na małym dramowym ekranie

… i wcale nie chodzi tutaj o jakieś podejrzane zamiłowanie do dramatycznych filmów, dramatów rodzinnych, tragicznych romansów, antycznego teatru, widoku dziecka ochlapanego błotem przez pędzącego tira i tym podobnych. Drama – tą nazwą określa się seriale rodem od Japonii po Tajlandię. Jak wszystkie serie, dramy również posiadają swoje podgatunki, takie jak komedie, suspense, szkolne, które różnią się między sobą w zależności od miejsca realizacji. Tak w skrócie klaruje się ten termin; dramy o dłuższego czasu są popularne poza Azją, również w Polsce, więc w efekcie nawet mnie na pewnym etapie w końcu dorwała dramomania.

Ostatnio niestety nie mam już tyle wolnego czasu, żeby oglądać większość interesujących mnie tytułów, albo chociaż być na bieżąco z nowymi sezonami. Zawsze jednak chętnie opowiadam o serialach, albo staram się o nie zahaczyć, bo większość z tych, które oglądałam, jest zwyczajnie warta uwagi. Postanowiłam więc wybrać trzy swoje ulubione tytuły i je wam zaprezentować – z pozoru wydawało mi się to banalnym zadaniem, ale jednak zawężenie wyboru tylko do trzech państw (Japonii, Płd. Korei i Tajwanu) okazało się niezwykle trudne i wymagało ode mnie groma wyrzeczeń, głównie ze strony j-dram, bo to z tego gatunku obejrzałam najwięcej seriali. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Tajwan: Black and White

痞子英雄 / Black and White, Tajwan 2009
Od większości niejapońskich produkcji, mnie, przyzwyczajoną do seriali max 12-odcinkowych, zawsze odstraszało niemiłosierne rozciąganie fabuły do 20 i więcej odcinków. W przypadku B&W, takie zarzuty to już prawie zbrodnia. Gdyby doba miała więcej niż dwadzieścia cztery godziny tą serię zapewne pożarłabym w jeden dzień. Niestety, przyszło mi się nią delektować trochę dłużej, ale każdy kolejny odcinek był równie dobry jak poprzedni. Drama opowiada historię dwóch policjantów, Pi Zi (w tej roli Vic Zhou) i Ying Xionga (Mark Chao). Na pierwszy rzut oka diametralnie się od siebie różnią – jeden prowadzi bardzo luksusowe życie, drugi niczym rycerz w lśniącej zbroi wierzy w sprawiedliwość i prawo. Zostają jednak zmuszeni do wspólnej pracy – i tym sposobem, jako widzowie, zostajemy wciągnięci w świat mafii, tajemniczych morderstw (no bo jak by miały być nietajemnicze, przy mafii?), narkotyków i przedziwnych losów głównych bohaterów. Serial zdecydowanie zapewnia długie godziny genialnej akcji, w trakcie której będziemy pożerać niezliczone ilości chipsów, zastanawiając się, kto ostatecznie okaże się „czarnym”, a kto „białym” bohaterem. Mocną stroną produkcji jest również genialny soundtrack – poniżej moja ulubiona piosenka Perfect Stranger, która pojawia się w endingu.

