Umiera się tylko dwa razy, czyli o cliche w kryminałach

Tekst powstał na podstawie skryptu przygotowanego na panele dla konwentów Animachina w Bytomiu oraz B6: The Game w Krakowie, 2014.

***

Jeżeli jesteście fanami serii kryminalnych tak jak ja, zapewne już dawno temu przyzwyczailiście się do tego, że zawsze ten dobry ściga tego złego, czasem z odcinka na odcinek, czasem trochę dłużej. Bywa, że detektywem jest kobieta, czasem ma nawet do pomocy cały zespół, ale wzór jest generalnie powtarzalny: ktoś ginie, ktoś za to odpowiada – jak w życiu. Tylko, czy napewno? Czy da się uśpić ofiarę chloroformową chusteczką i czy napewno ginie się od jednego strzału? W końcu, to takie cliche

Ręka w górę, komu się łezka zakręciła w oku?

Cliche [klisza] to rodzaj frazy lub motywu, który jest na tyle powtarzalny, że z czasem staje się zupełnie banalny i traci swoją oryginalność. MacLuhan* proponuje również cliche umieścić jako ewolucję archetypu, powielenie pewnego stereotypu, ku uciesze publiki, która korzysta z niego w wytworach kultury masowej (książki, seriale, filmy, komiksy). Prawda jest jednak taka, że cliche można znaleźć właściwie wszędzie. Od anime, przez literaturę (w tym fan fiction), gry, sztukę oraz praktycznie każde miejsce, w które człowiek włożył swoje palce. Stąd też cliche ewoluowało do ogromu różnych typów. Cliche mogą odnosić się do uniwersów (np. elfy żyją w lasach, a krasnoludy są niskie), do fraz (już „być trochę w ciąży” jest cliche), postaci (np. Mary Sue), sytuacji (świat postapokaliptyczny, zimna wojna), dialogów (np. anegdotka ze złym zakończeniem), paratext (wszystko co pojawia się obok tekstu dzieła, np. zabawne sceny zza kulis na napisach końcowych), phlebotinum (nazwa wprowadzona przez scenarzystę Buffy, Davida Greenwalta, oznacza esencję, napędzającą fabułę np. zjawiska paranormalne), oraz pewne określone motywy (np. kwiatowe ornamenty w mandze zwiastują romantyczny wątek).

Cliche różnią się w zależności od gatunku „dzieła”. Jeśli mamy przyjrzeć się cliche w kryminałach, musimy najpierw zrozumieć na czym typowy kryminał stoi. Elementami składowymi podstawowego kryminału są: tajemnica (zbrodnia), moralność (zazwyczaj poddawana próbie, odnosi się do moralności zarówno mordercy jak i protagonisty), problem winy i niewinności (kto zabił?), próba sił (zazwyczaj widoczna w pojedynku między mordercą a policją/detektywami; kto posunie się dalej?), prawdopodobieństwo (kto zabił?), ale i praca zespołowa (ważna jest współpraca detektywa z innymi postaciami) oraz konflikt (np. nieszczęśliwe małżeństwo, rodzinna tajemnica, itp.). Określając typowy kryminał można się również posłużyć wskazówkami S. S. Van Dina, który dla magazynu American Magazine stworzył zestaw wskazówek dla twórców kryminałów, swoją drogą, wskazując również jak uniknąć co najmniej kilku cliche – głównie dzięki temu, jak mało jego wskazówki odnoszą się do dzisiejszych kryminałów. Zalecenia Van Dina dotyczące postaci zakładają m.in. iż detektyw nie może być mordercą, zbrodniarz musi być wykryty jedynie dzięki dedukcji, jedynie detektyw może rozwiązać sprawę, a przestępcą nie może się okazać osoba o niższym pochodzeniu (np sługa), oraz, iż, bez względu na liczbę ofiar, morderca jest zawsze tylko jeden. Co więcej, nie może on być zawodowcem. Względem fabuły, Van Din poleca unikać dygresji i nadmiernej analizy psychologicznej bohaterów, a motywem zbrodni powinna być uraza osobista.

Moją ulubioną radę względem twórców udziela jednak Agatha Christie, autorka popularnej serii kryminałów osadzonych w Europie, twórczyni tak kanonicznych postaci jak uroczy detektyw Herkules Poirot. Christie twierdzi, iż cała esencja kryminału zawiera się w prostym założeniu: „Sprawcą musi być ktoś oczywisty, a przy tym z tego czy innego powodu okaże się, że nie jest wcale taki oczywisty, bo nie mógł chyba popełnić tego morderstwa. A jednak je popełnił.”

