Mój 2014 w popkulturze

Tradycja nakazuje wejść w nowy rok z jakimś podsumowaniem, dlatego postanowiłam umieścić tutaj krótkie popkulturowe podsumowanie minionego roku. Pomysł zaczerpnęłam z bloga mojej przyjaciółki i osobistego Willa w jednym. Generalnie, polecam sobie zafundować w styczniu podobne rozrachunki – myślałam, że mi pójdzie bardziej jak po masełku, a tu takie zaskoczenie.

tumblr_n528nxbhrb1s8mb17o3_400

Chwila prawdy, jak na spowiedzi.

Książki

Disclaimer: przepisywałam ten fragment tak wiele razy, że w końcu postanowiłam zostawić komentarz jedynie o dwóch tytułach, za to o tych, które podobały mi się zdecydowanie najbardziej.

Właściwie to miałam o książkach nie wspominać, bo rzadko, jeśli w ogóle, zajmuję się tym tematem na tym blogu. Postaram się to nadrobić w tym roku, o ile częściej będą mi się trafiać w łapki przekłady. Na ten przykład, marzy mi się, żeby ukazała się polska wersja „Every Bush Is Burning” Brandona Clementsa. Opowiada ona o młodym mężczyźnie, zagubionym pomiędzy traumami swojej przeszłości i pułapkami teraźniejszości. Powiem wprost, jakkolwiek odstraszająco by to nie brzmiało, raz w roku zdarzy się zawsze taka książka, która trzyma nas wbitych w fotel do samego końca. Ja przeczytałam „Every Bush” w jeden wieczór, nerwowo przewijając tekst do ostatniej linijki, więc stwierdzam, że warto rzucić na tę historię okiem, lub dwoma.

Z kolei moim drugim książkowym ulubieńcem tego roku jest „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknąłJonasa Jonassona. Generalnie, doceniam tytuły, które z góry opowiadają, co nas czeka. I tak „Stulatek” jest jednocześnie błyskotliwą jak i bardzo intensywną opowieścią o życiu stuletniego mieszkańca pewnego domu starości, który pewnego dnia, w poszukiwaniu przygód, na prawdę wyskoczył przez okno. Polecam w szczególności tym, którzy uważają, że nigdy się nie zestarzeją i tym, którzy twierdzą, że odrobina szaleństwa to jedynie domena młodości. Jak udowadnia Allan (główny bohater), jeżeli są na świecie dwie rzeczy, które nie znają granicy wieku, to są nimi podróże i alkohol.

Filmy

Muszę przyznać – wydawało mi się, że w ubiegłym roku było mi do kina bardziej po drodze, niż się okazuje.

Pomijając milczeniem, że ze wszystkich tegorocznych premier zaplanowałam udać się tylko na jedną, czyli „Strażników Galaktyki” i fakt, że straciłam już zniżki, to mogłam się postarać bardziej. W końcu nie brakowało okazji, a sami „Strażnicy” okazali się, wbrew moim niewygurowanym oczekiwaniom względem produkcji Marvela, nadwyraz porządnym filmem. Zanim udałam się do kina postanowiłam zapoznać się odrobinę z komiksem i  muszę przyznać, że nie tylko jest to niezwykle dobra ekranizacja, utrzymana w stylizacji i duchu komiksu, ale w dodatku w kinowym fotelu poczułam się zacieszona jak dziecko, a to już nie lada osiągnięcie. Dodajmy do tego zgraną obsadę i zgrabnie napisany scenariusz, a twarz się sama uśmiecha.

