Zakostkowani

Różne rzeczy już w życiu widziałam szczute cycem. Chyba większość została wspomniana przy okazji notki na blogu Zwierza Popkulturalnego, ale pamiętacie misia z Coccolino?

Jego to też nie ominęło.

Ponieważ prawdopodobnie przywykliśmy już do reklamowania ładnymi białymi kobietami produktów wszelkiej maści, od płynów do płukania po odżywki do roślin, w całej Pyrkonowej dyskusji nasuwa mi się jedno ważne, ale to niezwykle ważne pytanie: tak właściwie, to po jaką cholerę? Dlaczego trzeba konwent rozpoznawalny w całym kraju (i nawet za granicą) reklamować pół nagą kobietą?

Przyjrzyjmy się faktom. Pyrkon to duża impreza. Nawijam o niej co najmniej raz, dwa razy w tygodniu na antenie, więc sama twarz mi się cieszy jak widzę ile pracy zostało w to włożone. Ponad 12 bloków programowych, goście z zagranicy, konferencje przez Skype, masa sprzedawców, chyba na każdy temat w popkulturze, jakim się interesujemy, znajdziemy tam odpowiedni panel albo dyskusję, gry, LARPy, RPGi. W dodatku cenowo nie jest tragicznie, miejsca jest dużo. Poznań – ładne miasto. Słowem, czego dusza zapragnie.

Wiadomo, kobieta, jeśli przyzwoitej urody i ubrana odpowiednio skąpo, sprzeda wszystko.* O ile jednak rozumiem tę strategię w przypadku lokalnej szkółki iglaków, czy nawet Dużych Sieci Sklepów Sprzętu Z Elektroniką, to w przypadku eventów popkulturowych kompletnie mi to ucieka. Bo jaki przekaz uzyskujemy w kontekście pozostałych reklam? „Panie, kup toner, kobiety na to lecą.” A co jeśli rozebrana pani kąpie się w kostkach do gry? Wprawdzie organizatorzy konwentu w specjalnym oświadczeniu przyznali, że nie meli na myśli uprzedmiotowienia kobiet, tworząc spot, ale zestawienie hobby z codziennością, reprezentowaną przez fakt kąpieli. Problem w tym, że jeśli zdecydujemy się w reklamie zastosować motywy jednoznacznie się kojarzące, to reklama będzie się jednoznacznie kojarzyć, bo seks sprzedaje**.

Spot wywołuje nie tylko problem uprzedmiotowienia kobiet-geeków oraz kobiet w ogóle, ale zastanówmy się przez chwilę, kto uczęszcza na takie imprezy. Sama widuję na konwentach dzieci w wieku niżej niż gimnazjalnym.  Dlaczego duża, dobra impreza ma więc popularyzować nieprzyjazne schematy, którymi zapewne większość z nas wolałaby, żeby przyszłe pokolenia już nie musiały się za te kilka, lub kilkanaście lat, przejmować? Często słyszę od innych feministek, że to co robimy teraz, to całe genderowanie, rozgrzebywanie problemów reprezentacji i równości, nie robimy dla siebie, ale dla kolejnych generacji. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy coś zmienić w społeczeństwie, np. rozumienie kobiet w fandomie, musimy zacząć od siebie, bo nikt za nas tego nie zrobi. Problemów, niestety, czeka nas masa, a jeden spot z panią w wannie kostek to tylko szczyt góry lodowej.

Dobrze, że przy okazji  tej dyskusji pojawiły się głosy o tym, co w fandomie nie gra.  Generalnie jestem też zdania, że fandom azjatycki jest jednym z najbardziej wyważonych w kwestiach płciowych fandomów. Nie zmienia to jednak faktu iż w każdym środowisku pojawiają się znane od lat problemy: molestowanie, ośmieszanie, uprzedmiotowianie. Dobrze, że głosy w tej sprawie zaczynają się pojawiać, bo można by odnieść wrażenie, że fandom to taka mała idylla, gdzie wszyscy są równi i mają takie same prawa. Tymczasem, slut shaming, stalkerzy, macanki, fake geek girls – to wszystko już mamy. Z tego, co obserwuję w fandomie międzynarodowym, jeżeli chcemy coś z tym fantem zrobić, będziemy musieli poświęcić na to wiele pracy i cierpliwości, o wiele więcej niż pojedynczy zryw, przy okazji jednej feralnej reklamy. Nie musimy ograniczać się w tym jedynie do sfery blogowej, konwenty to też dobre miejsce, gdzie można poruszać kwestie równościowe w bardziej bezpośredni sposób, np. przez panele dyskusyjne i konferencje. Zresztą, w erze social media, czy jest jakiś kanał, którego nie da się wykorzystać w dobrej sprawie?

Żeby nie było, że jestem pierwsza do rzucania kamieniami. Jako część radiowej społeczności sama nie czuję się bez winy. Brakuje mi palców u rąk na cycem poszczute reklamy na Facebooku, i żarty, żartami, fetysze swoją drogą, ale jestem pewna, że my też często zapominamy, że mamy sobą coś reprezentować. Najwyższy czas coś z tym zrobić, więc apeluję, zarówno do moich współpracowników, osób związanych z branżą, ale i wspaniałych słuchaczy, o większe zainteresowanie kwestią równouprawnienia i nie zamykanie uszu od razu na dźwięk słów „feminizm”,  „gender”,  czy „przywilej”***. Warto pamiętać, że nie chodzi o to, żeby tylko jednej grupie społecznej żyło się lepiej, ale żeby podnieść standard i komfort dla wszystkich.

Na zakończenie podkreślam ponownie, że to, o czym rozmawiamy, zresztą nie od dziś, to nie tylko problemy dotyczące jedynie aktualnych członków fandomu, ale i przyszłych. Wiem jak wygląda moja grupa słuchaczy, najmłodsi mają nawet po 12 lat. Marzy mi się, żeby zamiast reklam mówiących „Kobieta w popkuturze jest od epatowania gołą łydką” dostawali przekaz „Konwenty są dla wszystkich, niezależnie od płci, przekonań i koloru skóry”. Żeby to osiągnąć trzeba jednak zakasać rękawy i wziąć się za siebie. Kości zostały rzucone, również poza wannę.

*swoją droga, rozebrany, przyzwoitej urody mężczyzna też sprzeda wszystko

**ang. sex sells

*** więcej na temat przywileju i z czym to się je napisałam w notce o Merridzie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s