Veni, vidi, vici – BXmass Con 5

Zacznijmy od tego, że, jak sama przyznałam na jednym z moich paneli, lekko mi ten blog zarósł kurzem, ale ponieważ mam ostatnio ochotę się wypisać, notka o ostatnim konwencie będzie ku temu odpowiednią okazją. Poza tym, coś tam jednak po drodze przez te kilka miesięcy obejrzałam, w coś tam zagrałam, więc jest co wbić w klawiaturę. Jednakże, wszystko po kolei, a ponieważ panie mają pierwszeństwo, to należy się je imprezie świąteczno-konwentowej BXmass Con, już w edycji opatrzonej numerem 5.

CAM03299

Tym razem nie znalazłam żadnego assassyna, ale za to trafił się świąteczny ninja. photo by Pućka.

Nie potrafię ukrywać, że mam sentyment do świątecznych B-conów. Mają zupełnie inny klimat niż te, organizowane w skwarze upalnego lata, a i ludzie jakoś chętniej przychodzą na atrakcje [chociaż, może to też dlatego, że jest im zimno. – dop. DJB]. Poważnie, po raz pierwszy widziałam, żeby na szalonych konkursach w sali WTF!Azja stawiło się po 13 grup uczestników. Tablice wyników zbladły od samej ilości osób, uczestnicy z kolei pobladli starając się utrzymać w powietrzu chusteczkę jak najdłużej, co już było sukcesem samym w sobie, ale bynajmniej nie największym jeśli chodzi o salę WTF!, czy konwent w ogóle.

Biorąc pod uwagę warunki pogodowe odpowiednie dla daty imprezy, czyli końca grudnia, argument pogodowy wydaje się adekwatny, ale spoglądając na ogólną frekwencje na terenie konwentu pokusiłabym się o stwierdzenie, iż nawet w odrobinę wyższych temperaturach B-con okazałby się całkiem oblegany. Świadczyć może o tym bynajmniej główna atrakcja konwentu, którą, według mnie, wcale nie okazał się cosplay, tylko konwentowa stołówka. Po pierwsze, po raz pierwszy ciężko było w niej znaleźć miejsce do siedzenia, również poza porą lunchową. Ponad to, w tym roku zaplecze kulinarne wyjątkowo dopisało. Konwentowicze mogli wybierać nie tylko pomiędzy herbaciarnią a sushi i stoiskiem z bubble tea. W grę wchodziły również gorące, grillowane kanapki, wspaniałe słodkie taiyaki oraz kusząca kofeinową rozpustą kawa z krakowskiego Espresso Bike. W efekcie, nie jedną godzinę pobytu na konwencie spędziłam przesiadując z przyjaciółkami w strefie kulinarnej. Przynajmniej trzymałam się swojego tematu [czyt. żarcie].

Jak na sytuację, w której cały poprzedzający konwent tydzień poświęciłam czytaniu i pisaniu o jedzeniu właśnie, po czym zapomniałam o śniadaniu rano, miałam się więc czym poratować zanim sprawiłam, że cała sala słuchających mnie po południu konwentowiczów zrobiła głodna. Spodziewałam się w sumie co najmniej kilku słuchaczy na własnym panelu, ale ponownie frekwencja przerosła moje oczekiwania, nawet jako organizatora sali WTF!Azja. Sala przeważnie pozostawała zapełniona w całości, nawet w trakcie, wydawałoby się, miejscami mniej popularnych atrakcji, takich jak konkursy, czy warsztaty tańca. Nie znam niestety sytuacji z drugiego dnia imprezy, ale podejrzewam, że współorganizatorki również nie narzekały na brak uczestników. Podejrzewam, że nawet jeżeli było ich trochę mniej, to napewno braki liczbowe nadrobili pełnym energii nastawieniem. Słuchacze moich paneli wykazali się nie tylko siłą woli (chyba, że ktoś w tylnich rzędach już zajmował się kolacją, ale nie zauważyłam) ale i niejednokrotnie uroczym poczuciem humoru i wyobraźnią. Pozdrawiam w tym miejscu w szczególności tych z uczestników, którzy swoją liczbą zaskoczyli mnie najbardziej, czyli słuchaczy panelu o indyjskich filmach akcji – ponieważ jeden podobny panel mamy już w sali WTF! za sobą, spodziewałam się zdecydowanie mniejszego zainteresowania, ale i w większym gronie przyjemnie było szerzyć wiedzę o bollywoodach i wyższości Rajnikantha nad, właściwie, każdym innym aktorem induskiego kina.

