zew konwentowy

Od dwóch tygodni, albo i dłużej, męcze posta na zupełnie inny temat, ale filmik jednej z moich ulubionych vlogerek przypomniał mi właśnie datą, że przecież jest już połowa lipca, a tematyką, że znajdujemy się w tak zwanej pełni konwentowego sezonu.
Oczywiście, nasze konwenty, to nie to samo co konwenty gdzieś, hen, za oceanem i, jak mi życie miłe, nie spotkałam jeszcze osoby, która by się musiała bardzo zastanawiać nad tym, co włożyć udając się na conplace, tak jak to opowiada Kristina w filmiku powyżej. Impreza imprezie nie równa, jednakże, moi słuchacze jak wszyscy otaku jeżdżą na konwenty, ja też, chociaż może i nie na każdy, na który bym chciała. Chociaż ja, stary wyjadacz,  już długo nie uczestniczę w nich jedynie jako uczestnik i staram się to zawsze zaznaczać w moich wypowiedziach dotyczących kownentów, to co jakiś czas przez panel pozdrowień przewijają się  podobne pytania: czy warto jeździć na kowenty, jak to jest z tymi konwentami, jakie polecam itd.
Moim pierwszym kowentem był Dojicon 6, więc wstrzymajcie proszę wodze z zarzucaniem mi, że co ze mnie za wyjadacz, jak wy już jeźdźiliście na konwenty jak Burakku biegała w majtkach po ogrodzie. Może i było to zaledwie 7 lat temu, ale wiele przez ten czas się zmieniło w temacie kowentowym i w moich wymaganiach, co do takich imprez. Poza tym, swoje odespałam na zimnej podłodze, wyjeździłam się w tę i we w tę PKS i PKP, przemakałam w kolejkach, szukałam kluczyków do czołgu, a więc te i inne ekstremalne atrakcje nie są mi obce.
Dojicon 6, 2006, pół królestwa i ręka księżniczki temu, kto mnie znajdzie na tej focie
Wydaje mi się, że patrząc na konwenty z perspektywy lat ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona ze zmian, które w nich zaszły. To prawda, wejściówki są droższe, a mangowcy dalej nie przejmują się higieną, więc nie wszystko jest takie wspaniałe, jakby się wydawało, ale na pewno poprawiła się organizacja, szczególnie w przypadku większych konwentów. Czuje się czasami rozpuszczona do tego stopnia, że jeśli jakaś impreza nie dostarczy mi spisu atrakcji co najmniej na  tydzień przed godziną zero, to już czuję się źle z uczestniczeniem w niej – to zabawne, bo to się wydaje teraz takie oczywiste, że jak jest konwent, to plan atrakcji będzie wcześniej. Jednakże, nie wszędzie to działa, a szczególnie prowadzący atrakcje nie lubią być stawiani przed faktem dokonanym, więc mega plus za współpracę organizatorów z twórcami, jaką mamy dzisiaj. I znów, nie każdemu udaje się dobrze odbębnić pracę i stąd masa wpadek i hejtów na niektóre imprezy, ale ponownie biorąc pod uwagę perspektywę czasu, dochodzę do wniosku, że na pewno nie jest gorzej niż było.
Już pozostawiając na dalszym planie samą kwestię uczestnictwa, bo tutaj wszystko zależy od osobistych preferencji: czy nam podejdą atrakcje*, czy mamy z kim się zakręcić i jaki budżet planujemy przeznaczyć na przetrwanie, jako twórca z grubsza jestem zadowolona. Organizowałam lub współorganizowałam już różne rzeczy, konkursy, panele, sesje LARP, warsztaty taneczne a nawet wystawy i widzę postęp. I to nie tylko dlatego, że od jakiegoś czasu udaje mi się zakręcić wokół jednej sali tematycznej, co na pewno wpływa zdecydowanie na komfort sytuacji (nie trzeba biegać między salami, wiadomo kto odpowiada za sprzęt itd). Organizacja, współpraca, planowanie, wszystko poszło trochę do przodu i chociaż popularne jest wciąż typowo polskie podejście „A, jakoś to będzie!” to jednak wiele imprez wychodzi z tego obronną ręką i uczy się na błędach i sukcesach.
