Merrida Waleczna, czyli po co ten cały feminizm

Podejrzewam, że na dźwięk tego tytułu ciśnie się na usta coś w stylu „DJ B., litości, tak bardzo 2012,” ale, wierzcie mi, lub nie, istnieją osoby, które jeszcze nie oglądały tego filmu, a ponieważ moja współlokatorka z oglądania serii sci-fi przerzuciła się na nadrabianie Disney’a, udało mi się, zupełnie niezamierzenie, ponownie obejrzeć „Merridę…”. Ponieważ wyznaję zasadę, że każda okazja jest dobra na szerzenie wśród fandomu radosnej nowiny równouprawnienia, postanowiłam skorzystać z okazji, która mi się nadarzyła i przy okazji tego filmu przybliżyć wam kilka faktów o mojej największej akademickiej miłości, czyli feminiźmie.

MV5BMzgwODk3ODA1NF5BMl5BanBnXkFtZTcwNjU3NjQ0Nw@@._V1_SX640_SY720_

Muszę przyznać, że dwa lata po premierze filmu naczytałam się już chyba wszystkich możliwych teorii na temat tej historii. Najbardziej skrajne opinie hołdują dzielnej Meridzie, jako najintensywniej feministycznej z bohaterek Disney’a – z drugiej strony część krytyków wypomina, że ci co bardziej hura-optymistyczni zwolennicy tej bajki, zapomnieli już chyba o dzielnej Mulan ratującej, w odróżnieniu od Merridy, która ratuje tylko swoją matkę, całe Chiny, i złamanym przez jej twórców kanonu księżniczek. Nie sposób opóścić tutaj również roli, jaką odegrały jeszcze nowsze produkcje: „Księżniczka i Żaba” – kobieta ratuje mężczyznę,* „Alicja w Krainie Czarów” – dziewczynka ratuje samą siebie, „Atlantyda” – kobieta ratuje całe miasto, itd. Jaka może być więc wartość dodana „Merridy”? Otóż, chodzi o kwestię przywileju.

Przywilej to bardzo podstawowe pojęcie w feminiźmie, chociaż nie dotyczy tylko tej teorii. Z przywilejem spotykamy się też w tekstach traktujących np. o postkolonialiźmie lub problematyce nierówności społecznych i, szczerze mówiąc, właśnie jeden z takich dyskursów zazwyczaj podaje się jako przykład obrazujący problematykę przywileju. Na jakim tekście by się jednak nie oprzeć, ważne jest uświadomienie sobie pewnej zasady: przywilej nie jest czymś, o czego posiadaniu sami możemy zdecydować. Nie jest też niczyją winą. Z przywilejem zwyczajnie się rodzimy, czy tego chcemy czy nie. Każdy taki przywilej posiada, np. kobiety o białym kolorze  skóry będą go posiadać względem kobiet kolorowych (np. w kwestii nadreprezentacji w serialach lub filmach), ale będą go również posiadać mężczyźni wobec kobiet.

Problemem nie jest więc samo posiadanie przywileju, ale fakt korzystania z niego w niewłaściwy spsoób. Spójrzmy na to z tej popkulturowej, przytocznej wcześniej, strony. Biorąc pod uwagę moje ulubione seriale ostatnich dwóch lat, tylko w trzech na dziesięć pojawiła się sylwetka kolorowej kobiety w roli osoby na najwyższym stanowisku – w pozostałych albo zajmowały one niższe stanowiska niż kobiety białe, albo w ogóle nie pojawiały się w pierwszo- i drugoplanowej obsadzie. Zauważcie, że jest to jedynie odosobniony przykład, bo w każdej dziedzinie życia można zauważyć obecność przywileju.** Co więc można zrobić, żeby zmniejszyć efekt przywileju, skoro nie sposób go uniknąć na codzień? Można położyć nacisk na edukację nakierowaną na równouprawnienie,  wspierać różnorodną reprezentację płci w kulturze, nie nakierowaną na jej binarną reprezentację, lub od najmłodszych lat pokazywać dzieciom, że zasługują na bycie traktowanymi na równi, niezależnie od tego, czy są małą księżniczką czy królewiczem.

Prawo do wyboru jest równie ważnym postulatem feministycznego myślenia. W nawiązaniu do „Merridy”: ostatecznie  Królowa zgadza się odejść od tradycji konkurowania o rękę księżniczki, a książęta przytakują, potwierdzając, że właściwie z własnej woli to oni nie godzili się na takie traktowanie. Merrida sama nie zamierza od początku korzystać z „przywileju” wyboru księcia z trzech kandydatów – w końcu, dlaczego umiejętności w łucznictwie mają decydować o zaślubinach? W Merridzie nie jest najważniejsze to, że odbiega od księżniczkowych standardów nie będąc uwięzioną w wieży, czy też nie przykładając wagi do spełniania swoich obowiązków jako kobiety na królewskim dworze  – liczy się to, że jej styl życia pozostaje efektem jej własnego wyboru, który, wprawdzie nie od razu, ale jednak, nie pozostaje bez akceptacji jej najbliższego otoczenia.

Przywilejem dla samej Merridy jest również, bez dwóch zdań, wolność, jaką cieszy się w swojej rodzinie. Bądź co bądź, mimo tego iż Królowa nieustannie upomina ją, co księżnicce wypada, a co nieszczególnie, Merrida może beztrosko spędzać dnie również poza zamkiem i ćwiczyć łucznictwo.  W tej kwestii wydaje się być bardziej wolna niż jej kandydaci do ślubnego kobierca, chociaż o ich życiu poza konkursem wiemy niewiele, ponad historie o ich niezwykłych dokonaniach i sile, serwowane przez ojców młodych mężczyzn. Bracia Merridy nie dostarczają w tym obszarze wielu informacji, ponieważ, jako dzieci, obowiązują ich inne zasady, albo nawet ich brak. Jednakże, kwestią radzenia sobie z przywilejem nie jest zawsze kompletna z niego rezygnacja – w wyniku całej przeżytej przygody Merrida nie rezygnuje przecież ze swojego przywileju „wolności”: wręcz dzieli się nim z Królową a i użycza go książętom-kandydatom, którzy, dzięki decyzji Królowej, mogą sami wybrać sobie narzeczone.

Podsumowując, uważam jednak iż najpiękniejszym i najważniejszym morałem serwowanym odbiorcom filmu, bez względu na wiek, jest to, iż najbardziej liczy się, by akceptować nie tylko uniwersalną możliwość wyboru, ale i swoją różnorodność. Wydaje mi się, że również w tą stronę powinny zmierzać nowoczesne produkcje dla dzieci i młodzieży, kładąc większy nacisk na wielobarwność i wieloaspektowość postaci, ich problemów i stylów życia. Z niecierpliwością czekam na rozwój bardziej queerowych postaci i eksploatowanie ich przygód w równie wzruszający sposób jak film o rudowłosej wojowniczej księżniczce.

*mówi się, iż ta sama historia tyczy się „Zaplątanych,” ale myślę, żę w tym przypadku akurat magia równouprawnienia zadziałała w dwie strony

** zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dział z zabawkami dla dziewczynek ocieka różem, a dział dla chłopców jest bardziej kolorowy, albo czy urosną wam wąsy od wypicia jogurtu „dla mężczyzn”?

Reklamy

3 comments

  1. Dopiero co trafiłam na Twojego bloga i chyba zabawię tu na dłużej. Spodobało mi się to co napisałaś o „Brave” i z chęcią przeczytałabym co myślisz o „Frozen”, w którym jestem totalnie zakochana :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s