W ogóle coś załapałam się przeważnie na komedie na dużym ekranie. Z mamą i siostrą Burakku wybrałyśmy się również na ekraniację „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął„. Mówiąc krótko, świetnie bawiłam się czytając książkę, jak z resztą zapewne zauważyliście kilkanaście linijek wyżej, ale równie świetną rozrywką było oglądanie tej historii oczami Felixa Hergnera. Nie chcę iść w tym pochwalnym akapicie zbyt daleko mówiąc, że dokładnie tak to sobie wyobrażałam, ale tak właśnie było,

Ostatecznie zaryzykowałam również „Interstellar„. Prawdę mówiąc, spodziewałam się po wyjściu z kina przytłaczającego poczucia niebytu i miliona dręczących mnie pytań, ale muszę przyznać, że przetrawienie tego filmu było wyjątkowo subtelnym przeżyciem, jak na filmy Nolana. Z jednej strony był perfekcyjnie dopracowany, miejscami odrobinę przedramatyzowany i jak zwykle oprawiony genialnym soundtrackiem Hansa Zimmera, ale pozostawił dla mnie zbyt wiele gotowych odpowiedzi, które znałam już właściwie przed obejrzeniem tego filmu (np. przedstawiona w filmie teoria podróży w czasie).

Seriale

Podsumowując ubiegły rok dochodzę do wniosku, że trafiłam na zdecydowanie za dużą ilość prawdziwie beznadziejnych serii, które dobiły mnie już po jednym odcinku lub krócej (chyba nic nie pobije tych intensywnych 20 minut z „Dominion”). Jest to tymbardziej zaskakujące, zważywszy na fakt, że rok zaczął się przecież tak dobrze, odkryciem „Top Of The Lake” (odpowiedni wpis na temat tej serii znajdziecie tutaj), kryminalno-sensacyjnej mini-serii, osadzonej w malowniczej scenerii Nowej Zelandii.

Generalnie nie jest źle, czuję się serialowo spełniona, w szczególności, jeśli chodzi o moje [tym razem już] doroczne stałe punkty programu, tzn „Hannibala” i „Orange Is The New Black”. Drugie sezony obu serii były świetne i sprawiły, że nie mogę się już doczekać ich kontynuacji. W szczególności zadowolona jestem z tego pierwszego, ponieważ jedna z naszych Hannibalowych kolacji (autorstwa mojego oraz mojej przyjaciółki) pojawiła się na blogu Janice Poon – kucharki i stylistki stojącej za wszystkimi pięknymi daniami serwowanymi na ekranie nbc od początku serii. Wspaniale było również doczekać kolejnej serii „Gry o Tron” i „Sherlocka”, chociaż już może z mniejszym entuzajzmem i ciężko tutaj mówić o dorocznej tradycji w przypadku brytyjskiej mini-serii. Samą „Grę” mam wrażenie, że obejrzałam z czystego przyzwyczajenia i chociaż już ostatni sezon dosyć mnie nudził, to wciąż zamierzam obejrzeć kolejny z nadzieją, że również może być lepszy niż poprzedni.

Co ciekawe, udało mi się natrafić również na kilka dobrych nowych seriali. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie „The Strain” – jak na serię o zombie/wampirach/kosmitach/zarazie był całkiem przyzwoity, wciągający i świetnie skonstruowany. Zdecydowanie duża część sukcesu serialu telewizyjnego tkwi w sposobie, w jaki jest on opowiedziany i wielkim plusem „The Strain” jest powolne wyczulanie widza na to, że nic w tej historii nie dzieje się bez przyczyny. Ba, mogę powiedzieć, że ten serial był na tyle dobry, że zdecydowanie odmawiam zapoznania się z książką, żeby sobie nie zaspoilerować ciągu dalszego.

Świetnie było również odkryć „Gotham”. Jak na serial, który wyraźnie dopiero stawia pierwsze kroki nie jest najgorzej. Odstawiając na bok moje ogromne uwielbienie dla małego Bruce’a i kilka wpadek na poziomie wyjątkowo suchego romansu Barbary i pani policjantki, (albo właściwie samej Barbary, kropka.) przyznaję, że jest na co wyczekiwać cały tydzień. Osobiście uznaję, że może lepiej byłoby dla tej serii, gdyby została zamknięta w mniej niż 15 odcinkach, ale moim pobożnym życzeniem jest, żebym dostała tą teorią po twarzy, kiedy fabuła nabierze zawrotnych prędkości w drugiej połowie sezonu pierwszego.**

Gry

Ponieważ udało mi się w końcu odkryć prawdziwe znaczenie słów „czas wolny” oraz moja biblioteka gier na Steamie wzbogaciła się w imponująco szybkim tempie, udało mi się w tym roku poświęcić czas co najmniej kilku tytułom. Co ciekawe, wcale nie było wśród nich „Skyrim”, chociaż z ręką na sercu przyznaję się do tego, że wciąż nie potrafię pozbyć się tej gry ze swojej kolekcji.