Kryminały od czasów pani Christie oraz van Dina wyewoluowały i stworzyły dla siebie nowe ramy. W ten sposób, w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z, między innymi, takimi typami kryminałów, jak te, wymienione poniżej:

• Detektyw-amator – bohater nie ma formalnego wykształcenia ani powiązania z organami ściagania, a pomaga chwytać przestępców lepiej niż zawodowcy
• Małomiasteczkowa zbrodnia (w tym, tak zwane, „czytadła przy paczce czipsów”) – zbrodnia w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, a największą zniewagą jest nieprzepuścić kury przez jezdnię
• Wielcy detektywi – klasyczni detektywi (Sherlock, Poirot), którzy ścigają przestępców dzięki logice i dedukcji
• Detektywi-twardziele – twardzi, cyniczni, wychowani na ulicy, zawsze uzbrojeni
• Historyczni detektywi – historie osadzone w przeszłości
• Detektywi paranormalni – mniej realistyczne niż pozostałe rodzaje, zbrodnie mają związek z siłami nie z tego świata
• Police procedural – typowa policyjna seria, każdy odcinek poświęcony nowej sprawie w obrębie jednego obszaru (np. miasta lub stanu)
• Polityczny – kręci się wokół intryg politycznych
• Psychologiczny – główny bohater jest lub był psychiatrą lub jest w jakiś sposób związany z tą nauką
• Kobieta detektyw – głównym bohaterem jest kobieta

Cliche wychodzą zresztą poza obręb postaci i fabuły i niejednokrotnie koncentrują się również na samej otoczce prowadzenia śledztwa. Prawdopodobnie, najbardziej po tyłku dostaje się za to seriom typu CSI i NCIS, które znane są ze swojej przesady względem prowadzonych przez postaci procedur. Jedną z popularnych cliche jest nieużywanie przez policjantów włączników światła: jeżeli miejsce zbrodni jest zaciemnione, a zazwyczaj jest, z niewiadomych powodów policjanci wolą używać latarek niż oświetlenia w pomieszczeniu. Sławnym motywem jest również pisane po szklanej tablicy – konia z rzędem temu, kto wytłumaczy, dlaczego jest to tak popularny motyw, kiedy przeźroczysta tablica kompletnie nie pomaga w koncentracji. Wręcz pomaga inaczej. Już same nowoczesne technologie w takich seriach zawsze wyprzedzają rzeczywistość: od super szybkiej analizy śladów po mega szczegółowe powiększenia kamer. Zdarza się również często iż w tych seriach, postaci które doskonale znają się na swojej roli, specjaliści, by pociągnąć fabułę dalejj muszą w kółko powtarzać sobie najbardziej podstawowe informacje dotyczące ich dziedziny. Najwyraźniej często zapominają powtarzać sobie o używaniu rękawiczek, bo nie ma to jak pomacać sobie miejsce zbrodni palcami. W seriach kryminalnych, zresztą nie tylko CSI, któraś część wymiaru sprawiedliwocći musi być tą głupszą: jeśli jest to serial policyjny, pada na FBI i na odwrót. Święta zasada CSI mówi również iż zetknięcie się z podejrzanym trzy razy zawsze skutkuje przyznaniem się do winy tego osobnika za tym ostatnim razem. Biedny morderca jeszcze wyjaśni jak wszystko zrobił i po co. Bajka.

Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie seriale kryminalne jakie znamy, ilość cliche nawarstwia się do rozmiarów niemożebnych. Warto więc zadać sobie pytanie, czy wszystkie cliche w ogóle możliwe są do dokonania się w realnym świecie? Oczywistym jest fakt, iż nie są. Po pierwsze: usypianie chloroformem nie działa tak dobrze, jak byśmy to sobie wyobrażali po seansie z telewizyjnymi detektywami. Chloroform w zetknieciu z tlenem traci swoje właściwości, pozatym, po potraktowaniu chloroformem reakcja utraty przytomności, w zależności od gabarytów ofiary może zająć nawet do 10 minut. Drugi mit: nie da się wyskoczyć przez okno tłukąc je i wyjść z tego bez szwanku – rozbite szkło w zetknięciu ze skórą zachowuje się jak nóż zatopiony w masełku. Nawet jeśli wyjdziecie z tego żywi, to napewno nie bez szwanku. Trzeci popularny cliche odnosi się do wybuchających samochodów: chociaż zjawiskowe, i chociaż benzyna jest łatwopalnym materiałem, aby wybuchnąć musi zajść bardzo specyficzna reakcja o określonych parametrach. Gaz może spowodować wprawdzie, że samochód zapłonie, ale bardzo rzadko kiedy faktycznie eksploduje. Kolejny mit: aby wyleczyć się z amnezji nie wystarczy uderzyć się w głowę drugi raz. Piąty: od jednego strzału umiera się tylko wtedy jeśli został wymierzony w mózg lub rdzeń. Szósty: tłumik wcale nie jest tak efektywny, jakby się mogło wydawać. Wystrzał z broni z tłumikiem jest podobny do odgłosu trzaskania drzwiami od samochodu, co oznacza, mniej wiecej, iż w ogóle nie jest cichy. Kolejne cliche odnosi się do popularnego tekstu, w którym, po dokonanej rozróbie, protagonista mówi: „teraz niech to ktoś posprząta” i odchodzi w kierunku zachodzącego słońca – tak naprawdę procedury po zakończonej akcji są bardzo skomplikowane, wymagają masy protokołów, więc w rzeczywistości nie jest tak pięknie. Dramatyczne utonięcia to kolejny popularny cliche: zazwyczaj topielce nie mają czasu na dramatyczne okrzyki rzucane w głuszę wody, ponieważ ich usta szybko napełniają się wodą. Dlatego nie mają również czasu na dramatyczne odstawianie scen topienia. Automatyczna reakcja w przypadku topienia to raczej odpychanie się od powierzchni wody, żeby unieść się „w górę”, dlatego często nie udaje się im złapać ręki ratownika. Moje ulubione cliche to jednak nagrobki instant: jeśli kiedykolwiek mieliście do czynienia z sytuacją pogrzebu, doskonale wiecie, że wykonanie porządnego nagrobka, nawet z samym nazwiskiem, wymaga kilku tygodni. Na serialowych pogrzebach porządny pomnik stawia się jednak zdecydowanie szybciej, już przy oficjalnej ceremonii. Może serialowi policjanci zamawiają sobie takie na zapas?

Mój panel dotyczył cliche w seriach azjatyckich i na zachodzie. Pomimo tego, iż oba rodzaje seriali dzielą ze sobą wiele motywów, to azjatyckie kryminały różnią się od ich zachodnich odpowiedników. Po pierwsze, o ile osoby różnych narodowości często pojawiają się w zachodnich seriach, o tyle w azjatyckich serialach ze świecą ich szukać (zdarzają się obcokrajowcy, ale z innych części Azji, np. Chin lub Korei w serialach z Japonii). Nieliczne z tych serii są kontynuowane przez wiele sezonów. Ponadto, często są one ekranizacjami komiksów lub powieści o tych samych tytułach, chociaż zdarza się i na zachodzie: patrz „Bones”. To od tego serialu rozpoczynamy naszą przygodę z wynajdywaniem cliche.

Główna bohaterka, tytułowa Bones, to typowy nieznośny geniusz – jest bardzo utalentowana, nie omieszka się do tego przyznać publicznie, jednocześnie bywa niemożliwie nieporadna w sytuacjach wymagających interakcji społecznych Jest to, tak zwana, Aloof dark-haired girl – wyglądająca na starszą i ładniejszą niż pozostałe bohaterki, ma w sobie cechy osoby bardziej dojrzałej niż pozostałe postaci, w wyniku czego, może wydawać się oschła i niedostępna. Do Bones przyczepia się więc metka osoby „hard on soft science”- pomimo, iż zajmuje się ona antropologią, nie ma pojęcia o interakcjach z ludźmi. Apropos pozostałych postaci, jej zespół tworzą „pogromcy mitów” – niemal każda sprawa wymaga od ekipy przeprowadzenia niemożliwego i nieprawdopodobnego eksperymentu, który pomaga rozwiązać zagadkę. Jak każdy dobry zespół, również ekipa Bones ma swoją typową twarz, którą stanowi detektyw Booth – ponieważ otacza go grono geeków, to on bierze na swoje barki brzemię interakcji społecznych.

