Top 3 ulubionych musicali anglojęzycznych

Są takie weekendy, w które potrzeba podnoszącego na duchu filmu jest wyjątkowo silna. Próbowałam sobie ostatnio przypomnieć, czy mam w ogóle jakiś film, który chciałabym z własnej, nieprzymuszonej woli obejrzeć jeszcze raz, nawet jeśli widziałam go już kilka(naście) razy. W sumie, mogłam się spodziewać, że w ostateczności sięgnę albo po stare parodie albo po jakiś musical. Ponieważ bez większej konkurencji wygrało „Mamma Mia!”, które znam już prawie na pamięć, postanowiłam, że odgrzebię kilka innych tytułów z mojej musicalowej biblioteczki. Ku pamięci.

tumblr_m5iokajkwr1rnvwt1

za każdym razem czekam, aż padnie ta kwestia

Tak serio, to wymówka, żeby teraz pół czasu przeznaczonego na pisanie spędzić na odgrzebywaniu ulubionych kawałków.

1. A Very Potter Musical (Darren Chriss & A. J. Holmes, 2009)

Jeśli jeszcze udało się wam jakimś cudem uchować bez znajomości AVPM, to gratuluję. Mi się ta sztuczka udawała całkiem długo, to znaczy, mniej więcej do momentu w którym mój osobisty Will podsunął mi do obejrzenia coś o trzech kluczowych dla mnie elementach zachęcających: a) wpadające w ucho piosenki, b) Potter, c) i jeszcze jest śmiesznie.  I tak jakoś wyszło, że obejrzałyśmy pierwszą część, potem drugą i, cytując Draco, nie było po prostu totally awesome. Było..

tumblr_inline_neqy4vamyd1ssxvzo

Musical jest parodią historii o Harrym Potterze i, tak na prawdę, cała jego egzystencja (i powstanie książki) opiera się na pojedynczej fazie jednego z twórców, wtedy studenta Uniwersytetu Michigan, który napisał piosenkę „Granger Danger” (wykorzystaną z resztą w musicalu), o zauroczeniu Draco Malfoy’a Hermioną Granger. I tak od piosenki, do piosenki, powstała historia o Potterze w krzywym zwierciadle, wystawiona na wcześniej wspomnianym Uniwersytecie w 2009 roku przez grupę StarKid.

Nie wiem, czy można było z takim musicalem trafić lepiej. Przede wszystkim, StarKid zebrali grupę świetnych aktorów, którym wyraźnie spodobała się zabawa konwencją i widać, że musicalowe komedie nie są im obce. Wśród obsady zobaczymy więc bezbłędnego w roli Pottera Darrena Crissa, którego wielu zapewne kojarzy z roli Blaine’a Andersona w serialu „Glee”. Absolutnym hitem jest dla mnie Lauren Lopez, której turlanie się po scenie w blond peruce Draco Malfoy’a jest jednym z bardziej charakterystycznych elementów tego przedstawienia. W mojej opinii świetnie sprawili się również Joe Walker oraz Brian Rosenthal wcielając się w duet Voldemort/Quirrell – szczególnie w moim ulubionym kawałku „Different As Can Be„.* Na osobną pochwałę zasługuje wcielający się w rolę profesora Snape’a Joe Moses, którego własny kanał na YT jest istną perełką. Gorąco polecam szczególnie jego wywiad  w ramach serii Potion Master’s Corner z Joe Walkerem, wcielającym się w rolę musicalowego Voldemorta.

Serio, obejrzyjcie, nawet jeśli jeszcze nie widzieliście tego musicalu. Ta notka poczeka.

A jak już obejrzycie sobie wywiad, to polecam po prostu obejrzeć AVPM. Jeśli, tak jak ja, dorastaliście z książkami J. K. Rowling, to właśnie ten musical pozwoli wam spojrzeć na tę historię z potrzebnego dystansu. Mogę wam zagwarantować, że będziecie chcieli dzięki niemu jeszcze  wrócić do Hogwartu.**

 2. Rent (muz. Jonathan Larson, reż. Chris Columbus, 2005)

Jeśli istnieją musicale, z których piosenki znam na pamięć, to „Rent” jest silnym numerem jeden w tym rankingu. Możliwe, że dzieje się tak dlatego z uwagi na fakt, że był to pierwszy musical jaki w ogóle obejrzałam, ale z drugiej strony, wystarczy pierwsze dziesięć minut, żeby zrozumieć, że te piosenki są zwyczajnie dobrze napisane i wpadają w ucho. I pomyśleć, że w tym roku mija 20 lat od premiery samego spektaklu!