Moim ulubieńcem 2014 pozostanie „The Darkness II” – wprawdzie nie grałam w pierwszą część* i pewnie nie sięgnęłabym po ten tytuł w ogóle, gdyby nie bardzo atrakcyjny Bundle swojego czasu, ale nie żałuję ani minuty spędzonej z Jackiem i Ciemnością. Pomimo tego, że fabuła wykorzystuje wiele cliche (w szczególności wiele wobec kobiecych postaci), bardzo zaangażowałam się emocjonalnie w tą rozgrywkę, jakby na przekór temu, kiedy ze stu procentową pewnością stwierdziłam iż gry nie mają na mnie takiego wpływu. Busted.

W ubiegłym roku wciągnęłam się również bardzo w gry typu point-and-click, z naciskiem na tytuły od studia Artifex Mundi. Nie wiem co w takiej formie rozgrywki wciągnęło mnie najbardziej. Być może była to wewnętrzna potrzeba ścigania jakiejś tajemnicy, ale skłaniam się również ku wersji, iż granie w przyjemne dla oka gry jest zwyczajnie relaksujące od samego patrzenia.

Prawdziwą przyjemność sprawiło mi również granie w platformówki, w szczególności „FEZ”, której recenzję znajdziecie tutaj. Nie jest to gra skomplikowana, ale za to bardzo efektowna i codziennie żałuję, że nie doczeka się kontynuacji. Ponownie górę bierzę argument ładnej oprawy, ale było w „FEZ” wiele nostalgii do klasycznych platformowych gier. Wspaniale było przekonać się, że ten gatunek jeszcze nie zginął i aktualnie powstaje wiele pięknych tytułów.

Wszystko inne

Jestem zadowolona z tego, że udało mi się podtrzymać tradycję i objeździć kilka konwentów, w szczególności latem. Nie wiem, czy jest jakikolwiek urok w smażeniu się w słońcu i duszeniu w szkolnych salach, ale te imprezy mają zawsze najciekawszy klimat. Najlepiej wspominam też prowadzenie panelu o cliche w kryminałach na sierpniowym B-conie. Miałam szczęście do wspaniałych uczestników wszystkich paneli w tym roku, ale ten wspominam najlepiej.

2014 był również rokiem, w którym zamknął się mój rozdział jako prezenterki radiowej. Uważam, że była to wspaniała czteroletnia przygoda i moi słuchacze [właściwie to wszyscy słuchacze Aoi, ale moi w szczególności] są czarującymi [i mocarnymi] ludźmi, a dzięki ich unikalnemu wkładowi stworzyliśmy wspólnie godziny świetnych słuchowisk. Dzięki nim wciąż uważam się za największa szczęściare wśród wszystkich prezenterów, których znam,

Plany na 2015

Książki

Ta lista gdyby mogła, nigdy by się nie skończyła. Po pierwsze, zamierzam nadrobić pozostałe książki Douglasa Adamsa – mam wrażenie, że wręcz powinnam, ponieważ już zdecydowanie zbyt wiele wody upłynęło od kiedy przeczytałam „Autostopem przez galaktykę”, a że uwielbiam tę historię, zwyczajnie czuję, że jestem to autorowi winna.

Po drugie, chciałabym też sięgnąć po więcej kryminałów, gdyż, cóż tu wiele ukrywać, lubię, kiedy trup ściele się gęsto, i dawno nic ciekawego nie czytałam. Bardzo podobała mi się antologia amerykańskich krótkich opowiadań kryminalnych 2013, więc może zeszłoroczne wydanie będzie równie udane? Generalnie mam ochotę poczytać więcej krótkiej formy. A nóż, [widelec,] nauczę się czegoś przydatnego.

