japonia popem płynąca

Za każdym razem, kiedy ktoś prosi mnie, żebym poleciła coś w jpopie, zostaję postawiona przed niezwykle trudnym zadaniem wybrania z ogromu wykonawców kogoś ciekawego, charakterystycznego ale jednocześnie nie nazbyt banalnego i zdecydowanie nie oklepanego. Pomijając oczywisty dylemat, że jpop to nie tylko muzyka popularna, ale każda muzyka tworzona w Japonii (a więc i jrock, enka, visual, jreggae itp.) wybór wciąż jest ciężki do zawężenia, jeśli nie przyjąć jakiegoś prostego kryterium, na przykład artyści popularni odrobinę mniej.

Prawda, może i wymyślam i wybyrzydzam, przecież mogłabym wam tutaj napisać „Hej, słuchajcie AKB, EXILE i Gackta”, co w sumie byłoby nawet dobrym wyborem, ale skoro mogę jakoś zaingerować w czyjeś gusta muzyczne, to tym chętniej otworzę zbiory swojej muzycznej kolekcji na mniej znanych wykonawców, których w Radiu Aoi też nie słyszę na codzień.

ZESPOŁY

Ponieważ w samym japońskim popie przez długi okres czasu interesowali mnie wyłącznie artyści z agencji Johnny’s Entertainment nie neguję tego, że warto zwrócić na nich uwagę – przede wszystkim dlatego, że, przynajmniej w mojej opinii, są bardzo klasyczni, jeśli chodzi o pojęcie boysbandu, które zazwyczaj kojarzy się z latami 90. i blond czuprynkami Backstreet Boys.

Oczywiście, JE samo w sobie słynie też z zespołów przełamujących wizerunek grzecznych śpiewających chłopaczków, z którego znana jest agencja – TOKIO o bardziej rockowym brzmieniu, czy Kanjani8, czerpiący w swojej muzyce nie tylko z rocka ale nawet z enki, są dobrymi przykładami zespołów, które zdecydowanie odstają od takiego obrazu Dżonysów, jakiego można by się spodziewać po najbardziej znanych z agencji zespołach Arashi, NEWS czy KAT-TUN. Jednakże, o dżonysach przeczytać więcej możecie w odpowiedniej notce na ich temat, czy posłuchać co tydzień w audycji Burakkulalaland (niedziele, 19:00-20:00).

Praktycznie na równi z dżonysami jeśli chodzi o przykład fajnego jpopowego boysbandowego brzmienia zazwyczaj podaję W-inds

W-inds, jak na zespół który zadebiutował już ponad 10 lat temu trzymają się niezwykle dobrze, co zresztą widać na teledysku powyżej. Zazwyczaj wspominam o nich, ponieważ ze względu na swoją długą działalność oraz bardziej „zachodnie” brzmienie świetnie komponują się w zestawieniu z gwiazdkami popu z innych części Azji, jeśli chodzi o wynajdywanie podobieństw w kształtującym się stylu. W-inds wyróżniają się dla mnie nie tyle muzyką, co genialną choreografią, tworzoną często przez samych członków zespołu. Poza standardową działalnością członkowie często pracują również tak jak inne gwiazdy jako aktorzy lub wydają płyty solowe, takie jak świetny album głównego wokalisty, Keity Tachibany, zatytułowany „Koe”.

Jeśli chodzi o zespoły z żeńskimi głosami w tle, to pierwszym który przychodzi mi na myśl, jest Rin’.

Rin’
Zapewne jest to jeden z tych zespołów, które wiele osób jednak kojarzy, ponieważ ich popularny utwór „Sakura Sakura” często przewija się przez różne serwisy, kiedy ktoś wspomni o temacie wiosny :P. Ponadto, muzykę Rin’ bardzo łatwo jest rozpoznać jako łączącą brzmienie tradycyjnych instrumentów takich jak koto czy biwa z nowoczesnym stylem. Zdolne adeptki Narodowego Uniwersytetu Sztuk Pięknych i Muzyki w Tokio nagrały jednak całkiem sporo płyt, oprócz te wspomnianej, w czasie swojej krótkiej, bo zaledwie 6-letniej działalności jako zespół.
Panie wzięły również udział w szeregu projektów, dzięki którym nagrały m.in. muzykę do filmu z serii Kamen Rider („Hibiki & The Seven Senki”), piosenkę „Samurai Heart” wspólnie z zespołem AAA, czy soundtrack do dramy „Hana goromo yume goromo”. Jedna z płyt zespołu, „Inland Sea”, została nawet wydana w Europie (2006)! Rin’ są na tyle wspaniałe, że za każdym razem, kiedy ich słucham żałuję, że nie nagrywają już wspólnie – ostatni solowy album Many Yoshinagi (w zespole grała m.in. na koto i shamisenie) „EP” ukazał się również dość dawno, tj. w 2009 r.
ARTYŚCI SOLOWI

Pozostając w temacie głosów żeńskich – być może nie jestem największą fanką japońskich girlsbandów, ale jeśli chodzi o solistki, to już jest ich nagrań w mojej kolekcji całkiem sporo, na czele z moją ulubioną Shiiną Ringo.