tumblr_m7dhopgtnu1qbjj5ro1_500

Musical opowiada o życiu grupy ubogich artystów z Nowego Jorku. Co ciekawe, w wersji filmowej, z kilkoma dodatkami, wystąpili ci sami artyści, którzy podbili musicalem Broadway w 1996 roku. Już wtedy musical był jedną z pierwszych tego typu historii opowiadającej na musicalowych deskach o dylematach wkraczającego w XXI wiek świata, takich jak transseksualizm, bycie queer, czy problemach, znanych już od dawna, takich jak HIV i związane z nim zagrożenia. Spektrum poruszanych przez musical problemów współczesności z pewnością przełożył się na niemijającą popularność tej historii***. Wśród artystów pojawiają się zarówno ekstrawagancka Maureen (w tej roli bezbłędna Idina Menzel), tancerka Mimi (Rosario Dawson), nauczyciel Collins (Jess L. Martin), czy drag queen/najlepsza perkusistka na świecie – Angel (Wilson Jermaine Heredia) i wiele innych. Wszystko to składa się na już 24 produkcje 25-ciu piosenek ilustrujących rok wspólnej znajomości ośmiu artystów.

Myślę, że dobrze trafiłam z tym tytułem, jak na pierwszy musical, który oglądałam (wtedy jeszcze na wypożyczonych dwóch płytach CD!). Piosenki z „Rent” towarzyszyły mi jeszcze długo i, na prawdę, wciąż przyłapuję się na nuceniu niektórych piosenek np., no nie wiem, w trakcie mycia naczyń.. Polecam ten tytuł generalnie wszystkim, którzy chcą w ogóle zrozumieć o co chodzi w całej konstrukcji musicalu, jak budowane są wydarzenia i jak scalają się one w kolejnych utworach. Filmowa wersja „Rent” jest przy tym na tyle wartka, że nie sposób jest nie dać się jej porwać, choćby na te skromne niewiele ponad dwie godziny życia wśród nowojorskiej bohemy.

 3. Company (Stephen Sondheim, 1970/2011)

I pomyśleć, że zanim Sondheim napisał ten wspaniały musical, dorabiał wymyślając krzyżówki do NYT.

tumblr_inline_muye8cqgxs1rl59e4

„Company” to historia młodego kawalera, Roberta, który w dniu swoich 35-tych urodzin oznajmia grupie przyjaciół, że chciałby się ożenić. Pech chciał, że Robert przyjaźni się przede wszystkim z parami, które nie do końca rozumieją dlaczego ich Robbie chciałby zmienić swój status. Robert odwiedzając kolejne pary przygląda się różnym stanom małżeńskim: od nowożeństwa, po stateczne związki. Robert spotyka się również z trzema kobietami: pochodzącą z małego miasta Kathy, zauroczoną Nowym Jorkiem Martą i stewardessą April. Czy pośród nich znajdzie wymarzoną żonę i, co ważniejsze, czy przypadnie ona do gustu jego przyjaciołom?

Trafiłam na ten musical zupełnie przypadkiem, wpadając w Internecie na urywki spektaklu z 2006 roku z Raulem Esparzą. Głosy tej obsady obecne są też na wydanym dwa lat później soundtracku z musicalu. I chociaż to one przychodzą mi na myśl, kiedy próbuję przypomnieć sobie piosenki z muscialu, to o wiele bardziej niż wersja z 2006 roku przypadła mi do gustu obsada z 2011 roku, na czele której w roli Roberta pojawił się nie kto inny jak Neil Patrick Harris. Po pierwsze, miło jest zobaczyć na scenie znane twarze, takie jak Christina Hendricks, Jon Cryer czy Stephen Colbert. Poza tym, aranżacja stała się bardziej współczesna, ale wciąż minimalistyczna. Oszczędna scenografia pozostawiła dla aktorów wiele sposobów na kreatywne jej wykorzystanie, a widzom łatwiej jest w ten sposób przenieść nowojorskie wnętrza na mieszkanie któregokolwiek znajomego kawalera i jego pokręconych znajomych.

„Company” to musical słodko-kwaśny, zarówno dla osób w związkach, jak i singli. Przyjemnie jest spojrzeć z przymrużeniem oka jak wiele i jak mało zarazem zmienia się, kiedy dwoje ludzi postanawia założyć rodzinę i dlaczego nie jest to tak prosta kwestia, jakby się to na początku musicalu głównemu bohaterowi wydawało. Dwa akty płakania ze śmiechu zamyka zresztą wspaniały utwór, „Being Alive”****, który jeszcze długo będzie przypominał się wszystkim widzom w ważnych życiowych momentach. Trochę żałuję, że musical nie doczekał się jeszcze wersji filmowej, bo ma ku temu potencjał, ale myślę, że na nic nie jest za późno.

 

*popłakałam się przy tym ze śmiechu, tru story

** albo już nie wyrzucicie tego kawałka ze swojej głowy, mea culpa

*** to, i niemożność wyrzucenia z głowy takich piosenek jak „Santa Fe

**** oba wykonania, Neila i Raula, są bezbłędne

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s