Korea Płd.: Oh! My Lady

 오! 마이 레이디 / Oh! My Lady, SBS 2010
Mam trochę za złe tej dramie, że propaguje stereotyp, którego nie popieram. Dużo dziewczyn wierzy, że tak poważna zmiana jak nagłe pojawienie się dziecka potrafi zmienić chłopaka, ale wszyscy dobrze wiemy, że ostatecznie każdy jest inny, to raz, a dwa – ludzie raczej się nie zmieniają. A jednak, Sung Min Woo (w tej roli genialnie zagrał Si Won), rozchwytywany przez fanki idol, z dnia na dzień  jest zmuszony podjąć podobną metamorfozę, ponieważ jego była dziewczyna nagle przesyła mu pod drzwi mieszkania „uroczą” niespodziankę – małą córeczkę o słodkim niczym lukier imieniu Ye Eun (Kim Yoo Bin), o której istnieniu nie miał bladego pojęcia. Gdyby miał mało problemów, w jego życiu pojawia się również młoda rozwódka Yoon Kae Hwa (Chae Rim), która walczy niczym lwica, by utrzymać siebie i swoją córkę (i, nawiasem mówiąc, ma naprawdę oryginalny gust jeśli chodzi o dobieranie strojów…). Min Woo wysila więc swoje szare komórki i łączy wnerwiające z pożytecznym, zatrudniając Kae Hwa jako gosposie i opiekunkę nad swoim dzieckiem, ktoś w końcu musi sprawować pieczę nad tajemnicą, a oprócz tego karmić ją i wyprowadzać na spacery. Mam wrażenie, że w tym co napisałam do tej pory o Oh! My Lady pojawia się sporo ironii, ale wciąż utrzymuję, że to moja ulubiona k-drama. Po pierwsze dlatego, że Si Won jest wręcz obłędny – jako Min Woo potrafi zarówno wkurzyć jak i rozbawić oraz doprowadzić widzów do niezliczonych „awwww”-momentów, kiedy dochodzi do jego interakcji z Ye Eun.
„A puci-puci~” „Lol…”
Poza tym, wspaniale ukazane jest w dramie odkrywanie „uroków” rodzicielstwa, ale myślę, że jest to głównie zasługą młodej. Ye Eun ma traumę, w wyniku której nie odzywa się ani słowem do nikogo. Uwierzcie mi, że kiedy w końcu, po wielu perypetiach i staraniach, pada z jej ust pierwsze słowo, człowiek ma ochotę pobiec do najbliższej Biedronki po taniego szampana i wychlać całą butelkę w samotności płacząc ze szczęścia.  W dramie przewija się jeszcze szereg innych wątków, więc jeżeli kogoś nie wzrusza małe koreańskie dziecię, to zapewne w końcu znajdzie coś dla siebie – czy będzie to problem rozbitej rodziny, samotnej matki, bezlitosnego rynku przemysłu rozrywkowego, czy chociaż pewien rodzaj koreańskiego humoru, którego w wykonaniu byłego Kae Hwa i jego szefa nie udało mi się niestety załapać.

Japonia: Pride

プライド / Pride, Fuji TV 2004
Żadnego serialu nie darzę tak wielkim sentymentem jak Pride. Miałam wielkie szczęście, że przyszło mi tłumaczyć go na język polski dla grupy lizards@DEEP. Ten serial trafił idealnie w mój gust serialowy i muzyczny, w moją sytuację życiową i tak dalej. Pride, jest trochę jak jej główny bohater, Halu (Kimura Takuya) – na pozór wydaje się zarozumiała w swojej świetności, a po pewnym czasie przekonuje nas, że w pełni zasługuje na dobre oceny, przy okazji udowadniając, że myliliśmy się twierdząc wcześniej, że dramy sportowe zupełnie do nas nie trafiają. Owszem, trafiają i to celnym uderzeniem kija hokejowego w krążek. Zmagania drużyny hokejowej Błękitne Skorpiony tworzą jednak jedynie tło dla wszystkich wydarzeń. Z główną parą bohaterów można zżyć się od samego początku – Halu to niepoprawny podrywacz, trochę duże dziecko, ale szybko prezentuje się też jako odważny młody chłopak, pełen poświęcenia dla tego co kocha najbardziej, czyli sportu. Za swój kolejny cel obiera sobie Aki (Takeuchi Yuki), ponieważ według niego, dziewczyna jest jakby „nie z tej epoki”.
Poza tym, dzięki tej dramie przekonałam się, że lubię oglądać rozgrywki hokeja. Srsly.
Bohaterowie, mimo tego, że różnią się od siebie jak jesień i wiosna (choćby dlatego, że Aki jest już w stałym związku), szybko przypadają sobie do gustu, więc Halu proponuje Aki umowę: do powrotu jej ukochanego ze Stanów to Halu zajmie jego miejsce, a kiedy chłopak wróci, para uprzejmie powie sobie nawzajem „Bywaj.” Po takim opisie wydawać się może, że jedynym co zaserwują nam scenarzyści będzie ckliwa historia miłosna. Nic bardziej mylnego. Pride opowiada o tak wielu rzeczach, że ciężko to zmieścić w tak krótkiej i poglądowej recenzji. Od samotności bo bycie razem, od sportu po życie codzienne, od tego co przystoi do tego co nie przystoi, od kłamstw po zdrady, od porażek do sukcesów, od spotkań do rozstań. Wszystko oprawione w piękną grę aktorską i wspaniały soundtrack doprawiony licznymi piosenkami zespołu Queen.

Podsumowując, jeśli jeszcze nie obejrzeliście żadnej dramy, to śmiało korzystajcie z tych propozycji, ale tak naprawdę nie liczy się, czy waszą pierwszą dramą będzie Pride, B&W czy coś z kompletnie innej bajki. Liczy się to, że w ogóle zwrócicie na nią uwagę i spędzicie z nią wiele niezapomnianych chwil. A w razie wątpliwości, zawsze możecie się udać na Dramawiki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s