Jednym z moich ulubionych seriali, z których ilość cliche aż się wylewa jest „Castle”. Główny bohater to typowa łebska postać – amator, który nie zna się na profesjonalnej stronie pracy, ale z własnego doświadczenia potrafi doprowadzić sprawę do rozwiązania. Jest on również przykładem tzw. „sherlock scan”, tzn. postaci, któa zwraca uwagę innych bohaterów na, na pierwszy rzut oka, nieistotny szczegół, który okazuje się kluczowy, dla rozwiązania sprawy. Serial jest też dowodem, iż przeciwieństwa się przyciągają: ponieważ Castle i Beckett, z przyczyn oczywistych, nie mogą tworzyć duetu zły/dobry glina tworzą duet ogarnięty/nieogarnięty, który, oczywiście, bez problemu radzi sobie z najtrudniejszymi zagadkami kryminalnym. Becket, pomimo całego mojego uwielbienia względem tej postaci, również nie uciekła od bycia cliche. Jest to tzw. Action girl – kobieta wojowniczka, która, będąc w opałach, nigdy nie będzie zgrywać księżniczki uwięzionej w wieży. O cliche w „Catle” można by opowiadać godzinami, nie mniej jednak, mój ulubiony motyw stanowią tzw. „zabutelkowane odcinki” – są to te odcinki, które mają za zadanie obniżyć koszta produkcji, przez kręcenie ich w jednym-dwóch lokacjach  – w ten sposób, już na samym początku serii jest odcinek, w którym Castle i Beckett tkwią spięci kajdankami w ciemnej piwnicy – czy to nie jest wygodne? [dla producentów]

„Castle”, czyli jak odkryłam moje alter-ego. Też jest cliche!

Ciekawy przypadek wśród zachodnich kryminałów stanowi również brytyjski „Ripper Street”. Prawdopodobnie najciekawszym cliche, które pojawia się wśród tych, które można zaobserwować w produkcji jest przenoszenie scenografii, tzw. „Dublin w Londynie, Londyn w Dublinie”: ponieważ większość XIX wiecznego East Endu została wyburzona, producenci przenieśli produkcję do Dublina. Nie jest to jednak jedyne miejsce zastępcze, używane w takich sytuacjach. W roli Londynu wystąpiły już Cardiff („Doctor Who”), czy Bukareszt (filmowa ekranizacja „Sweeney’a Todda”). W „RS” swoje miejsce znalazły również słomiane feministki – są to postaci feministyczne, które pojawiają się tylko po to, by wykazać, jakim dupkiem jest główny bohater. Serial stawia również widzów w obliczu takich cliche jak „dobry morderca” – pamiętaj, że zabijając w obronie własnej zawsze w oczach widza wyjdziesz na plus – tak robi Rose Hart, mordując przestępce, który napada na jej pracownice. Rose, jako burdel-mama jest również przykładem dziwki o złotym sercu – żadna praca nie hańbi, a na ich dobroduszność wskazują nawet ich imiona czy nazwiska (Rose).

 Wyjątkowo klasyczny przypadek kryminalnego cliche stanowi serial „Detektyw Monk”. Po pierwsze, Monk to dziwak o super zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych, które prowadzą do wielu komicznych rozwiązań sytuacji, ale równocześnie pomagają łapać przestępców. How convenient! Monk to tzw. glina na czerwonej kartce, czyli postać, która współpracuje z policją, nie jest amatorem i jedynie przebywa na czasowym zwolnieniu, spowodowanym traumatycznym przeżyciem – w przypadku Monka: taką traumę stanowi śmierć jego żony w zamachu bombowym, Silne emocjonalne przeżycia związane z utratą ukochanej żony powodują jednka u Monka cykliczne występowanie tzw. „Blue screen śmierci” – czyli sytuacji, która powoduje u bohatera „blue screena”: totalnego zachamowania, a czasem nawet cofnięcia w rozwoju postępów terapii,

W przypadku azjatyckich serii, bardzo cliche przypadek stanowi serial „Mr Brain”, o którym więcej możecie przeczytać w mojej notce tutaj. Główny bohater, Tsukomo, oprócz tego, iż cierpi na posiadanie tylko jednego rodzaju garderoby, to typowe niewiniątko, które nie zna się na stosunkach z kobietami, mimo tego, iż przed uderzeniem w głowę, które dało mu niesamowitą inteligencję, pracował jako host. Tsukomo jak każdy klasyczny geniusz ma też swoje firmowe jedzenie – banan jest tu znakiem rozpoznawczym (który, swoją drogą, na prawdę dobrze działa na mózg).  W przypadku pobocznych postaci w „Mr Brain” dopatrzyłam się również cliche, głoszącej, że dzieci to świenie – jeden z popularnych motywów, również poza kryminałami. W jednym z odcinków dziewczynka zostaje porwana, bo inne dzieci odmawiają jej pomocy, kiedy boi się iść do domu. Również w przypadku seriali azjatyckich staram się zawsze zwracać szczególną uwagę na bohaterki i tutaj na pierwszy plan wysówa się główna rola żeńska, czyli Yuri: główna bohaterka aka  „Shrinking violet”: za wszystko przeprasza, brak jej pewności siebie, ale koniec końców odnajduje swoją siłę i piękno i tym wywiera wrażenie na głównym bohaterze.

