Kimuroza ekranowa [3]: Tsuki no Koibito

Jak zapewne pamiętacie, już 14 lipca swoją premierę będzie miał drugi sezon popularnego serialu z Kimurą Takuyą w roli głównej – „Hero”. Z tej okazji przez ostatnie trzy tygodnie zdecydowałam się dedykować notki na blogu moim ulubionym serialom z tym aktorem w roli głównej. Długo zastanawiałam się nad tym, jakiemu serialowi poświęcić ostatni z wpisów: z jednej strony planowałam wpis o jednej z nowszych serii, takich jak „A.I. Knows Love”, czy też specialowi „Miyamoto Musashi”, albo choćby „Nankyoku Tairiku” (wprwadzie nie tak zaraz najnowszy tytuł, ale wciąż niezły). Po głębszych przemyśleniach doszłam jednak do wniosku, że nie mam potrzeby zachęcać was do obejrzenia tych serii – są one na tyle popularne, że zwyczajnie bronią się same. Postanowiłam więc zmienić taktykę i, dla kontrastu, napisać o tej jednej dramie, która akurat kompletnie mi się nie podobała, bez znaczenia jak dobrych aktorów w niej wykorzystano, czyli „Tsuki no koibito”.

Po zedytowaniu notki dochodzę do wniosku, że powinni tę dramę nazwać „Tree Lovers”.

Spoilery poniżej, jak zwykle, oraz dużo drzew. Cały las. Na wstępie zaznaczam: to nie tak, że zamierzam was kompletnie odstraszać od obejrzenia tego serialu. To prawda: nie przepadam za nim i uważam, że nie był najlepszym wyborem w karierze żadnego z aktorów przedstawionych na plakacie powyżej, z Kimurą na czele. Sam serial, ku mojemu zdziwieniu, zebrał wiele pozytywnych opinii w fandomie. Niemniej jednak, „Tsuki no koibito” w moich oczach przedstawia czysty obraz zmarnowanego potencjału, bzdurnego dramatyzmu i wymuszonej przesady. Mieli być japońscy „Nędznicy,”* a wyszło jak zwykle. Przede wszystkim jednak, jak na wyczekiwany od trzech lat romans z Kimurą Takuyą w roli głównej, było słabo, a wątek romantyczny był równie drewniany, co krzesła produkowane przez Regolith.

Regolith to firma, której szefem jest właśnie główny bohater „Moon Lovers” – Hazuki Rensuke (w tej roli Kimura). Pod jego kierownictwem zajmują się oni właśnie produkcją mebli. Po godzinach Rensuke ubolewa nad korporacyjnością swoich wyrobów** oraz bawi się w księcia na białym koniu, między innymi przygarniając z chińskich slumsów młodą dziewczynę, Liu Xu Mei (Lin Chi Ling). W tym momencie warto wspomnieć, iż serial powstał na fali japońsko-chińskiego hura optymizmu: nawet zespół Kimury, SMAP, miał w tamtym okresie koncertować po Chinach i nawet wypuścił dla chińskich fanów specjalną chińsko-języczną wersję swojego największego przeboju, „Sekai ni hitotsu dake no hana„.*** Niemniej jednak, wracając do serialu, na miejscu chińskiej części widowni miałabym mieszane uczucia. Po pierwsze, mimo iż pierwsze odcinki prezentują kilka ciekawych faktów na temat chińskiej kultury nowoczesnej, prezentując współczesne miasta i architekturę, to jednak wątek planów ekspansji Regolithu na rynek chiński jest przedstawiony w typowym kontraście: biedne chińskie slumsy vs ta bogata, zmodernizowana Japonia. Z jednej strony, zapewne zwraca to uwagę widzów na problem kontrastu panującego w dużych azjatyckich metropliach. Jednakże, jakby tego było mało, główny antagonista**** historii, pierwsze knujące skrzypce „TnK”, Cei Feng Jian (Matsuda Shota i jego wspaniały chiński w tej roli), też jest z pochodzenia Chińczykiem. Czujecie już dyskomfort? Tymczasem, im dalej w las, tym więcej wiórów po meblach.

Hazuki nie dość, że ma na głowie słabnący sukces firmy, jego głowę zajmuje nie tylko piękna Chinka, którą promuje na modelkę swoich mebli, ale i dwie inne kobiety jego życia: Oonuki Yuzuki (Kitagawa Keiko), młodziutką modelkę z bogatej rodziny, oraz Ninomiya Maemi (Shinohara Ryoko), przyjaciółka z czasów studiów. Jak wiecie, zawsze zwracam szczególną uwagę na role kobiece w serialach i tutaj muszę przyznać, że wszystkie bohaterki mają z miejsca przerąbane. Po pierwsze, wszystkie ich wątki są opisywane tylko i wyłącznie w odniesieniu do Rensuke. Ninomiya jest świetnym fachowcem, ale znajduje prawdziwe szczęście dopiero u boku głównego bohatera – to ona ostatecznie stanowi dla niego inspirację, żeby pogodzić się z drzewami i oddać firmę w ręcę Cei Fenga. Jeśli chodzi o Oonuki, właściwie całym celem jej egzystencji jest upolowanie Rensuke na męża, dopóki on sam nie przemawia jej do rozumu, proponując jej skupienie się na inwestowaniu w siebie, a nie w bycie dobrą narzeczoną lub żoną. Z całego tego nieszczęśliwego czworokąta obronną ręką wychodzi niejako Liu Xu, która, pomimo tego, że jej wątek pojawia się jedynie dzięki byciu „odkrytą” przez głównego bohatera, stara się za wszelką cenę usamodzielnić: uczy się języka, rozwija znajomości z Japończykami, stara się trzeźwym okiem spoglądać na swoją karierę, jak i perspektywy bliższej znajomości z Rensuke. W końcu Chinom nie dostało się aż tak bardzo po pysku.

