej jak tajemnica, która staje się obsesją głównego bohatera. I kiedy już wydawało mi się, że lepszej książki tego lata już nie przeczytam, trafiłam na kanale Books and Quills na mini recenzję „Fatum i Furie” Lauren Groff i przepadłam.

Poważnie, nie było mnie dla świata na dwa dni – a to poważne, bo pamiętam, że ostatnią książką, która wciągnęła mnie tak bardzo było „Milczenie Owiec” kilka lat temu. Ani rosnący upał ani tablet przylepiający mi się do palców nie powstrzymał mnie jednak od wciągnięcia każdej strony tej powieści. Z pozoru prosta historia przekroju lat małżeństwa między scenarzystą Lancelotem i jego ukochaną jest tak samo słodka jak i gorzka. Kolejne warstwy upadającej sielanki odsłaniają prawdę o obojgu kochanków. Kiedy akcja koncentruje się na głównej bohaterce, książka nabiera prawdziwej prędkości. Trochę jakby pierwsza połowa dopiero wtaczała wagonik kolejki na szczyt, a jej zakończenie ujawniało, że dalszych torów już nie ma, tylko szalona droga w dół. Tak więc siła fabuły wbiła mnie w fotel i nie pozwalała o sobie jeszcze długo zapomnieć. Potwierdzam więc to co napisałam już na temat tego tytułu w Top 4 książek lato 2016 – jeśli ktoś powiedział wam ostatnio, że amerykańska powieść nie ma już przyszłości, macie pełne prawo przyłożyć mu w zęby tym tytułem.

Ostatnim, ale wciąż, ulubieńcem zeszłego roku został Jon Ronson i jego „Psychopath Test”. Nie trafiłabym na ten tytuł, gdyby nie wywiad, którego Ronson udzielił Amy Shumer w jej programie „Inside Amy Shumer”. Właściwie na jego podstawie podejrzewałam, że książka może okazać się czymś bardziej w rodzaju listy do sprawdzenia, jak duży pierwiastek psychopatyczny kryje się w drogich czytelnikach. Nie spodziewałam się jednak, że autor podszedł do tematu nadzwyczaj poważnie i odważnie, nawiązując kontakty z psychopatami, udzielając się w konferencjach na ten temat a nawet odwiedzając specjalne ośrodki. Myślę, że wszystkie badania przeprowadzone przez Ronsona udowadniają przede wszystkim, że jednocześnie mamy i nie mamy się czego bać. Wszystko zostało ubrane w przezabawny, pełen dystansu język autora, który wspaniale podkreśla jak niejednoznaczny jest świat współczesnych norm społecznych.

 

Filmy

Zaczęło się całkiem dobrze.. nawet bardzo całkiem! Serio, powinnam się przestać oszukiwać, skończyć z tym, że „a bo czekam na coś tam jak wyjdzie w lipcu, będzie super”. Nie spodziewałam się, że „Deadpoolbędzie fajny. Albo inaczej, spodziewałam się, że będzie ok, ale nie, że 3/4 seansu spędzę tarzając się po podłodze kina ze śmiechu. 1/4 pozostawiłam na wciąganie się w konstrukcję historii. Deadpool jest błyskotliwy, brutalny i pełen akcji, ale równocześnie humoru, który ma być zabawny i taki jest.

deadpool-poster-sweater

honorowy sweter filmu roku

Oczywiście rzadko słucham własnych rad, więc jednak postanowiłam wyczekiwać na jakiś film, nie wiem po co, chyba żeby się na nim przejechać. Tak właśnie było z „Ghostbusters”. Od razu zaznaczam: uwielbiam przeróbki klasycznych filmów w wersji tylko kobieca obsada. Uważam, że obsadzenie Melissy McCarthy, Kristen Wiig, Kate McKinnon i Leslie Jones w rolach nieustraszonych pogromczyń duchów Nowego Jorku było przebłyskiem geniuszu. Aktorki spisały się świetnie, a historia wydawała się zostać stworzona dla wykorzystania 100% ich komediowego talentu. Jedyny problem w tym, że przez dwie godziny strasznie się dłużyła. I chociaż fajnie było zobaczyć jak grupa kobiet łączy siły w imię nauki, to myślę, że uszczuplenie filmu o kilka niepotrzebnych akcji na pewno by filmowi pomogło.

