Top 3 ulubionych strategii

Przyszedł czas na rzadki, ale jednak, post na temat gier. Jak wiecie, Burakku nie należy do specjalnej czołówki graczek – nie grywam w najnowsze tytuły, nie śledzę rozgrywek w LoLa, nie posiadam żadnej konsoli, ba, wręcz ostatnie spotkania z padem uważam za średnio udane.* Jednak, nic nie sprawia większej przyjemności niż wieczór z dobrą strategią. A ponieważ ostatnio udało mi się odgrzebać kilka ulubionych tytułów, postanowiłam je wam polecić.

508cd76f3f90f2268a59ec678e2f7c6585e564d352963398972038fd53bf243e

  1. Might and Magic Heroes (VI)

Żyję nadzieją, że nie ma już osób, którym trzeba by tłumaczyć czym jest seria M&MH. Myślę, że wiele osób, nawet tych, które strategie generalnie nie interesują, z nostalgią wspomina pierwsze pikselowe zamki i dwuwymiarowe walki. Ja sama nie miałam okazji zagrać we wszystkie wczesne części serii, ale mam tylko dobre wspomnienia grania z rodzeństwem i edytowania map.. niekoniecznie po to, żeby sobie pomóc. Właściwie samo tworzenie nowych krain było bardzo przyjemne.

Osobiście uważam, że urok tej serii (jak i wielu innych strategii) od początku polegał właśnie na nieskończonych możliwościach tworzenia. W końcu to gracz musi rozplanować i wykreować swoje armie i fortece. Kiedy byłam młodsza tryb kampanii w ogóle wypadał z gry,*** bo nie znałam języka, ale i bez większego rozumienia poleceń mogłam cieszyć się z przygód rozgrywanych na różnych mapach. Jak tak sobie pomyślę, to dochodzę do wniosku, że strategie to świetne gry, jeśli dopiero poznajemy jakiś język, bo większość aspektów i tak można zrozumieć przez obserwację zależności np. pomiędzy zasobami a możliwościami swoich armii. A skoro już o zasobach mowa, jest chyba tylko jedna gra, która uczy ich rozplanowania lepiej niż Heroesi..

2. The Settlers VII

Tak szczerze mówiąc, to nigdy nie byłam dobra w prowadzeniu armii miniaturowych ludzików z dużymi główkami na hordy innych miniaturowych ludzików (przy czym hordy to dobre słowo, bo cholerny PC zawsze dorobił się większej armii). Jednak zawsze intrygowało mnie w jak różnorodny sposób można rozbudowywać swoje królestwo i ile trzeba włożyć pracy w wyprodukowanie jednego koła u wozu. O ile przy M&MH nauczyłam się jak dysponować magicznymi stworzeniami tak, żeby w chwili kryzysu [czyt. przy niedzieli] nie zostać z niczym, o tyle Settlers pokazało mi, jak sprawić, żeby tych magicznych żołnierzyków w ogóle udało się gdzieś wysłać.

Siódma część gry szczególnie pod tym względem przypadła mi do gustu. To prawda, od początku serii trzeba się wysilić, żeby zrozumieć mechanizmy rządzące życiem i pracą mieszkańców królestwa, ale dopiero w tej części zaczęłam doceniać, jak różne drogi mogą prowadzić do zwycięstwa. Gracze mogą koncentrować się nie tylko do rozbudowywania armii [w czym jestem już trochę lepsza niż kilkanaście lat temu  – dop.DJB], ale też wytyczaniu szlaków handlowych i rozbudowie technologii.. albo wszystkim na raz! Najlepszym przykładem na to jest, iż kiedy w poprzedni weekend postanowiłam wrócić do gry po małej przerwie, udało mi się zdominować przeciwnika bez podbicia żadnych z jego regionów.Może trafiła mi się dobra mapa, trochę szczęścia albo udało mi się przeliczyć siły na zamiary, ale jednak da się!

b_s7_1

Na dodatek dostajemy jeszcze bardzo ambitną główną bohaterkę, której losy śledzimy w trybie kampanii