Jednym, z azjatyckich kryminałów które zawsze polecam jest również seria „Strawberry Night”. Jakkolwiek shojo nie brzmiałby jej tytuł, jest dość mroczna i całkiem poważna, a, co najciekawsze, koncentruje się wokół głównej bohaterki – pani detektyw komendy głównej w Tokio, Reiko. Jest ona bardzo zaradna, odważna i twarda, ale, nie oszukujcie się, nie jest taka sama z siebie – wynika to z traumatycznych przeżyć z przeszłości (w tym przypadku chodzi o gwałt). Reiko, podobnie do Tsukomo, ma swoje rozpoznawcze pożywienie, czyli truskawki. Truskawkowe motywy przewijają się właściwie przez cały special, który poprzedził pierwszą serię, również przez tytuł, który sam w sobie nawiązuje do morderczego procederu, który stanowi zagadkę tego odcinka specjalnego. Reiko nie uciekła jednak jednej z najbardziej banalnej z cliche, czyli roli „Smerfetki” – jedynej policjalntki na komendzie.

Ostatnim z azjatyckich kryminałów, który chciałabym wymienić jest seria, która sama w sobie stanowi pewnego rodzaju zwierciadło dla cliche. Mowa o „Meitantei Okite”. Serial stanowi parodię serii kryminalnych. W szczególności koncentruje się on na wyszczególnianiu przeróżnych oklepanych motywy cliche z kryminałów. Przede wszystkim jednak, wartym zwrucenia uwagi jest główny bohater, Daigoro, który pozostałe postaci wciąga w ciągłę przełamywanie czwartej kurtyny – w specjalnym pokoju, jakby poza głównym światem postaci rozwiązują różne zagadki korzystając z popularnych motwywów z popkulutry, związanymi z kryminałem. Daigoro stanowi więc perfekcyjny przykład tzw. „Doyle scan” – postaci przewidującej rozwiązanie wątku, korzystając ze znajomości utworów związanych ze zbrodnią i mordem. Szczerze mówiąc, po obejrzeniu tej dramy bałam się, że nie obejrzę już żadnego kryminału, bo wszystku będzie już wydawać się zbyt oklepane, ale mogę wam z włansego przykładu zagwaratnować, że nic podobnego wam nie grozi.

„Meitantei” w pigułce

Podsumowując, można by zadać sobie pytanie „to cliche or not to cliche?”. Czy da się jeszcze czerpać przyjemność z kryminału, jeśli prawie wszystko jest już oklepane? Po pierwsze, wydaje mi się, że warto spojrzeć na ten problem z dwóch stron, czyli zarówno twórcy i fana. Jako czytelnik kryminałów i wielki fan wszelkich dzieł dużego i małego ekranu związanego z trupami ścielącymi się gęsto, muszę powiedzieć, że cliche to pewnego rodzaju element egzotyki gatunku. Myślę, że zapewne większość fanów serii kryminalnych zgodzi się ze mną, jeśli powiem, iż przy dobrej historii na wiele rzeczy można przymknąć oko, a większości w ogóle się nie zauważa. Z perspektywy twórcy, zawsze powtarzam, iż wystarczy zwyczajnie rozejrzeć się do okoła nas, by nagle dostrzec, że nie wszyscy są biali,  z traumą lub hetero. Wiele jest jeszcze do odkrycia i co najmniej kilka zwłok do znalezienia w więcej niż  jednej szafie.***

 

* „From Cliché to Archetype”, wyd. Viking, Nowy Jork, USA,1970.

** to takie, których wątek wprowadza się tylko w formie bycia ofiarą zbrodni

*** ZBRODNIA W IKEI, this is brilliant! [dop. Alexander Castle]

P.S. W poszukiwaniu graala ciche poleca odwiedzić stronę TvTropes – kto wie, jakie cliche kryje taka „Perfekcyjna Pani Domu”?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s