Pozytywnie w zeszłym roku zaskoczyły mnie pozycje filmów animowanych, a w szczególności „Zootopia„. Miałam nadzieję na zabawny film z prostym morałem, ale historia o bardzo upartym króliku i sprytnym lisie okazała się dużo lepsza. Myślę, że to najlepsza produkcja Disney Pictures jaką do tej pory widziałam.Film jest pięknie zrealizowany, a jego akcja rozwija się w dobrym, przyciągającym uwagę tempie. Zapewne każdy z widzów wyciągnie z niej też coś dla siebie. „Zootopia” nie jest w końcu tylko filmem o tolerancji i poszanowaniu dla różnorodności, ale też satyrą na współczesne społeczeńtwo. Dla mnie najważniejszym przesłaniem filmu jest jednak pokazanie, że nic nie przychodzi łatwo, ale czasem warto być na tyle szalonym, żeby postawić na swoim. W ten sposób nawet królik może zostać mundurowym.

Seriale

Jeśli jeszcze nie obejrzeliście „Stranger Things„, to nie wiem co robiliście, ze swoim życiem do tej pory. Możecie spokojnie przerwać czytanie tej notki i wrócić jak już skończycie (co powinno wam zająć mniej więcej 2-3 wieczory).

giphy
A jeśli jeszcze was nie przekonałam do tej serii, tutaj znajduje się krótka lista powodów:

  • Winona Ryder
  • dzieciaki, które w najcięższych sytuacjach wykazują się odwagą, przyjaźnią i poświęceniem
  • postaci kobiece
  • RPGi
  • po wciągnięciu całej serii miałam koszmar, w którym znalazłam się po „drugiej stronie” – długo zastanawiałam się co w tym pomyśle jest właściwie takiego strasznego i wtedy to zrozumiałam*

Z seriali, które poważnie powinniście nadrobić, jeśli jakimś cudem jeszcze ich nie obejrzeliście jest jeszcze „The Night Manager„. Do szczegółowej analizy i spoilerów odsyłam do odpowiedniej notki na temat tej serii, ale mogę z pełnym przekonaniem przyznać, że chętnie obejrzałabym ten serial raz jeszcze.I to nie tylko ze względu na genialne role Toma Hiddlestona i Hugh Laurie. „The Night Manager” nie brakuje niczego: szpiegów, pustyni, podejrzanych interesów i wielkich pieniędzy. Przede wszystkim jednak nie brakuje w nim fajnych kobiecych postaci, o których nie da się zapomnieć i dla których warto sięgnąć po tą krótką przygodę.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie też krótki serial produkcji NBC i Sky, „You, Me And The Apocalypse”. Po pierwsze, seria przyciąga prostym z zasady założeniem: co zrobilibyście, gdyby ogłoszone zostało, że zbliża się koniec świata? Jedni zaczynają realizować swoje szalone pomysły, inni budują schrony a jeszcze inni poszukują nowego Jezusa. W takich sytuacjach poznajemy z resztą naszych bohaterów i ich historie, które, z początku zupełnie odległe, w końcu plątają się w okół osoby głównego bohatera, Jamiego Watsona (Mathew Baynton), prostego pracownika jednego z banków w Slough. Oprócz wspaniałej obsady, w tym wymienionego wcześniej Bayntona wcielającego się w podwójną rolę, dostajemy również Pauline Quirkie, Roba Lowe oraz u jego boku Gaię Scodellaro. Wszystko to podane w mieszance sci-fi, dramatu i komedii. Serial to słodko gorzka mieszanka prawd o zwyczajnych ludziach, którzy stanęli w obliczu niezwykłej sytuacji. Oby więcej takich w tym roku.

Plany na 2017

Książki

Jak co roku zdam się chyba na wesołą spontaniczność i co mi tam wpadnie po drodze. Chętnie wróciłabym do kryminałów, dlatego muszę przyjrzeć się bliżej tytułom autorów, których przeczytałam już wcześniej. Oprócz tego obiecałam sobie na więcej autorek w mojej biblioteczce i tak bardzo chciałabym przeczytać więcej Margaret Atwood . Zresztą już mam swoje łapki na „The Heart Goes Last”. Bardzo spodobały mi się jej teksty po tym, jak zetknęłam się z nimi na studiach, więc myślę, że warto zaryzykować. Szczególnie, że za niedługo obejrzeć można będzie ekranizację  „The Handmaid’s Tale”.

