Top 5 zawiedzionych oczekiwań 2015

Podążając śladem podobnej notki z podsumowania 2014 postanowiłam i tym razem przelać na papier kilka tytułów, które sprawiły, że zwątpiłam. Tak po prostu, po ludzku. Chociaż dzielnie utrzymuję, że bawi mnie oglądanie złych filmów, po zeszłorocznych tytułach zaczynam się zastanawiać, czy nie podnoszę poprzeczki zbyt wysoko i czy istnieje ilość alkoholu, która potrafi jej dorównać. Ach, kij z tym, może wyjdzie z tego coś pożytecznego. Kiedyś.

tumblr_o0z2qvdslm1sqoqfmo2_250

Yeah~!

  1. South of Hell (WE tv, USA, 2015)

Honorowe miejsce pierwsze postanowiłam poświęcić jak zwykle dla serii, która pokonała mnie już na odcinku 10-20 minut. Przy czym właściwie do końca nie byłam pewna czy oglądam pierwszy odcinek serii, czy jego trailer. W SoH, jak to na południu piekieł, dzieje się wszystko i nic, a poza tym są też pastelowe retrospekcje i zagubiony głos zza kadru.

download

to, co wiem na pewno, to fakt, że przynajmniej graficy od promo plakatów się nie nudzili

Mało jak na dziesięć minut, powiadacie? Też mi się tak wydawało, dlatego wytrwałam jeszcze dziesięć, w których Bogu ducha winny ewangelista próbował wyegzorcyzmować demona z dzieciaka. Po jego mało przekonującej próbie do roboty zabiera się Mena Suvari, która przecież najgorszą aktorką nie jest*, ale gra tak nudnie i bez przekonania, że demon sam ucieka przed  nią do spływu w wannie. Maria [what are the chances?] nie dość, że zajmuje się egzorcyzmami z zawodu, to sama jest opętana demonem o wdzięcznym imieniu Abigail. Zanim zdąży się rozkręcić, opętane dziecko resztką sił wydukuje z siebie jeszcze coś, po czym domyślamy się, że prawdziwym demonem tego domu (o zgrozo) wcale nie jest ono, tylko ojczym.. któremu brat głównej bohaterki postanawia przetrącić kilka zębów. Mniej więcej w tym momencie uznałam, że chaos tego dzieła mnie przerósł i że wypada kupić Kreta.

Podobno seria ma potencjał, postacie się rozwijają, pojawia się jakiś wątek przewodni a Abigail ujawnia swoje ciągoty do ponętnych panien. Nie sądzę jednak, by to wystarczyło, by przykuć mnie do fotela, a już na pewno nie jestem tak hardcore’ową fanką gatunku, żeby się temu poddać z własnej woli.

Ocena: kiedy zło czai się w kanalizacji../10

2. The Evil Within (Bethesda Softwork (!!), 2014)

Po raz pierwszy na tej zacnej liście pojawia się tytuł związany z grami. Dzieje się tak z dwóch powodów: po pierwsze, nie udało mi się w TEW zagrać osobiście, śledziłam jedynie bacznie poczynania mojego ulubionego youtubowego gracza w tym temacie, więc to gra bardziej obejrzana, niż zaliczona. Po drugie, to prawdziwie zawiedziona nadzieja gatunku gier horrorowych, która kosztuje teraz nawet do 73 Euro (wg statystyk allkeyshop)

tumblr_neep41D89b1s6ub5do1_500.gif

No właśnie, Kidman, ja też się zastanawiam za co?

Najbardziej rozczarował mnie fakt, że na dobrą sprawę na początku nic nie zapowiada większej masakry. Jest nawet całkiem ciekawie. Ot, trójka bohaterów trafia do nawiedzonego szpitala, a przez niego zostaje uwięziona w brutalnej równoległej rzeczywistości pełnej zombie, potworów i pułapek Kiedy już przełkniemy, że główny bohater to Captain Obvious, a niektóre poziomy są tak  nudne, że nawet naszym przeciwnikom jest już wszystko jedno, okazuje się, że może być głupiej.