Mój ostatni zarzut wobec tej dramy to bardzo zmarnowany potencjał scenariusza. O ile kilka początkowych odcinków, kiedy poznajemy Rensuke, a jego znajomość z Liu Xu dopiero się rozwija, jest bardzo dynamicznych, w końcu fabuła dość gwałtownie i wcześnie osiąga punkt kulminacyjny. Po tragicznym wypadku z meblami Regolith, w którym wybucha jedno z obrotowych krzeseł, raniąc Bogu ducha winne dziecko,***** głównego bohatera sytuacja zaczyna stopniowo przerastać i przez kolejne odcinki, aż do końca, oglądamy jedynie jego konflikt wewnętrzny, dotyczący odejścia od wartości, tak bardzo hołubionych przez niego za czasów uniwersyteckich.  W efekcie, akcja z początku rozwija się niezwykle dynamicznie, by w końcu gwałtownie uderzyć po hamulcach. Kiedy już dobrniemy do końca, wygrzebiemy twarz z poduszek powietrznych rozwiązanego jakby na siłę wątku romantyczego między Rensuke a Ninomiyą, a gdy spanikowani rozglądaniemy się w około, wygrzebując z wraku obejrzanych odcinków, zauważymy, że po drodze, hamując, potrąciliśmy kilka słupów sensu, jedno drzewo  i kilku aktorów. Brzmi jak kompletna katastrofa, ale Fuji TV, stacja nadawania, uratowała nas od karambolu, ograniczając serial z planowanych powyżej 10 odcinków do, zaledwie, ośmiu.

Zawsze staram się znaleźć w serii jednak jakieś pozytywy. Poza oczywistym (Kimura), myślę, że „Tsuki no Koibito” to dobra okazja do przyjrzenia się bliżej różnym legendom i stereotypom dotyczącym japońskich modeli biznesu. Nie jest to pierwszy serial skupiający moją uwagę na problematyce bezdusznych azjatyckich korporacji, czy też szacunku do klienta prowadzącego nawet do dymisji szefa, w przypadku feralnego wypadku z wybuchającym fotelem. W każdej bajce jest trochę prawdy, więc, mimo iż wątek ten wydaje się silnie przerysowany i jakby zbyt pstrokaty, być może da się z niego wyciągnąć coś wartościowego na temat prowadzenia biznesu. Serial promuje również to, do czego tęskno dzisiejszemu pokoleniu karierowiczów, których reprezentantem jest Rensuke: świat wartości, w których samorealizację stawia się powyżej wzrost obrotów, i w którym tradycje, honor i uczucia są cenione wyżej niż praca i sukces zawodowy. Ostatecznie, Rensuke znajduje szczęście w dłubaniu w drewnie, a Liu Xu staje się w pełni samodzielna. Jest więc nadzieją, dla widzów, że zderzając się z „TnK” wyjdą tylko lekko poobijani.

Wprawdzie serial ten nie należy nawet do moich Top 10 ulubionych dram, ale nie żałuję, że go obejrzałam, ani że współuczestniczyłam w pracach nad jego tłumaczeniem na polski. Mam jednak wrażenie, że został on potraktowany czysto pod kątem przekonania, iż w przypadku serialu nadawanego w dobrą godzinę znane nazwiska zawsze przyniosą zysk. Zapowiadany romantyczny księżycowy romans został zaserwowany w formie drętwego niczym nieoheblowana deska, pokręconego czworokątu. Nie ma w tym nic przyciągającego uwagę i nawet sama obecność Kimury nie ratuje tej serii przed byciem zwyczajnie nudną historią. Jeżeli lubicie azjatyckie romanse, powinniście być zadowoleni, ale uprzedzam: nie spodziewajcie się fajerwerków. No, chyba, że wasz fotel obrotowy wyprodukował sam Regolith.

*poważnie, tak brzmiały pierwsze plotki o tej dramie. Drugie mówiły, że Kimura długo nie chciał zgodzić się na udział w tym serialu – po obejrzeniu serii już wiem dlaczego.

** koniec końców jednoczy się z jakimś drzewem w parku  i własnoręcznie produkuje składane drewniane krzesełka.

***  przez konflikty polityczne sprawa się skomplikowała, koncerty przełożono, ale sama piosenka doczekała się wydania.

**** chociaż z jego byciem „tym złym” można się kłócić. Ostatecznie Cai Feng prowadzi jednak firmę do rozwoju, zamiast rozwodzić się nad jej bezdusznością i brakiem charakteru i nie brata się z drzewami, tak jak to robi Rensuke.

***** TRUE STORY.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s