Wierzę, że Settlers to świetna gra, jeśli chcemy wyćwiczyć w sobie umiejętność koordynowania wielu zadań na raz. W końcu, z każdym podbitym dystryktem przybywa możliwości, nowych zasobów, ale i kłopotów związanych z logistyką, czy zwyczajnie przeludnieniem.. albo brakiem rąk do pracy! W części siódmej dodatkowej trudności dodają specjalne pola, których spełnienie uzupełnia punkty zwycięstwa prowadzące do wygranej. Settlers nauczyło mnie więc też, że warto planować długoterminowo, szczególnie jeśli zakładamy kiedyś skupić się na produkcji maszyn z kołami.

3. Warlock – Master of the Arcane

Mam wrażenie, że powoli z tej notki może wynikać, że jestem całkiem dobra w gry strategiczne i generalnie wymiatam, ale tak nie jest. Nie chcę snuć też żadnych czarnych wizji, ale jednak 6/10 bitew to z reguły bitwy przegrane.. Warlock udowodnił mi jednak, że to te cztery wygrane tak naprawdę się liczą.

To chyba pierwszy z tytułów rozgrywanych na heksach, który tak przypadł mi do gustu. Chociaż opiera się przede wszystkim na rozwijaniu magii i podbijaniu kolejnych fortec, ilość spędzonych przeze mnie godzin nad największymi mapami mówi sama za siebie. Warlock to gra w cierpliwość. Zdominowanie krainy wymaga nie tylko odpowiedniej armii, ale przede wszystkim czasu. Poza tym, trzeba przygotować się na niespodziewane ataki nadprogramowych, pojawiających się co chwilę potworów, czy krakeny czające się na otwartym morzu. Gra uczy więc, że dobrze jest planować długoterminowo, ale nigdy nie wiadomo co nas spotka na kolejnym polu.. zupełnie jak w życiu.

screenshot_4

możliwości edytowania mapy są całkiem imponujące

Gra wydaje się dosyć klasyczna, ale jest bardzo dopracowana i nie sposób się przy niej nudzić. Całość została utrzymana w przyjemnej szacie graficznej, która nie pali mojego procesora a cieszy oko. Jednym z dużych plusów rozgrywki jest możliwość indywidualnego doboru parametrów, nie tylko mapy, ale i samych bohaterów – wybierać można z szeregu przygotowanych przez twórców magów, ale i przygotować własnego, a nawet zdecydować z jakim chcielibyśmy się zmierzyć. To już całkiem sporo jak na to, że wybierać można tylko pomiędzy trzema rasami. Rozgrywkę, oprócz podbijania kolejnych terenów, uzupełnia możliwość zawierania sojuszy (z bogami lub innymi graczami) oraz rozwoju technologii dla ulepszania swoich armii.**** Zwycięstwo gwarantują więc aż trzy różne warunki: dominacja armią, magią i sojuszem z bogami. Co jakiś czas pojawiają się również specjalne zadania, których spełnienie może uzupełnić zasoby lub pomóc w nauce nowych zaklęć.

 

Chociaż dzisiejsze strategie stają się coraz ładniejsze i bardziej skomplikowane, od zawsze rządzą i zapewne jeszcze długo będą rządzić się podobnymi zasadami. Myślę, że zarówno Warlock jak i poprzednie tytuły są przede wszystkim świetnym treningiem planowania i  przewidywania. A jeśli jest coś co przyda się nam w życiu bardziej niż rozporządzanie własnym drewnem i kamieniami, to tylko umiejętność kierowania armiami nieumarłych.

 

*szczycę się tym, że potrafię padem przeprowadzić assasyna przez tłum ludzi z dzbanami, ale potrafię go też zabić na najniższym daszku.

**chociaż posiadam większość. Tak się szczęśliwie złożyło przy okazji zakupu części VI, więc może jeszcze znajdę kiedyś czas żeby do nich zajrzeć.

***taki suchar

**** to chyba najfajniejszy element i przyjemnie jest zwyczajnie obserwować jak armie i budynki stają się silniejsze i bardziej bajeranckie

 

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s