Wszystkie postaci zapominają, że przenoszenie się pomiędzy wymiarami i zagadki wyjęte z filmów o Indianie Jonesie jakby nie dzieją się naprawdę? Joseph [drugi detektyw, dop.DJB] raz zostaje opentany, raz nie.. właściwie nic z tego nie wynika. Towarzyszkę niedoli Kidman co jakiś czas gubimy z oczu i znajdujemy w momentach nie wnoszących nic do fabuły.** Na dodatek, niektóre poziomy są na prawdę frustrujące. Podziwiam każdego, komu chciało się uciekać przed długowłosą Laurą pomiędzy rurami wybuchającymi ogniem (o ile dobrze to pamiętam). Poza tym, wszystkie potwory są raczej mało oryginalne.. jest nawet wcale-nie-Cerber i pseudo-Pyramidehead aka  The Keeper, z sejfem [zamiast piramidy] na głowie. Pułapki właściwie nie zmuszają do myślenia a historia głównego bohatera jest tak słabo opowiedziana, że sama do końca nie wiem o co w niej chodziło. Myślę, że to wszystko byłoby  lepiej zgrane, gdyby więcej uwagi poświecono scenariuszowi, a trochę mniej wymyślaniu w jakie kolejne pokręcone lokacje wpędzić bohaterów w ucieczce przed zombie. Nie mam nic przeciwko takiemu obrotowi akcji, ale jakoś tak mi źle, że w grze horrorowej jedyną rzeczą, która mnie naprawdę przeraża są dziury fabularne.

Captain Obvious & Kawaii Cop [aka Joseph] na tropie/10

3. Maze Runner: Scorch Trials (USA, 2015)

„Więzień Labiryntu” to jeden z tych film filmów, po których nie oczekiwałam, że ich kontynuacje będą lepsze niż część pierwsza. Tlił się w mojej wyobraźni jednak płomyk nadzieji, że nie będą gorsze, albo przynajmniej pozwolą mi zrozumieć na czym polega szał na tą produkcję. Niestety, nie w tym przypadku.

Jak wspomniałam w osobnej notce o tym filmie, przez dwie godziny czułam się bardzo zagubiona pomiędzy niedopowiedzeniami, urwanymi wątkami i na prawdę głupimi pomysłami, jak zostawianie naładowanej broni z samobójcami (i nie wrócenie się po nią!). Nagle wszystkie postaci jakby zapomniały jak znalazły się w tej nowej, pokręconej sytuacji i nie koniecznie starają się tą wiedzę nadrobić. I kiedy już tylko pojawił się dobry znak w formie ciekawej żeńskiej bohaterki, i nawet uwierzyłam, że może to całe bieganie po pustyni przed zombie ma sens, pojawił się Alan Tudyk w swoim cameo i do końca już nie mogłam się głównie odpędzić od myśli, czy napewno dobrze mu zapłacili.

tumblr_o005tzk2nk1qabyxlo1_500

mam nadzieję, że dopłącają za eyeliner

Cieszę się, że młodzieżowe przygodówki mają teraz „swój czas,” ale po „Więźniu”, jak na swój sukces, spodziewałabym, że wniósłby do gatunku coś świeżego. Druga część nie była w moich oczach ani specjalnie odkrywcza, ani rozrywkowa. To nie jest zła historia i ma fajny potencjał do efektów specjalnych. Szkoda tylko, że nie ma w niej nic, co by szczególnie zapadało w pamięć.

nigdy nie wiesz kiedy przyleci za tobą mega-dron. Nigdy./10

4. Seventh Son (USA, 2014)

Są filmy, które są kwintesencją różnych elementów złego kina. Mają wielkie nazwiska, które wcale nie musiały tam grać, CGI kolący w  oczy albo, w wyjątkowo beznadziejnych przypadkach, bardzo banalną podkładkę książkową, o którą ciężko zaczepić nawet słaby scenariusz. Są takie filmy, ale jest też „Siódmy Syn”.

Seventh Son był tak głupawy, że, mniej więcej w momencie walki z pół-niedźwidziem, pół-ninja, zaczęłam się zastanawiać, czy nie cierpi po prostu na przerost formy nad treścią. W gruncie reczy to całkiem prosta historia, o młodym chłopaku, który, jak większość filmowych Wybrańców Losu, musi z zera zrobić siebie bohatera w możliwie najszybszym czasie. Pech chciał że AKURAT jest siódmym synem siódmego syna w swojej rodzinie a Mistrz Gregory (Jeff Bridges i jego dziwny akcent), mag z zawodu, łowca potworów z powołania, AKURAT takiego pomocnika stracił.. i tu pojawia się szansa dla Toma (Ben Barnes), by wyrwać się z rodzinnej farmy, nauczyć kilku magicznych prawd o życiu, zakochać w jednej czarownicy, a inną starać się poćwiartować na kawałeczki (Julianne Moore i jej kiecka, w której nie da się usiąść).