Seriale

Zniosę chyba jajko zanim doczekam się daty premiery nowego sezonu „Hannibala„. Mówiąc zupełnie poważnie, przydałaby się taka informacja, żeby zacząć planować premierową kolację.*** Nawet „Gra o  Tron” ogłosiła już datę premiery kolejnej serii! Tak, jestem zmotywowana, żeby to dalej oglądać, mimo tego, że sama już nie wiem, czy jest coś, co widzów w tym serialu jeszcze zaskoczy, bo raczej nie będzie to ani fabuła, ani wydane na serię pieniądze, ani wszechobecny porn.

Apropos HBO, po cichu mam nadzieję, że być może doczekamy drugiego sezonu „Watahy” – ku mojemu zdziwieniu, był to świetny polski serial, a ponieważ wciąż nie mogę wyjść z szoku, to trzymam kciuki za powstanie kolejnej serii i z nerwów wstrzymuję oddech. Niestety, stacja w zeszłym roku nie wydała żadnego oficjalnego stanowiska w sprawie kontynuacji, ale przecież nie oznacza to jeszcze, że wszystko stracone.

Aktualnie rozpoczęłam rok od świetnie zapowiadającej się serii „Agent Carter” – oby główna bohaterka pozostała natyle badassowa i wielowymiarowa jak w pierwszych dwóch odcinkach, które ukazały się do tej pory i możecie spodziewać się z mojej strony bardzo pozytywnej recenzji. Ta seria kusi mnie w sumie do napisania notki o pewnych uwagach na temat tworzenia postaci kobiecych w serialach o superbohaterach. Chyba powinnam zacząć zbierać notatki.

Gry

Szczerze mówiąc, nie czekam na żadną premierę. Słyszałam pogłoski o Elder Scrolls Online wchodzącym w fazę darmowego MMO już zaniedługo, ale grałam w betę i nie powaliła mnie na kolana. Mimo wszystko, z samego sentymentu do „Skyrim” postaram się sięgnąć po tę grę, o ile plotki okażą się prawdziwe, bo jednak sama cena gry wciąż wydaje mi się nadwyraz wygórowana.

Chciałabym też zagrać w końcu w „Alien: Isolation”, i umieszczam to pobożne życzenie tutaj specjalnie, mimo tego, że gra miała swoją premierę w zeszłym roku. Staram się unikać większych spoilerów i nie oglądałam nawet game play, ponieważ słyszałam, że gra jest zwyczajnie dobra i po prostu potrafi przestraszyć. Stęskniłam się za [porządnymi] survival horrors, więc będzie miło kiedyś do nich wrócić, mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości.

Tyle atrakcji, tak mało czasu.

*obejrzałam Let’s Play, mam nadzieję, że to się liczy w kategorii „Znajomość historii”

** edit: po pierwszym odcinku drugiej połowy przyznaję, że było dosyć ostrożnie, ale nie jest to mój największy zarzut wobec wielkiego powrotu „Gotham” po przerwie. Najważniejsze pytanie brzmi: gdzie jest maly Bruce?!

***this is srs business, samo planowanie menu trochę trwa!

Reklamy

3 comments

  1. Mi się w sumie tak miksuje co kiedy było, że nie wiem czy przeczytałam w zeszłym roku jakieś książki, czy to nie było w zeszłym roku – nadrabiam za to ogromną ilością przeczytanych i kupionych mang @_@. Zaczynam rozważać słuchanie audiobooków, skoro czytanie mi nie wychodzi, pytanie tylko kiedy xDD

    Ja zaczęłam po latach grać w gry, ale tylko fejsbuczkowe z serii find objects na razie – ale zawsze coś :D

    1. Początki najważniejsze.

      Mi się bardzo mieszało dopóki sobie nie założyłam konta na Goodreads. Może by mi to pomagało bardziej gdyby mi się je chciało updejtować na bieżąco, ale z drugiej strony, miałam powód żeby zrobić porządek w swoich ebookach.

      Audiobooki są ok bo można przy nich robić cokolwiek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s