ciepło, gorąco, ryucon

Wraz z nadejściem lata zawsze lekkie obawy wywołują we mnie dwie rzeczy: komary i duszne konwenty. Nie wiem, którego szamana od pogody zamawiają  krakowscy konwentowicze, ale chciałabym dostać jego numer. Od kilku lat pogoda na letnich konwentach dopisuje wręcz za bardzo i miło, że grupie FunCube, oprócz utrzymania świetnej imprezy, udało się kontynuować również tę tradycję. Być może dlatego nie powinnam czuć się zaskoczona iż, w konwentowej szkole nie brakowało, ani powietrza, ani atrakcji.

IMG_20150718_133745-2

W roli głównej sushi-piknik i upał-san

Na Ryuconie 15′ spędziłam tylko jeden, ale za to bardzo upalny oraz pełen wrażeń dzień. Wertując informator konwentowy doszłam właściwie do wniosku, że, o ile jeszcze do niedawna sobota była tym głównym, napakowanym atrakcjami dniem, o tyle w ostatnich latach, szczególnie w przypadku dłuższych imprez, właściwie wszystkie dni są bardzo wyważone. Oczywiście, to wciąż sobota, a nie piątek, czy niedziela rano, jest okazją do pokazania cosplay’u, czy większości konkursów. Jednakże, na uczestników przybywających w konwentowe progi dzień wcześniej, czeka wiele paneli i pokazów. Mam wrażenie, że już piątek na Ryuconie był całkiem udany, ponieważ co kilka metrów napotkać można było kolejną odrobinę niewyspaną osobę,

Upał dopisujący w weekend okazał się miejscami nawet przydatny – chyba po raz pierwszy udało mi się dotrzeć do DDRa bez większej kolejki i, wierzcie mi, nie sądzę, że było w te wakacje coś, czego potrzebowałam bardziej niż mata ze strzałkami. Ponadto, pomiędzy tupaniem kolejnych punktów przypomniałam sobie, że minęło już osiem lat mojej przygody z tą grą! Wprawdzie, po drodze zdarzały nam się większe i mniejsze przerwy, i, gdybym trenowała regularnie, może udałoby mi się wskoczyć na wyższy poziom, ale ostatecznie jest zadowolona ze swoich możliwości. W szczególności, jeżeli pomiędzy jedną grą, a drugą, zazwyczaj mija około pół roku.

Chciałabym móc powiedzieć to samo o karaoke, ale osobiście zaliczam się do grona przypadków beznadziejnych. Chyba żaden trening nie pomógłby mojemu głosowi wbić się w uczciwe tony. Cieszę się jednak, że ekipa Glow Ultrastar jak zwykle przygotowała się do imprezy perfekcyjnie i nie zabrakło właściwie żadnej piosenki, które wybierali konwentowicze. To oni w tej sali dopisali najlepiej – wspaniale bawiłam się zarówno przy nowszych kawałkach jak i przy starym, dobrym „Lucifer” SHINEE.

Gdybym wybierała się na ten konwent z myślą wyposażenia siebie we wszelkie geekowe goodsy, myślę, że nie miałabym zbyt wielkich problemów ze zrealizowaniem tego pomysłu. Mam wrażenie, że ilość wystawców nie zmieniła się prawie wcale od zeszłego roku. Zauważyłam może jedno nowe stanowisko. Niemniej jednak, wszystkie stoiska zostały świetnie uzbrojone na najazd hordy fanów wszystkiego, co mniej i bardziej azjatyckie. Myślę, że spędziłam krążąc po targowisku w sumie co najmniej pół godziny, a to naprawdę dużo, jak na osobę, która wydała pieniądze właściwie głównie na jedzenie. Cieszy mnie jednak fakt, iż goodsy nie ograniczały się tylko do standardowych azjatyckich wzorów z komiksów, filmów animowanych i gier, ale znalazło się całkiem sporo przypinek, zakładek i kubków z motywami z zachodnich seriali i filmów.

