o kejpopie okiem nooba

Och, no dobrze. Może już nie takiego nooba, ale do weterana też daleko. Tak więc, witam państwa, nazywam się DJ Burakku i jestem gdzieś w połowie drogi… tak mi się wydaje. Na dobrą sprawę, kiedy właściwie zaczęłam słuchać kypopu (i uprzedzając wasze pytania, tak, mam jeszcze kilka nazw na ten gatunek w zanadrzu) przechodziłam już fascynację azjatyckim popem, więc nie doznałam szoku kulturowego, spazmów radości na widok Jaejonga (bo od DBSK właśnie się zaczęło) i tak dalej, i tym podobne.


Na wstępie chciałabym również zaznaczyć, że na codzień słucham wszelkich rodzajów muzyki, od Armstronga po Black Sabbath przez Cohena, Lipnicką z Vivaldim włącznie, zgodnie z domeną “wszystko jest dla ludzi”.


Wróćmy jednak do k-popu. Konkretnie, do roku 2008 (albo 2009?) i forum o dramach i muzyce, na którym podkusiło mnie wejść w wątek obcobrzmiącego zespołu TVXQ i… przepadłam na miesiąc.


Tohoszynki trafiły na mój odtwarzacz w liczbie dwa utwory, dorobiły się przypinki, którą dorwałam na Magnificonie, a sprawa koreańskiej muzyki została zapomniana, pogrzebana i odstawiona na dalszy plan. Właściwie to z rosnącą liczbą tematów o różnych zespołach na niezliczonych forach czułam się powoli przytłaczana “tą całą korełą,” więc unikałam sprawy jak tylko się dało. Niestety (albo na szczęście) jedną z moich wad jest ogromna wprost podatność na wszelkie serwowane mi muzyczne kąski, a jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia – tak samo było z keypopem.


Prawdziwa faza zaczęła się w zeszłe wakacje, kiedy 2ne1 wydały “I am the best” i wtedy zrozumiałam, co mnie w tym gatunku nurtuje, poza głosem Ga-in. Ten jeden kawałek stał się kwintesencją powodów dla których przez całą sesję słuchałam Big Bangów, uczyłam się gramatyki w rytm Abracadabry i całe poprzednie wakacje ładowałam baterie Lucyferem SHINee! Nie potrafię nie poczuć się lepiej/pewniej i generalnie bardziej zajebiście słuchając tej muzyki. No bo, kurcze, spróbujcie się dobić grając od rana Jo-kwona.

W tym momencie przemilczę kwestię fangerlizmu bo przez cały czas prowadzenia Burakkulalalandu 
i rozkładania tego dziwnego zjawiska na części dochodzę do wniosku, że i tak nikogo nie obeszłoby dlaczego właściwie uważam, że TOP jest szmeksi. Plus, sama nie do końca rozumiem jak do tego doszłam. (ojej, no dobrze, może troszkę przez tego gifa…) Fandomy podsumuję krótko – miiło jest mieć znajomych, którzy wspólnie nakręcają się na słuchaną muzykę, nieważne czy to Korea czy rosyjski folk.          

Doprawdy cieszę się, że mogę prowadzić Koreła Tajm, bo ta audycja to dopisywanie kolejnych stron w rodziale “Burakku vs kpop”. Już zauważyłam, że słucham dużo więcej kawałków, które kiedyś uważałam za beznadziejne i z jakichś niezbadanych powodów robi się tylko ciekawiej.  Może to kwestia nagłego zainteresowania tym, co też takiego koreańczycy ukrywają za klatą Siwona? Hm, albo poprostu lubię sobie bezkarnie potańczyć do Fantastic Baby w zatłoczonym klubie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s