B-con 2009, nie mam pojęcia co to było, panel o fansubach?
Warsztaty bento 2012 Bxmass con 3
Biorąc pod uwagę swoje doświadczenia jako uczestnika konwentów oraz twórcy atrakcji, jeśli ktoś pyta mnie, czy warto jeździć na konwenty mogę śmiało powiedzieć, że warto. Można narzekać, że drogo, że atrakcje w kółko te same itd., ale przecież duży wpływ na to, czy ostatecznie uznamy konwent za dobry, mają ludzie, których tam spotkamy. Niezależnie od tego czy chodzi tu o organizatorów, helperów czy innych konwentowiczów. Dużym plusem, jeśli chodzi o uczestniczenie w konwentach, jest przecież właśnie możłiwość spotkania nowych ludzi, lub starych znajomych, ale generalnie tych którzy dzielą z nami podobną pasję. W którą stronę takie znajomości pójdą dalej, to już zależy tylko i wyłącznie od nas.
Ponadto, kolejnym plusem jest możliwość zaczerpnięcia inspiracji z nowych źródeł. To zabrzmi trywialnie, ale po coś jednak te atrakcje są organizowane. Może więc warto spróbować czegoś nowego i udać się na ten dyskusyjny panel o manhwach, albo jdramach fantasy? No, chyba, że naprawdę jedyną rzeczą, jaka nas w życiu interesuje jest jakiś konkretny tytuł anime i jesteśmy święcie przekonani, że już nic nas w życiu nie zainteresuje. Nic bardziej mylnego. Warto usiąść i posłuchać, a jak już zasiądziecie, to gwarantuję wam, że nikt was nie pogryzie za udzielenie własnej opinii na dany temat, a prowadzący na pewno odpowiedzą na wasze pytania.
Risucon 2013, panel o żarciu azjatyckim po polsku
Jeśli ktoś nigdy nie uczestniczył w żadnym konwencie i wciąż się wacha, bo nie wie, czego się spodziewać, zawsze może wybrać się na jakiś jednodniowy event, np. taki jak Risucon, który odbył się w zeszłym tygodniu w Nowym Sączu. Takich eventów pojawia się wiele w polskich miastach różnej wielkości i chociaż odpadają wam tutaj takie atrakcje jak spanie na podłodze, czy żywienie się zupkami z Vifona, to często nie ustępują one niczym dobrze zorganizowanym salom tematycznym na konwentach. Informacje o nich można zaczerpnąć z popularnych serwisów poświęconych Azji lub z Konwentów Mangowych.
Suma sumarum, na pytanie jak to jest z tymi konwentami mogę odpowiedzieć, że ciekawie i właściwie, co widać np. po dużej ilości krytyki, którą otrzymują organizatorzy konwentów, wiele wskazuje na to, że możę być coraz lepiej. Po samej tematyce widać, że nie kręcą się one już tylko i jedynie wokół Japonii (chyba, że konwencja tego wymaga), że pojawia się wiele interesujących atrakcji i, że praca, którą wkładają w nie uczestnicy i organizatorzy się opłaca (patrz: eliminacje do Eurocosplay) .Warto jest więc się spiąć i ruszyć cztery litery nawet kilkaset kilometrów, jeśli w perspektywie mamy dobrą zabawę i miłą ekipę.  Zachęcam więc was do podjęcia tego ryzyka – w najgorszym wypadku będzie do niczego i dojdziecie do wniosku, że wyrzuciliście czas i pieniądze w błoto, ale zawsze będziecie bogatsi o nowe doświadczenia.
*swoją drogą, jeśli nie podejdą, to po co wydajecie pieniądze na ten konwent? Szczególnie teraz, kiedy plany znane są wcześniej.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s