Apropos jedzenia, muszę przyznać, że strefa kulinarna na krakowskich konwentach robi się coraz lepsza z imprezy na imprezę. Coraz mniej mnie dziwi, że to stołówka staje się najbardziej obleganą salą na konwencie. Trochę irytował mnie z początku fakt, iż ludzie rozkładali swoje karcianki na stołach i nie było gdzie usiąść ze swoim jedzeniem, ale po czasie przyznaję, że mieli rację. Do wyboru, oprócz tradycyjnej stołówki, było sushi, tayaki, ciasta, a nawet onigiri. Miłą odmianę wprowadziło również stoisko z bubble tea, oferując również mrożoną kawę (moje zbawienie). Co ciekawe, udało mi się nawet załapać na najlepsze w krakowie ciasteczka z matcha. Uwielbiam konwentowe żarcie.

W temacie jedzenia krążył też mój tegoroczny panel – postanowiłam w tym roku kontynuować ideę związku pożywienia z kulturą, tym razem w obszarze japońskiej kultury kawy. Nie spodziewałam się właściwie, że zarówno przygotowanie jak i przedstawienie tego panelu sprawi mi tyle zabawy. Zupełną niespodzianką było dla mnie jednak, jak liczna i wspaniała grupa uczestników się na nim pojawiła. Jest mi to tym milsze, iż jest to jeden z niewielu momentów w roku, kiedy mogę porzucać w ludzi cukierkami. Słowem, wszyscy byli szczęśliwi, niczym samuraj zamieniony w automat do napojów.*

W tym miejscu pragnę, jak zwykle z resztą, podziękować wspaniałej ekipie No!We can’t za ogarnięcie sali z atrakcjami, przyznanie mi godziny na agresywny cukier i wypełnienie planu świetnymi propozycjami na spędzenie czasu w ten weekend. Jeśli kiedykolwiek mielibyście problem, co ze sobą zrobić na konwencie, szukajcie na nim Sali WTFAzja. Gdybym nie znała tej ekipy, może dziwiłoby mnie, że z roku na rok popularność tego miejsca nie słabnie. Mam jednak wrażenie, że co roku jej organizatorki stawiają sobie poprzeczkę odrobinę wyżej i w tym musi tkwić cały klucz do sukcesu.

Podsumowując, dla mnie Ryuconowa sobota udała się wspaniale. Spotkało mnie kilka miłych niespodzianek, ale najbardziej cieszy mnie fakt, iż przyjechałam na ten konwent zwyczajnie odetchnąć i udało mi się ten plan zrealizować. Przede wszystkim, mogę pogratulować wszystkim uczestnikom i organizatorom, że w tym niezwykłym skwarze, przyszło im nie zwariować i utrzymać świetną atmosferę. Oby tak dalej, FunCube.

*Watashi Wa Coffee No Samurai to tytuł anime, które pokazywałam

Reklamy

2 comments

  1. Dla mnie niestety stoiska są zbyt monotonne, każdy ma prawie to samo, a jakość w stosunku do ceny strasznie spadła. Zawsze mam przyszykowany fundusz stoiskowy i niestety tym razem nie widziałam kompletnie nic ciekawego, a najgorsze jest to, że jeszcze 2-3 lata temu jak nie miałam pieniędzy to wybór był dużo lepszy i chętnie bym kupiła niejedną rzecz. Tak, że dla mnie wręcz przeciwnie – duży problem, wręcz zmuszanie się do kupienia czegokolwiek na konwencie i bida w porównaniu do stanu sprzed 2-3 lat ;_;

    Chyba też miałabym dobre wrażenie tego konwentu, gdybym była w sobotę. Piątek mnie tak stresował, że asdfghfjktr lepiej nie mówić.

    Ale i tak czekam na kolejny konwent i mam nadzieję, że podtrzymasz tradycję prowadzenia panelu o żarciu ;p

    1. Mam wrażenie, że 2-3 lata temu to w ogóle wiedziałam co chciałabym kupić, tzn jak już przechodziłam przez stoiska to od razu z myślą na co wydać kasę. Teraz nie miałam żadnej konkretnej serii albo zespołu do upolowania. Zawiodły mnie w sumie tylko koszulki, bo były zwyczajnie nieciekawe :P.

      Postaram się podtrzymywać tradycję XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s