Pięć powodów, dla których warto zagrać w Year Walk

Już od dłuższego czasu zastanawiałam się, w jakim kontekście powinnam napisać o tej grze. Trudno ją do czegoś porównać, albo przebić niektóre recenzje na Steamie. Postanowiłam więc podejść do sprawy praktycznie, a ponieważ liczba 5 się mnie ostatnio trzyma, to, jeśli jeszcze nie graliście w YW, mogę wam w pięciu punktach poniżej powiedzieć, dlaczego powinniście się wstydzić i natychmiast naprawić ten błąd. Zapraszam więc zrobić sobie, po szwedzku, fikę*, rozsiąść się wygodnie i sprawdzić pięć powodów, dla których warto sięgnąć po ten tytuł.

tumblr_n2251s5bDb1r3b42jo6_400

A tak poważnie, to bez kawy lepiej do tego tytułu nie siadać

1. Studio Simogo zrobiło swój research o folklorze dobrze. Dzięki temu czas spędzony nad Year Walk ma swoją wartość dodaną. Już na początku rozgrywki domyśleć się można, iż tradycja arsgang, na której oparta została gra, jest jedynie wstępem do ciekawych do granic możliwości wierzeń i przesądów. Z jednej strony, celem gry jest wypełnienie tradycyjnej noworocznej podróży, czyli okrążenie miejscowego kościoła i ujrzenie jaka przyszłość czeka naszego bohatera. Zadanie jest tak proste, że nie może obyć się bez elementów nadprzyrodzonych, które generalnie starają się przeprowadzić nas do końca drogi, ale nie omieszkają też porządnie zamieszać  naszymi ścieżkami. W ten sposób dowiadujemy się na kogo w lasach czychały mylingi**, konie w strumieniach*** i co jadają nocne kruki****. Jeśli to nie zachęci was do zgłębiania mitologii północnej Europy, to już chyba nic nie może.

Poza tym, gra uzupełniona jest mini-przygodą dla wytrwałych, dzięki której dowiadujemy się więcej na temat tajemnicy przedstawionego lasu, materiałów źródłowych i prawdziwego rozwiązania fabuły.

2. Ta gra jest bezczelnie piękna. Naprawdę. Przy czym, nie oszukujmy się, jest mroczna i surowa niczym sama noworoczna noc. Wszystkie pokryte śniegiem plansze tworzą jednak niepowtarzalny klimat, który z jednej strony intryguje i przeraża, ale jednocześnie relaksuje i pozwala wczuć się w rolę prawdziwego noworocznego podróżnika. W dodatku, stylizacje wszystkich postaci, które spotykamy zwyczajnie zapierają dech w piersiach*****. Klimatu dodaje prosta, oszczędna w formie ścieżka dźwiekowa. Dzięki niej oraz ogólnej stylistyce gry, w „Year Walk” linia pomiędzy „co się dzieje do cholery” a „to tak piękne, że się w głowie nie mieści” jest wyjątkowo cienka i nieoczywista.

YearWalk_1-820x410

Ta granica jest szczególnie rozmazana w przypadku mojej ulubionej zjawy, czyli wspomnianego wcześniej kruka.

3. YW potrafi momentami podnieść ciśnienie, co akurat powinno stanowić efekt zamierzony. Mamy tutaj jednak do czynienia nie ze zwykłą przygodówką, ale przygodowym horrorem. Wprawdzie w lesie nie spotka nas nic czychającego na nasze życie z siekierą, ale  to nie znaczy, że nie mamy się czego bać. Tak jak wspomniałam wyżej, duchy potrafią porządnie namieszać w głowie głównemu bohaterowi, a przez niego i samym graczom. Nie tylko mają tendencję do pojawiania się w najmniej oczekiwanych momentach, ale potrafią nas zwodzić po całym lesie, tylko po to, by przyprawić nas o szybsze bicie serca Poza tym, chyba każdy poczułby lekki dyskomfort na widok znajomego potoku zamieniającego się w podejrzenie czerwony strumień, czy też śladów krwi na śniegu. Najstraszniejsze w „Year Walk” są jednak rzeczy niewypowiedziane – mnie na ten przykład prawdopodobnie najbardziej pryprawiło o dreszcze znalezienie ducha dziecka w piecu. Resztę jego historii prawdopodobnie możemy dośpiewać sobie sami, jeśli przeczytamy uważnie przewodnik gry.

4. Point, click and write it down. Jest to mój ulubiony element, który dostrzegam coraz częściej wśród wielu gier, nie tylko  typu point&click. Gra jest pełna subtelnych detali, które, w miarę rozgrywki, uczymy się zauważać, tak, by w ostatecznym rozrachunku okazały się nam one potrzebne. Do rozszyfrowania zagadek przyda się nam więc nie tylko klawiatura i trochę oleju w głowie, ale i cierpliwość, pomysłowość i, co najważniejsze, kartka papieru i długopis. YW nie jest przeładowany zagadkami, ale notatki przydają się, kiedy okazuje się, że do złamania jednego szyfru musimy jeszcze raz zwiedzić całą mapę, albo idealnie odtworzyć kombinację dźwięków. Przydaje się więc bycie uważnym i metodycznym graczem, ale zupełnie jak w przypadku nocnego spaceru po lesie, [albo składania mebli z Ikei,] w grze zwyczajnie bez sensu jest przeć przed siebie na oślep.

5. Gra to tylko początek. Wydaje mi się, że „Year Walk” nie bez powodu ma na Steamie osiągnięcie „Zagrać w pierwszy dzień Nowego Roku”. Niezależnie, czy spędzicie nad tą grą pół godziny (najkrótszy gameplay), czy ponad dwie (moje tempo), nie myślcie, że uda się wam uciec od wszelkiego rodzaju przemyśleń, krętych niczym ścieżki w fikcyjnym lesie. Mapa jest spora i pełna śniegu, jest więc multum okazji do kontemplacji. Ponadto, tradycyjny arsgang odbywano, podobnie jak w przypadku głównego bohatera gry, by spojrzeć w przyszłość. Kto z nas nie chciałby uspokoić wystraszonej zmieniającą się cyferką w kalendarzu wyobraźni choćby niewielką wskazówką o tym, co przyniesie kolejny rok? Dlaczego by nie wybrać się w związku z tym na długi spacer? Gwarantuję wam, że po sięgnięciu po tę grę, będzie to jedynie jedno z wielu nurtujących waszą głowę pytań.

*fika – szwedzka tradycja przerwy na kawę x

** duchy porzuconych, nieochrzczonych dzieci

*** zaskakująco dobre wyjaśnienie, skąd się biorą dziecięce topielce

**** Wszystko. Tzn, wszystkich.

***** W szczególności spotkanie z pewną leśną damą. I to dosłownie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s