Animachinarium

Stało się. Oficjalnie otworzyłam swój letni sezon konwentowy imprezą, na której nie byłam od dawna, ale na którą obiecałam się w końcu wybrać. W dodatku, obiecałam tego dokonać ze szczytnym celem niesienia kaganka paneli. W skrócie: w ten weekend wybrałam się na konwent Animachina i nie żałuję ani jednego bolącego mięśnia.

s121

Zamyślony Hanni, z nostalgią spoglądający na moje notatki na panel.

Konwent wprawdzie trwał dla mnie jedynie dwa dni i obracałam się w obszarze tylko jednego budynku konwentowego, ale, jak na tak krótki czas, nie narzekam na brak wrażeń. Spoglądając na imprezę z perspektywy czasu, dochodzę do wniosu, iż nie zdarzył mi się od dawna konwent, na którym, mimo iż atrakcje nie wyrywały mi gałek ocznych z wrażenia, nie pozwalały mi usiąść na tyłku przez pełną godzinę. Możliwe, iż przyczynił się do tego efektu również fakt, iż aura pogodowa, panująca w Bytomiu w zeszły weekend, nie zachęcała do przysiadania na dłuższą chwilę gdziekolwiek, gdyż szybko kończyło się to przegrzaniem, lub przyklejeniem siedzenia do powierzchni krzesełka, a w najbardziej ekstremalnym przypadku, przypieczeniem go na rozgrzanych kamieniach szkolnego murku.

Niemniej jednak, jestem zmuszona napomnieć, iż, o ile nie wiadomo mi, jak sytuacja prezentowała się w trakcie Animachina Open*, ale już od wejścia na główną część budynku przybiła mnie intensywna woń braku higieny. Rozumiem, iż jest to zmora, w szczególności letnich, konwentów od lat. Biorąc jednak pod uwagę relatywnie wczesną godzinę, z jaką zjawiłam się na imprezie, nie jestem sobie w stanie wyobrazić jakie sensacje zapachowe musiały przeżywać osoby, które dotarły na konwent np. dopiero po południu. Marzę o dniu, w którym do identyfikatora dodawane będą mydełka.

Jeśli chodzi o samych uczestników konwentu, muszę przyznać, że jak na imprezę, która zapowiadała się na bardziej wyważoną względem atrakcji skierowanych do fanów popkultury wschodu i zachodu, zdecydowaną większość konwentowiczów stanowili mangowcy. Zresztą, to oni, przede wszystkim, okupowali atrakcje w sali WTF!Azja oraz karaoke. Na korytarzu oraz przed budynkiem szkoły bardzo sporadycznie widywałam cosplayerów zainspirowanych czymś innym niż manga&anime, oraz, ku mojej rozpaczy, naliczyłam tylko jednego Assasyna (!). Btw, cosplayerów – wszyscy byli bardzo na poziomie, chociaż w tłumie bez trudu wyróżnić można było gości z zagranicy, mimo tego, iż ich stroje nie odstawały (bardzo) od prezentowanych przez cosplayerów przebrań. Będę się głowić, na czym polega ta magia, aż do następnego konwentu.

IMG_0408

Moją ulubienicą zostaje Merrida, because fuck yeah Merrida. Ten łuk. Te włosy. Ten uśmiech.

W takiej imprezie cieszy mnie zawsze co najmniej kilka elementów: udane zakupy na stoiskach, dobre żarcie, znajomi i coś do roboty. Tak jak wspomniałam wcześniej, było w co ręce włożyć, ale i w co zatopić kły. Od samego wejścia na świetnie wyposażoną salę ze stoiskami na odwiedzających swoje zapachowe sieci zarzucało stoisko z sushi. Koniec końców, nie zdecydowałam się z niego skorzystać, ale nie umierałam z głodu, dzięki pachnącemu dymem i mięskiem podgrzewającym się na grillu, stoisku z burgerami Mad Mick. A co mi tam. Raz na ruski rok można zaszaleć. Niezawodna okazała się również kafeteria na pierwszym piętrze i ich, ratująca koncentrację i moje życie rano, kawa. Osobiście, jeśli chodzi o konwentowe kulinaria, polecam wam również zachaczać o salę WTF!Azja, ponieważ nasz naczelny piekarz, Chechu, to osoba, która swoimi wypiekami doprowadza moje podniebienie do swoistego orgazmu, w szczególności, jeśli zetknie się ono z rozpływającym się w ustach mazurkiem.**