O dziwo, Seventh Son miał kilka momentów, które mi się podobały. Ucieczka przed gigantycznym żywiołakiem była całkiem efektowna (chociaż bezsensowna), walka dobrej i złej czarownicy wyglądała jak wyjęta z promo posterów HoM&M VI, a przejazd przez nawiedzony las był całkiem fajny, jak na tak oklepany wątek. Miałam jednak wrażenie, że historia tak mocno targa do przodu, że kilka momentów było lekko niedopowiedzianych. Po opiniach fanów serii, z którymi zetknęłam się na Internecie, tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu. Autor książek z serii „Spook’s Apprentice”, które zainspirowały twórców Seventh Son, popełnił w końcu nie mniej niż trzynaście tomów tej historii, z których podobno co najmniej 5 zostało streszczonych w jednym, krótkim*** filmie. Oznacza to więc masę skrótów i skoków w fabule, której zapewne w większości laicy serii, tacy jak ja, nie są nawet świadomi. Ostatecznie więc nawet dla mnie film wydawał się tanią ekranizacją crossoveru Wiedźmina i Skyrimu w wersji dla dzieci.

czy wiedźmy kąpią się tylko w świetle księżyca, czy tak robią tylko te tajemnicze?/10

5. Insurgent (USA, 2015)

Na koniec wisienka na torcie. Po pierwszej części, „Niezgodnej” aka „Od giezła do skakania z pędzącego pociągu” spotykamy Tris jeszcze bardziej straumioną, wyzwoloną i z włosami krótszymi o kilka cali (pamiętajmy, że przycięła je na pi razy oko, ale i tak wyglądają fabulous~). Okazuje się, że Zła kasta rządzących może być jeszcze źlejsza, kiedy tylko dorwą się do tajemniczego pudełka tajemnic, które otworzyć może tylko.. dokładnie! Nie kto inny jak osoba niezgodna! Co za zwrot akcji, prawda?

Tris poza błąkaniem się po CGIowym świecie, w którym coraz to nowym próbom poddawane są jej umiejętności, spędza też troche czasu by poznać wesołą kastę rolników oraz tych, których odrzuciły wszystkie kasty.. którzy okazują się super zorganizowaną, uzbrojoną po zęby armią z własną produkcją broni. Pech chce, że do tej grupy należy też matka Czwórki****, która, nawiasem mówiąc,  wygląda na młodszą niż Tris. Straumatyzowana wizją mieszkania z niedoszłą teściową Tris postanawia oddać się w ręce rządzących i otworzyć w końcu to cholerne pudełko. Wszystko to, żeby dowiedzieć się, po raz kolejny, jak głupie jest dążenie do władzy absolutnej, plus, hello, wiedzieliście, że można przejść przez mur? Tutaj mniej więcej urywa się hologram, a ja zaczynam się zastanawiać dlaczego wszystkie futurytyczne wizje ich używają. Ach, no i, czy naprawdę nikt nie zauważył wielkiej bramy?

Najlepsze we wszystkim jest to, że jeśli już pogodzimy się z przebrnięciem przez kolejną część tej historii, przychodzi nam dowiedzieć się, że jej finał, jak to bywa w Hollywood, uległ podzieleniu na jeszcze dwa filmy..

Tak, czepiam się, ale wiecie co wam powiem?

screen-shot-2014-04-02-at-8-19-32-pm-1

NAPRAWDĘ nikogo nie zastanowiła ta brama?/10

 

* patrz: American Beauty

** chociaż, ona przynajmniej doczekała się własnego DLC. Szkoda tylko, że nie jest wiele lepsze.

***możliwe, że to nie najlepsze słowo, biorąc pod uwagę fakt, że kiedy byłam pewna iż jestem już w połowie, okazało się, że to dopiero pierwsze 20 minut filmu

**** czyli Pierwiastek Z Szesnastu, hoho~

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s