Obiecuję sobie też przeczytać więcej Zadie Smith. Do tej pory przeczytałam tylko „White Teeth” i zbiór esejów, a podoba mi się jej styl. No i jeśli nie czyta się książek po to, żeby spojrzeć na świat z innej perspektywy, to jaki jest tego sens? Można by tak przeczytać nawet i 5o rocznie i z żadnej nie wynieść nic interesującego. Chciałabym też sięgnąć po więcej książek Davida Foster Wallace’a. Nie wiem, co tak przyciąga mnie w jego pisaniu, bo generalnie uważam, że jego „Infinite Jest” to najtrudniejsza książka, jaką do tej pory przeczytałam. W przeciwieństwie do jego esejów, które, być może nie są lekkie, ale bardzo wciągające. Niezależnie, czy pisze w nich o reakcjach na 9/11, telewizji czy podróży statkiem, wydaje się, jakby autor siedział tuż obok nas i snuł swoją opowieść. Uwielbiam Wallace’a za to, że potrafi nawet na siebie spojrzeć krytycznym okiem i z dystansu i cieszę się, że zostało mi jeszcze kilka jego tytułów, których nie przeczytałam.

Filmy

W końcu mam na co czekać, co mnie cieszy ale też przeraża, bo nie chcę sobie obiecywać za dużo. Myślę, że spokojnie mogę jednak usiąść na sali kinowej przy premierze „Strażników Galaktyki 2„. Nawet sobie nie wyobrażacie jak się stęskniłam za tymi bohaterami!  Pierwsza część absolutnie podbiła moje serce ciepłymi postaciami, błyskotliwym humorem i świetną oprawą klasycznych popowo-rockowych kawałków. A przede wszystkim nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć jak bardzo wyrósł Groot.

Poza tym, w końcu doczekaliśmy się roku z super bohaterką w  roli głównej. Mam na myśli oczywiście „Wonder Woman„. Diana to jedna z moich ulubionych bohaterek, dlatego obiecuję podejść do tego filmu ostrożnie. Po krótkiej roli Gal Gadot w „Superman vs Batman” myślę jednak, że mogę być spokojna. WW to postać, którą nie łatwo złamać, co mogą przyznać mi wszyscy fani komiksów z jej udziałem. Chociaż dla wielu fanów popkultury problematycznym pozostaje fakt, czy jako lekko odziana bohaterka o rozwianych włosach na pewno jest symbolem girl power, ale jeśli mało wam posady w NATO (true story, chociaż to już rozdział zamknięty) to spójrzcie na jej ekipę!

tumblr_oas899epul1v5084lo1_500

#squadgoals

Bardzo chciałabym obejrzeć również „Justice League„.  Po pierwsze, Affleck  w roli Batmana jednak nie okazał się aż tak tekturowy jakbym się tego spodziewała, więc jestem ciekawa na co go jeszcze stać. Swojego fangirlzmu na temat WW nie muszę już tłumaczyć, ale bardzo jestem ciekawa Jasona Mamoy w roli Aquamana. Mam tylko nadzieję, że w trailerze nie pokazali już wszystkich najśmieszniejszych scen..

Dlaczego ja czekam tylko na filmy o superbohaterach?

Seriale

Kontynuując wątek superbohaterów, chciałabym obejrzeć „Powerless„, które za niedługo będzie miało swoją premierę na NBC. Jest to pierwszy serial komediowy od DC Comics, więc już pomijając konwencje, jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się historia pracowników agencji ubezpieczeń od szkód spowodowanych przez superbohaterów. Poza tym, omg, Alan Tudyk i Danny Pudi w jednej serii! Yay!

Nie mogę się też doczekać premiery „The Defenders” produkcji Netflix. Jeśli może być coś lepszego od serii o Jessice Jones, Dare Devilu i Luke’u Cage’u to tylko serial, w którym muszą połączyć supersiły. Może nawet uda mi się  przed premierą sprawdzić komiks, tak żeby zapoznać się z historią, bo większość bohaterów „The Defenders” przecież jest nam już znana. Nie mniej nie mogę się doczekać znów zobaczyć znajome twarze, ale przede wszystkim chciałabym zobaczyć Sigourney Weaver w roli bohaterki negatywnej.

Najbardziej jednak czekam na serial, którego ogłoszenie premiery świętuję od zeszłego lata, czyli drugi sezon „Watahy” HBO. Krótki, pięknie zrealizowany serial osadzony w malowniczych Bieszczadach wciągnął mnie bez reszty, kiedy obejrzałam go po raz pierwszy. Pozostawił też ogromny niedosyt i wiele otwartych wątków (właściwie większość??), dlatego tym bardziej się cieszę, że HBO dało scenariuszowi szansę na rozwinięcie się w drugim sezonie. Z tego co wiem, konkretna data nie jest jeszcze znana, ale mi to nie przeszkadza skreślać już dni z kalendarza.

 

A jakie są wasze postanowienia na 2017?

 

*wszystko, WSZYSTKO!!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s