Shiina Ringo – La Salle de Bain przez ange-poetique

Muzyka Shiiny zdecydowanie przyciąga uwagę – z jednej strony ze względu na charakterystyczny głos typu „kochaj albo znienawidź”, a z drugiej ze względu na teledyski, o których, tak jak w przypadku zaprezentowanego powyżej, powiedzieć „niepokojący” to zdecydowanie za mało. Shiina stworzyła też genialny w swoim rodzaju soundtrack do równie wspaniałego filmu „Sakuran”, z Anną Tsuchiyą w roli głównej. Shiina pozostaje wciąż aktywną artystką: jeszcze w zeszłym roku wydała m.in. album „Color Bars” i współpracowała przy tworzeniu oprawy dźwiękowej sztuki „Egg” w reżyserii Hidekiego Nody.

Kadr z filmu „Sakuran”, reż. Toru Yamamoto, Japonia 2007

Drugą solową artystką, o której wypada mi wspomnieć jest zdecydowanie Cocco, chociaż „pop” w tym przypadku to określenie dosyć względne.

Być może do Cocco bardziej pasuje określenie artystki indie, jednak muzyka, którą tworzy jest niezwykłym połączeniem japońskiego folk i popu. Trafiłam na tą artystkę dzięki jej projektowi Inspired Movies. Cocco zaintrygowała mnie na tyle, że przepadłam na dość długi czas próbując odnaleźć w Internecie większość jej nagrań, co nie było wcale tak łatwym zadaniem, bo wraz z 9 albumami czekało na mnie jeszcze 9 kolejnych singli do odkrycia. Ostatecznie sfiksowałam na punkcie Cocco tak bardzo, że nawet pewnego pięknego dnia doszłam do wniosku, że jej dyskografia mogłaby być prawie idealnym soundtrackiem dla mojego życia :P.  Bardzo żałuję, że w zeszłym roku Cocco nie wydała żadnej piosenki i mam nadzieję, że nadrobi to w najbliższym czasie.
Mówiąc o solistach nie sposób mi ominąć ogromnej części mojej dyskografii jaką zajmują soliści męscy. Dlatego zdecydowałam się wybrać dwa nazwiska, z którymi przynajmniej wiąże się dla mnie jakaś historia. Historia nr.1: znajoma Burakku pewnego pięknego lata ok. 4 lata temu udała się do Kraju Kwitnącej Wiśni i zwiedzając tradycyjne tokijskie centrum handlowe trafiła na promocję piosenki jakiegoś Japończyka, którego nazwiska nie zapamiętała, ale mniej więcej zapamiętała kawałek. Czas minął, Burakku poznała swoją znajomą, po czym ta przypomniała sobie o śpiewającym w centrum handlowym Japończyku i wygrzebała jego utwór z czeluści YT. Osobiście wciągnęłam się bardzo w temat Yuyi Matsushity tłumacząc jego piosenki i odkrywając kolejne nagrania. Zapewne nazwisko pana macuszita zrobiło się bardziej znane po jego roli Sebastiana w musicalu „Kuroshitsuji” (który to musical, swoją drogą, jest bardzo fajny i na poziomie więc poleca go sobie obejrzeć, szczególnie jeśli jesteście fanami serii).
Matsushita jako Sebastian
Bardzo cieszy mnie fakt, że staje się on bardziej popularnym artystą – ostatnio nawet będąc na jpopwo-kpopowej imprezie mogłam potańczyć do „Super Drive”, więc jestem wniebowzięta. Jego nowe nagrania są wspaniałe, energetyczne i widać, że Yuya pracuje nad tym, żeby podnosić sobie poprzeczkę. Jeśli interesuje was jego muzyka poleca jednak zwrócić uwagę na jego nagrania w stylu R&B, szczególnie te nagrane z duetem Sista, takie jak „Koe ni narenakute” (poniżej).
Jak zapewne zauważyliście, również z własnego doświadczenia, czy też z przykładów przytoczonych w ciągu tej notki, w japońskim przemyśle rozrywkowym bardzo często zdarza się tak, że piosenkarze zajmują się karierą aktorską lub na odwrót – aktorzy zaczynają nagrywać swoje piosenki. Jednym z takich przypadków jest jeszcze jeden artysta, na którego chcę dziś zwrócić waszą uwagę, znany z ekranizacji komiksu „Nodame Cantabile”, i reklam sieci Mr. Donut Tamaki Hiroshi.

Donut z Mister Donut w Mister Donut z Mr. Tamakim z donutem z Mister Donut. Donutocepcja.
Bardzo lubię oglądać Tamakiego w dramach, dlatego z przyjemnością odkryłam, że zdarzyło mu się nagrać kilkanaście płyt. Głos Tamakiego jest niski i uspokajający, nadaje się do lekkich ballad i wesołych,  wpadających  w ucho kawałków. Prawdopodobnie już zawsze, na dźwięk tego nazwiska, będę słyszeć w głowie „Slow Time”… i przy okazji wyobrażać sobie, że jest lato, wakacje, a ja do niczego nie muszę się spieszyć.
Mam nadzieję, że w wolnym czasie przesłuchacie chociaż po jednym utworze wyżej wymienionych artystów i artystek – być może nawet uda się wam na nich trafić na jednej jakiejś audycji w Radiu. Może w ramach wiosennych porządków tak jak ja odkurzycie swoje kolekcje muzyczne i znajdziecie tam zespoły i wykonawców, których chętnie polecilibyście pozostałym słuchaczom.~ Pszcie o swoich propozycjach i śmiało proponujcie ich utwory na antenie – kto wie, może to dzięki wam ktoś trafi na swój nowy ulubiony jpopowy kawałek godny polecenia?
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s