The Night Manager

Nie wiedziałam, że potrzebuję brytyjskiej mini serii, dopóki nie okazała się najlepszym kompanem do weekendowego chorowania.. Chociaż, podejrzewam, że nawet gdybym nie potrzebowała wyleżeć dwóch dni pod kocem, z momentem kiedy włączyłabym pierwszy odcinek The Night Manager czas przestałby mieć większe znaczenie.

the-night-manager-poster

Tak, na prawdę się wciągnęłam. Spoliers below.

Kiedy dowiedziałam się, że serial produkcji BBC i AMC powstał na podstawie książki Johna le Carre’a z 1993 r  z początku nie potrafiłam uwierzyć jak uniwersalne są niektóre historie. Ile już oglądaliśmy na ekranach podwójnych agentów walczących z przemytnikami i międzynarodowymi siatkami przestępców, deptając im po piętach od Alp aż po piaski pustyni. Okazuje się, że istnieją trzy możliwości: a) obejrzeliśmy ich wciąż za mało, b) żaden nie miał twarzy Toma Hiddlestona, c) przez dwadzieścia lat zmienili się może gracze, ale zasady gry pozostały wciąż takie same. Wiadomo przy tym, które zło jest bardziej swojskie.

Opowieść le Carre’a scenarzysta David Farr postanowił przenieść na czasy współczesne, ale robiąc to z iście szekspirowskim rozmachem. Farr od dwudziestu lat pracował przy teatralnych produkcjach sztuk Szekspira i Christophera Marlowe i myślę, że jeśli spojrzeć na TNM z dystansu, to widać w nim teatralne inspiracje Farra. Pod otoczką serii traktującej o władzy i pieniądzach, kryją się historie o najprostszych ludzkich uczuciach: postaci zakochują się, celebrują przyjaźnie i więzi rodzinne, poszukują sojuszników i starają się rozegrać karty losu na swoją korzyść. Niczym w teatrze obserwujemy jak postaci odgrywają swoje role przed sobą i innymi, na deskach tworzonych przez eleganckie wnętrza, luksusowe wille, czy ekskluzywne hotele. W końcu, najmroczniejsze tajemnice, układy, żądze i sekrety skrywa jeden wspólny czynnik – osłona nocy, której bacznie przygląda się jeden z hotelowych managerów nocnej zmiany, główny bohater, Pine (Tom Hiddleston).

Pine właściwie nie trafiłby prosto między trybiki napędzanej przez biznesmena Richarda Ropera machiny, gdyby nie piękna  Sophie, którą bohater poznaje w samym środku gorącego od egipskiej wiosny Kairu. Ponieważ jej niechybne morderstwo pozostaje w ścisłym związku z szemranymi interesami Ropera, Pine postanawia nie przepuścić drugiej okazji przywrócenia sprawiedliwości i za namową agentki Angeli Burr ( w tej roli bezbłędna Olivia Colman) wkracza w sam środek świata, rządzonego przez głód, śmierć i pieniądze. Jednak, kiedy wraz z Pinem odkrywamy jak złożoną i bezwzględną machiną finansową jest walka o wpływy, tym, co przeraża najbardziej jest cichy głosik w naszych głowach, że nad każdym „małym” biznesmenem pokroju Ropera, stoi silniejszy zawodnik. To on podkłada nogi agentce Burr w postaci skorumpowanych urzędników, ograniczających pracę jej wydziału i starających się za wszelką cenę udowodnić jak nikłym jest ona zawodnikiem. Roper jest może i wilkiem w owczej skórze, ale zaczynamy się bać dopiero wtedy, kiedy dostrzegamy jak silne jest jego stado i, że, w razie czego, zdolne jest i jemu skręcić kark.

Richard Onslow Roper (Hugh Laurie) to najbardziej niejednoznaczna postać tej serii. Z jednej strony jest to wpływowy biznesmen, otaczający się płatnymi zabójcami, obracający się w towarzystwie handlarzy broni z całego świata. Jednak, od początku historii obserwujemy równocześnie jego „ludzką” stronę: ojca, kochanka i ceniącego przyjaźń człowieka honoru. W końcu, jak na gentlemena przystało, daruje on życie obrońcy jego syna, Pine’owi. Wprawdzie, urzeczony fikcyjną fasadą bezwzględnego mordercy postanawia otoczyć Pine’a opieką, ale w miarę rozwoju historii okazuje się, jaką brutalnością potrafi wykazać się w obronie własnych interesów. W końcu wydaje się, że uwikłuje głównego bohatera w swoje interesy głównie w myśl zasady, by trzymać przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej. Roper do końca nie ufa nikomu, ani wspólnikom, ani własnej kochance, ale tego wymaga od niego jego środowisko. Myślę, że najlepszym dowodem jego osobowości jest scena prezentacji broni, w trakcie której w tle przemawiających ze spokojem Pine’a i Ropera masakrowana jest niewielka wioska.* Scena ta ukazuje nie tylko charakter Ropera jako biznesmena, ale równocześnie prowokuje ważne pytania, takie jak te o prawdziwą naturę żywiołu wojny i kto w jego środku niesie największą śmierć: ten, kto strzela, czy ten, kto sprzedaje naboje w okazyjnej cenie?

Wydawać by się mogło, że jak na tak silnie męską domenę historii, której przyświecają wojna i broń, w historii zabraknąć może silnych kobiecych bohaterek. Nic bardziej mylnego! Zamiana książkowego Leonarda Burra na serialową Angelę zwróciła się w stu procentach. Colman nadała bohaterce twardego, babskiego charakteru. Agentka Burr nie obawia się ryzyka, potrafi zachować zimną krew w każdej sytuacji i nie boi się walczyć w słusznej sprawie. Również z początku niepozornej Jed (Elizabeth Debicki) udaje się pokazać pazury. Chociaż poznajemy ją jako uzależnioną od leków (lub narkotyków?) zdobycz Ropera, szybko okazuje się, że i ona ma w tym układzie swój prywatny cel. Jed mogłaby przecież udawać ślepą na interesy kochanka. Postanawia jednak postawić na jedną kartę nawet własne życie, by pomóc Pine’owi w jego misji. Według mnie Jed wyznacza przyjemny, świeży wzór dla wszystkich ‚dziewczyn Bonda’.Jest aktywna, przebiegła, nie liczy na bohaterski ratunek z opresji i nie boi się walczyć o własną wolność, nawet za cenę spojrzenia prosto w oczy (i papiery) Ropera.

Ostatecznie, po ukończeniu całości mini serii pasowałoby odnieść wrażenie, że praca Pine’a zeszła na marne. Roper, już bezużyteczny dla biznesu, w końcu nie trafił w ręce brytyjskiego wywiadu, nawet jeśli miałoby go za to spotkać coś o wiele gorszego. Politykami dalej rządzą układy zakorzenione w wojennej machinie silniej niż wszystkie bronie przehandlowane przez Ironlast. Trudno jednak obejść się bez poczucia, że kropla drąży skałę. Oczywiście, nikt nie uratuje całego świata eliminując jedno ogniwo, kiedy na jego miejsce zdolne są wskoczyć trzy następne. Myślę jednak, że widzowie wraz z Pinem koniec końców dokonują pewnego rozrachunku swoich win, szczególnie w obliczu aktualnych wydarzeń na Bliskim Wschodzie i naszego do nich stosunku. W końcu prawdziwe życie nie jest lepsze ani gorsze od marzeń, jest po prostu zupełnie inne.**

 

 

*taka poprzeczka dla prezentacji Tupperware

**cytat William Shakespeare

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s