Właściwie nie wydałabym na tym konwencie ani grosza (poza kawą i jedzeniem), gdybym nie trafiła na stoiskach z wystawcami na wspaniałą ekipę Make Up Magic. Tutaj będzie trochę prywaty, ale nie wspomniałabym o nich, gdyby nie to, iż oferują naprawdę interesujący wachlarz kolorówki do oczu oraz ponieważ zaoferowali mi darmowy próbny makijaż. Burakku nie będzie wam tu owijać w bawełnę, przyznając, iż to najlepiej trzymający się w  ciągu dnia makijaż wieczorowy jaki miała na twarzy, dlatego uważa wydane pieniądze za dobrą inwestycję.

Nawiązując do wcześniejszej teorii o tym, co najbardziej w moim przypadku wpływa na postrzeganie konwentu, to przyznaję, wybór konwentowych atrakcji był dość szeroki. Jeżeli komuś wciąż nie pasowały atrakcje oferowane na miejscu, zawsze mógł wybrać się na zwiedzanie Bytomia w drodze do drugiego budynku konwentowego. Wydaje mi się, iż, z racji upału, niewiele osób podjęło takie wędrówki, ale to może być moje indywidualne wrażenie. Jeśli chodzi o atrakcje, jak zwykle polecam wam salę WTF!Azja. Poza tym, iż tylko w tej sali mogliście oglądać panele z prowadzącymi w bikini, to tym razem prowadziłam w niej dwie prelekcje: jedną, poświęconą azjatyckiemu jedzeniu w serialu Hannibal, oraz drugą, w niedzielny poranek, o cliche [kliszach] w kryminałach (już nie w bikini). Żałuję trochę, że na prelekcji o Hannibalu nie było więcej osób, ale widownia była bardzo ogarnięta, i, co Burakku lubi najbardziej, nie bali się odzywać. To samo się zresztą tyczy uczestników panelu o cliche. Na następnym konwencie przytargam jakieś nagrody dla tych, co otworzą usta i wydadzą dźwięki. Tylko bez śpiewania.

Jeśli chodzi o atrakcje, bardzo dobrze wspominam również panel poświęcony malowaniu kubków, prowadzony przez Henna.katowice. Obserwuję tego bloga od czasu, kiedy skorzystałam z hennowania tej artystki kilka lat temu i zawsze chciałam uczestniczyć w takich warsztatach. Cieszę się, że miałam ku temu w końcu okazję.

Na zakończenie tej relacji dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mnie oraz pozostałym prowadzącym w sali WTF!Azja w tegorocznym konwencie Animachina 2014, rozśpiewanemu teamowi Bubbletea (Bubbleteam?), równie rozśpiewanemu teamowi Glow Ultrastara, oraz wszystkim wspaniałym konwentowiczom***. Warto było przecierpieć spanie na zimnej podłodze i gorąc, żeby spotkać się z tak wspaniałą ekipą. Farewell Bytom i do zobaczenia na następnym konwencie – tym razem spotkamy się już na B6 w Krakowie (15-17 sierpnia), być może w odrobinie mniejszym upale.

 

*otwarta część imprezy w budynku oddalonym 15 minut spacerem, w żarze lejącym się z nieba

**zapomniałam wspomnieć, ale stoisko z Bubbletea ma +10000 punktów za śpiewanie i bose tańce

***szczególnie tym, korzystającym z pryszniców

Reklamy

3 comments

  1. Wydaje mi się, ze ciężko zorganizować imprezę nakierowaną na animację/komiks nie badając uprzednio ile osób zainteresowanych taką tematyką by w ogóle w Polsce na konwent przyjechało – dlatego pewnie jest więcej mangowców, którym konwenty bardziej przypadają do gustu. Ja nie znalazłam w planie nic takiego, co by mnie zainteresowało, a jeśli coś było to akurat kolidowało z czymś innym. No, ale mam nadzieję, że odbiję to sobie na B6 XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s