To już jest koniec… ale nigdy dla Backstreet Boys

W odpowiedzi na pytanie, czy oglądam tylko filmy z założenia serowe, odpowiadam: wystarczająco często. Tak na prawdę, zamierzałam popełnić w końcu notkę na temat drugiego sezonu „Hannibala”, ale jednak wciąż zbyt silnie targają mną różne emocje na myśl o finale, dlatego postanowiłam z tym jeszcze poczekać. „This Is The End” posłużył za przyzwoitą pralnię dla mózgu zarówno zmęczonego finałem, jak i lekko przerażonego wizją He-ate-us, czyli przerwy w fandomie Hannibala między jednym sezonem a drugim. Mimo iż film długo się rozkręcał, to okazał się nienajgorszym sposobem na otarciem łez, krwi i potu z czoła mojego i współoglądających Fannibals. Na dodatek, wszyscy byliśmy tym równie zaskoczeni.

 

Heavy spoilers inside, chociaż, czy ten plakat nie jest już wystarczająco spoilerowy?

„This Is The End” (pozwólcie, że będę się poniżej posługiwać skrótem „TITE”) jest komedią z 2013 roku , opowiadającą o tym, jak grupa znajomych aktorów radzi sobie z nastaniem końca świata. Film powstał na podstawie krótkiej komedii* z 2007 roku, zatytułowanej „Jay and Seth versus the Apocalypse” (pol. „Jay i Seth vs Apokalipsa”), autorstwa Evana Goldberga i Jason’a Stone’a. W krótkiej komedii wystąpili zarówno Jay Baruchel jak i Seth Rogen, którzy zagrali również główne role w „TITE”. Głównym pomysłem Goldberga i Stone’a, jak sami twórcy przyznali, było nakręcenie filmu, w którym aktorzy mogliby zagrać samych siebie, lub odrobinę przerysowane wersje samych siebie, ale stykających się z niecodzienną sytuacją. Tych w filmie nie brakuje: od opętania, po Emmę Watson z siekierą i wniebowstąpienia. Jak zapewne łatwo się domyśleć, naszym bohaterom przyjdzie przystosować się albo oszaleć.

Film zastaje nas w momencie kiedy Jay przyjeżdża do Los Angeles, by spotkać się z dawno nie widzianym przyjacielem, Sethem. Ten wyciąga go na przyjęcie w willi Jamesa Franco. Na przyjęciu aż ciasno od gwiazd różnego formatu, a alkohol leje się litrami. Jay próbuje wyrwać się z imprezy. Udaje się więc z Sethem do supermarketu, gdzie stają się świadkami próbki tego, co wkrótce czeka cały świat, a przynajmniej napewno całe Stany. Jak zwykle. What are the chances? Kilkoro przechodni zostaje uniesionych przez słupy światła, niemiła pani kasjerka zostaje przygnieciona przez wentylator. Karma? Obcy nie lubią nieuprzejmych ludzi? Zamiast się zastanawiać,** przyjaciele wracają na przyjęcie do willi Franco, gdzie nie znajdują schronienia na długo – tuż przed samym wejściem rozstępuje się ziemia i powstaje dół do samych piekieł. Seth i Jay ratują się z sytuacji wraz z kilkorgiem znajomych aktorów. Od tej chwili razem muszą stawić czoła życiu w świecie apokalipsy.

Kto wie, z jakimi problemami nam przyjdzie stanąć w obliczu końca świata?

Tak jak wspomniałam wyżej, film rozkręca się powoli i a humor na początku jest dość suchy. Jednak w miarę tego, jak pokręcona staje się sytuacja, poziom absurdu, również jeśli chodzi o poczucie humoru scenarzystów, szybko wzrasta. Osobiście ginęłam ze śmiechu, zarówno w trakcie żmudnego przekopywania się do piwnicy, opętania jednego z aktorów, czy w końcu samego zakończenia, kiedy to bohaterowie, już po spotkaniu w zaświatach organizują koncert Backstreet Boys. Jak widać sławie tych panów ani upływ czasu, ani nawet apokalipsa nie zagraża.

Co mnie najbardziej zdziwiło, to fakt, iż w tak głupawej komedii znalazło się miejsce na całkiem poważne wątki. W miarę rozwoju filmu, okazuje się, że każdy z bohaterów miał coś na sumieniu, jedni uważali się za lepszych od drugich, niektórzy byli zbyt próżni, a inni zbyt chciwi. Bohaterowie poruszają również kwestie moralności, poświęcenia dla innych, bycia fair wobec samych siebie oraz wobec swoich przyjaciół, szacunku, przetrwania i godności. Zaznaczam, wszystko to w filmie, w którym Danny McBride zostaje sado-masochistycznym przywódcą klanu kanibali. Zderzenie absurdu z całkiem poważnym i dydaktycznym przesłaniem jest na tyle satysfakcjonuje, że rewanżuje powolne tempo na początku filmu i wyjątkowo nudnawe z początku dialogi.

Zanim więc jednoznacznie skreślicie „TITE” z waszej listy filmów do obejrzenia, bo komedia  i nie warto tracić czasu, polecam zastanowić się dwa razy. Mimo wszystko, jest to całkiem niezły film. Jest z czego się pośmiać,*** tanie efekty zupełnie nie przeszkadzają w odbiorze filmu i nawet jest się nad czym zastanowić . Bądź, co bądź, sami nie wiemy jak zareagowalibyśmy w sytuacji, kiedy cały znany nam świat staje w ogniu, a z nieba pada złem (dosłownie). Ja po obejrzeniu tego filmu wiem jedno. Jeśli po apokalipsie trafię na imprezę w niebie zdecydowanie muszę na nią sprowadzić Backstreet Boys.

 

 

 

* naprawdę krótkiej, ma niecałe 9 minut, można obejrzeć na YT

** ja bym się zaczęła zastanawiać, więc pewnie szybko bym zginęła.

*** scena opętania to majstersztyk po prostu, a kwestii demona sama nie napisałabym lepiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s