Sześć

Tak jakoś wyszło, że w zeszłą sobotę (14.05) minęło już sześć lat jak zajmuję się blogowaniem, a najpierw prowadzeniem audycji radiowych (brawo, ja). Z tej okazji postanowiłam napisać o sześciu rzeczach, które nauczyłam się przez ten czas jako DJ Burakku. Ale najpierw, zarzucę sobie gifem z Kimurą.

tumblr_mwgs3ah6ig1sv6b90o1_500

Bo mogę, bo chcę, bo mnie stać.

1. Wszystko jest kwestią ryzyka

Myślę, że każdy, kto jest odpowiednio zaangażowany w swoje hobby, dochodzi do momentu w swoim życiu, w którym albo zrobi w tym kierunku coś dalej, albo zarzuci swoje zainteresowania. Gdybym nie stworzyła na początku podcastów dla forum Johnnyslalaland, miałabym może powody żeby być przez chwilę na bieżąco w azjatyckiej muzyce, ale nie sądzę, że szybko wychyliłabym nos zza swojej johnnysowej działki. Prawdziwym wyzwaniem prowadzenia audycji było otwarcie się na gusta innych i poskładanie z podsuwanych muzycznych klocków dwóch godzin w miarę spójnej całości.

Nie twierdzę, że każde wejście na antenę było jak rzut kośćmi przez płonącą obręcz na bagno pełne aligatorów, ale myślę, że czasami bywało blisko.

2. Wyznacz sobie cel A, ale dąż do celu B

Jak duża część moich znajomych, zawsze swoje zainteresowanie Azją wiązałam z wielkimi marzeniami podróży do krajów dalekiego wschodu. Wielu z nich marzenia zmieniły się w plany, a te z kolei w niekończące się opowieści z koncertów i wyjazdów, co uważam za super osiągnięcie. Moje marzenia o podróżach wciąż odkładają się na dalszy plan, ale nie piszę tego przecież po to, żeby was namawiać do tego samego. Interesując się Azją miałam jeszcze jedno marzenie, które dzięki pracy w radiu i nad blogiem zaczęło się powoli realizować. Zawsze podziwiałam swoich multi-utalentowanych azjatyckich idoli i chciałam być taka jak oni – może nie udało mi się zagrać w 30tu dramach i inni idole nie uczą się japońskiego na moich serialach*, ale udało mi się przetłumaczyć tak wiele serii, że czuję przy nich swoją cegiełkę. Tworzyłam podcasty, prowadziłam audycje, pisałam artykuły. Zawsze chciałam sprawdzić się w tak wielu rolach, jak to tylko możliwe i myślę, że spisałam się świetnie.

3. Cierpliwość czyni mistrza

Co nie oznacza, że twoim zadaniem jest siedzieć na tyłku i czekać aż spłynie na ciebie łaska Siwona i wreszcie ziści się twój plan zostania najlepszym blogerem/prezenterem/youtuberem/czym tam sobie po drodze wymyślisz. Mistrzostwo wymaga praktyki, ale przecież ćwiczenia to nie wszystko. Gdyby tak było można by chodzić na siłownie codziennie przez miesiąc i dnia trzydziestego drugiego podnosić ciężarówki, albo nagrywać audycje co tydzień przez dwa miesiące i uznać, że są zajebiste. Przynajmniej jedną z tych opcji przerobiłam osobiście, więc mówię z doświadczenia.

Ponieważ z okazji rocznicy co jakiś czas zdarza mi się odgrzebać swoje archiwalne audycje, odnalazłam jedną z 2013 roku, przy której mogę już powiedzieć, że brzmiałam całkiem fajnie i w pełni kontroli nad przebiegiem wydarzeń. Była to jedna z rocznicowych audycji i wspomniałam przy niej, że przez trzy lata nagrałam w ciągu jednej serii [Burakkulalalandu – dop. DJB] nagrałam ponad 140 audycji. Nie wiem ile ostatecznie nagrałam ich w sumie, ale wiem na pewno, że wymagało to ogromnych nakładów czasu spędzonych na przygotowaniu materiałów, obróbce, wymyślaniu tematów i dobieraniu piosenek. Polecam więc uzbroić się w cierpliwość. Na szczęście,  przy dobrej zabawie czas schodzi na dalszy plan.