Niestety, około późnego sobotniego popołudnia nie miałam już co ze sobą począć. Problem nie tkwił jednak w braku atrakcji, ale w ich przesycie. Po raz pierwszy od wielu lat zdarzyło mi się, iż dosłownie każda atrakcja przeżywała maksymalne oblężenie – od turnieji po konwentową Radnkę w Ciemno [srsly!]. Miejsca nie znalazłam nawet w sali z grami planszowymi. Po godzinie błądzenia w tę i we w tę, udało mi się zaliczyć tradycyjnie Ultrastar i DDR oraz spróbować czegoś nowego z serii „Burakku failuje na konsolach” – po raz pierwszy grałam w Guitar Hero i mam nadzieję, że na kolejne imprezy B-conowa ekipa również sprowadzi pełen sprzęt, przy którym wspólnie zagrać mogą gracze na dwóch gitarach, perkusji oraz przy mikrofonie. Wprawdzie, ta atrakcja sąsiadowała bezpośrednio z salą WTF!Azja i zmagania graczy bywały czasem bardziej dalsze niż bliższe określeniu „dodatkowa oprawa muzyczna,” ale zdecydowanie było warto zainwestować w postawienie takiego zestawu na konwencie.

Ostatecznie, przyznaję, BXmass w fandomie nastawiony jest na social jeszcze silniej niż pozostałe edycje i chyba każdy odwiedzający ulega temu przedświątecznemu nastrojowi, naładowanemu energią spotkań z dawno nie widzianymi znajomymi. Nie inaczej było ze mną. Niemniej jednak, dobrze było przyjechać na ten konwent dla samej frajdy zrobienia czegoś pozytywnego. Zdecydowałam się podejść do niego luźniej, również ze względu na to, iż uczestniczyłam jedynie w połowie imprez i myślę, że wyszło mi to na zdrowie (również dosłownie, no bo jednak bolące plecki po spaniu na ławkach to nie zabawa). Mimo panującej szalenie wietrznej aury, konwent skutecznie nastroił mnie na tegoroczne święta – pełne spotkań i dobrego jedzenia, zupełnie jak ta impreza.

Reklamy

3 comments

  1. W sumie dla mnie jakoś dużo osób nie było – wlaściwie porównywalnie do B5 jeśli chodzi o atrakcje. Wydaje mi się też, że było dużo ludzi w sali, bo w sumie atrakcji do wyboru było niewiele, sama z całej listy znalazłam tylko jeden panel poza salą, na który chciałam pójść i na niego poszłam, zazwyczaj zawsze było więcej dla mnie do wyboru.

    Ale za to jedzenia było sporo do wyboru (a i tak zamówiłyśmy w chińczyku XDD)

    1. Z atrakcji, które mnie zaciekawiły to był 4-godzinny panel o F.E.A.R., ale nie widziałam nigdzie na internetach recenzji jak wyszedł :P.

      Apropos jedzenia, później tak doszłam do wniosku w sumie, że wzięłam nawet jakiś kesz na głupoty a i tak całość poszła na żarcie.

      1. Też się nastawiałam, że kupię coś na konwencie, ale coś kiepsko było z wyborem na stoiskach i jedyne co na nich kupiłam to żarcie XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s