4. Najlepsze odkrycia, to te przypadkowe

Lubię swój głos, serio. Nie jestem jakoś specjalnie nim zachwycona, ale generalnie udało mi się wyzbyć nieprzyjemnego uczucia, które mamy zazwyczaj np. kiedy słyszymy siebie na nagranym przez znajomych filmików. Nie sądziłam jednak, że nadaje się do czegokolwiek dopóki nie zaczęłam analizować swoich nagrań. Tak, dobrze słyszycie. Prawie każdą audycję skrupulatnie odsłuchiwałam. Głównie, żeby sprawdzić, czy wszystko działa jak trzeba,  ale przy okazji starałam się poprawić błędy i wyzbyć irytujących nawyków. Od odsłuchu do odsłuchu doszłam do wniosku, że mój głos może być całkiem przyjemny i że trzeba z tej cechy wyciągnąć to, co najlepsze. Myślę, że ostatecznie moi słuchacze mieli tyle frajdy ze słuchania moich nagrań, co ja z nagrywania ich. W końcu, ksywka „Pani Czarujący Głos” nie przychodzi bez powodu.

5. Najpierw słuchaj, potem mów

Jest to generalnie zasada, którą kieruję się tak w ogóle na co dzień, ale wydaje mi się, że warto ją napomknąć apropos mojej pracy w radiu. Wydaje się często, że prezenterzy mają za zadanie przede wszystkim nawijać i zabawiać rosnącą liczbę słuchaczy, ale, tak szczerze, zawsze uważałam, że moją pracą jest przede wszystkim ich wysłuchać. Przecież nie siadałam za konsolą, a teraz za klawiaturą komputera, żeby nawijać o tym, jak wspaniała jest moja własna opinia o Siwon-wie-czym. Na antenie Burakkulalalandu/Kącika Himono Onna/Koreły Tajm i wielu, wielu innych audycji pierwszeństwo głosu zawsze mieli słuchacze. Uwielbiałam ich historie o szkołach, konwentach, zespołach, egzaminach, kolokwiach, magisterkach i czymkolwiek akurat zajmowali się słuchając moich audycji. A jeśli akurat nie mieli zbyt wiele do powiedzenia, to jednak pracowałam przede wszystkim z muzyką i to artyści grali pierwsze skrzypce. Własne doświadczenia są świetne i na pewno bardzo ciekawe, ale prawdziwa magia zdarza się tam, gdzie nasz głos miesza się z innymi w wielkim kotle zwanym eter. Albo Internet.

6. Najlepsze dopiero przed nami

Chociaż przejście do Radia od podcastów uważałam za bardzo naturalne, wcale nie była to najłatwiejsza decyzja. Zawsze będę jednak powtarzać, że warto było zaryzykować i wybrać drogę mniej uczęszczaną. Może nie mam już tyle czasu, żeby cokolwiek nagrywać, albo żeby pisać na blogu co drugi dzień**, ale na pewno ostatnie sześć lat nie pozostawiło mnie z pustymi rękami. Nauczyłam się samodyscypliny, planowania, tego jak ważna jest potrzeba ciągłego doskonalenia własnego warsztatu. Stałam się lepszą lektorką, badaczką i twórczynią. Każda z nagranych audycji sprawiła, że moje panele przygotowywane na konwenty były lepsze i, chociaż nigdy nie miałam problemu przed wystąpieniami publicznymi, nauczyłam się, że w warunkach stresogennych w mojej głowie brakuje pstryczka opisanego „uciekaj”.  Jest za to dużo miejsca na wiele głosów i historii i kilka szufladek na najlepsze wspomnienia z ostatnich sześciu lat jako DJ Burakku.

 

 

*hmm, ciekawe o kim to?

* *chociaż czasem, przyznaję, zwyczajnie mi się nie chce

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s