bollywoodzki bias

Ostatnimi czasy wychodzi na to, że słucham bardzo dużo Bollywoodów. Nie jest to bynajmniej kwestia przemęczenia materiału z innych zakątków Azji. Raczej, raz do roku (lub dwa) zawsze przychodzi taki moment, kiedy dochodzę do poniższego wniosku: „Borze zielony, jakie to było fajne,” popartego głębokim westchnieniem.

Pewnie i tak nie da się już ukryć, że Indie stanowiły ogromną część moich zainteresowań jeszcze nie tak dawno temu. Przyznaję jednak, że największym moim zainteresowaniem zawsze cieszyła się ichniejsza kinematografia oraz muzyka – oczywiście kraj jak długi i szeroki ma w sobie jeszcze wiele zalet. O matko, te smaki, curry, kardamon, cynamon, samosa, chutney… Te zapachy! Zabierzcie mnie do dobrej indyjskiej restauracji a gwarantuję, że przy wejściu rozpłynę się ze szczęścia.

Nie pamiętam dokładnie jak to się zaczęło. Zakładam, że jak zwykle został mi wciśnięty jakiś film/piosenka i  musiał być na prawdę dobry bo przepadłam jak kamień w wody Gangesu. Mam też teorię, że bardzo imponowały mi znajome, które potrafiły tańczyć piękne i ciężkie układy taneczne z filmów. Raz zatańczyły dla nas Dola re Dola z filmu Devdas. Były niesamowite, zjawiskowe i mówiąc krótko wyglądały zajebiście w pełnych strojach i hennie na rękach. Chyba wtedy obiecałam sobie, że też muszę nauczyć się TAK tańczyć.

Lawina ruszyła. Mieliśmy ze znajomymi wielkie szczęście trafiać na bardzo dobre filmy i oprócz klasycznych dzieł Bollywoodu obejrzeliśmy nawet kilka Tamilskich filmów. Tamil Nadu to południe Indii i jeśli kiedyś traficie na indyjski film, którego największym biszem jest zarośnięty Mietek o nadnaturalnych zdolnościach to możecie być pewni, że to właśnie ta kategoria.

Jeśli chodzi o taniec to udało mi się zajść dość daleko. Muszę powiedzieć, że taki taniec jak nic podbudowuje ego i samoocenę – nigdy nie byłam dobra z w-f-u a tu nagle boom: po wielu godzinach ćwiczeń udało mi się opanować całkiem sporo piosenek, łącznie ze wspomnianym Dola re Dola. Po drodze zaczęłam się nawet uczyć tańca brzucha! (teraz jak na to patrzę, to musiałam mieć strasznie dużo wolnego czasu~) Po ostatniej rewizji „czego słuchałam w bollywoodzie” doszłam do wniosku, że jestem jednak pełna podziwu, że potrafiłam zatańczyć Nimbooda Nimbooda w chustce na głowie, która mi nie spadła, a przez cały ten czas nie wpadłam na to, żeby ją przymocować do ubrania (geniusz).

Ostatnio doszłam też do wniosku, że jest jednak wiele rzeczy, których nauczyłam się z filmów Bollywood. Wymieniłam w głowie masę różnych czynników i po długiej debacie z samą sobą udało mi się wybrać te ważniejsze:
  • kochankowie płaczą. Dużo płaczą, więc, cóż, trzeba być na to gotowym. Swoją drogą, nie ma znaczenia czy płaczą w czasie śpiewania, a i to zdarza im się dosyć często.
  • taniec na dachu pędzącego pociągu jest absolutnie bezpieczny
  • przyjęcia w bogatych domach są bardziej… jakby to powiedzieć? Pastelowe.
  • kiedy zaczynasz śpiewać chór pojawia się znikąd (sprawdzone! Do tej pory zapamiętam chórek który dośpiewywał nam Mr. Simple na karaoke na jednym z konwentów)
  • jeśli ktoś ci się podoba, to, kiedy tylko się pojawi, dookoła bucha ogień (ponadto: pojawiają się ptaki (gołębie i kaczki) oraz skrzypkowie)
  • małe dziewczynki zawsze kochają/chcą poślubić najprzystojniejszych facetów (hmm, właściwie duże dziewczynki też)
  • piorun = wyczuwam dramat…
  • w sari zawsze wygląda się dobrze (sprawdzone!)
  • jeśli jesteś „tym złym” (albo uważasz, że nim zostaniesz) prawdopodobnie prędzej czy później będziesz ujeżdżać wołu i nosić lolicią parasolkę albo przefarbujesz włosy na siwe
  • jeśli chcesz zaśpiewać na karaoke więcej niż jeden kawałek, a dookoła jest pełno ludzi, wybierz Yeh Mehra Dill (z filmu Don), a gwarantuję, że uciekną w popłochach
  • cokolwiek by się nie działo, Amitabh Bachchan i tak zawsze będzie największą gwiazdą Bollywood
Oczywiście wszystko co powiedziałam jest raczej z przymrużeniem oka. No, może poza ostatnim. Ostatni punkt jest na serio.
Suma sumarum, dochodzę do wniosku, że Bollywood to bardzo przyjemne hobby. Można się wiele nauczyć o kulturze Indii i podszlifować znajomość kolejnego państwa Azji. Zaczynam powoli tęsknić za nocami spędzonymi na Bollywood Party~ nawet zaczęłam się zastanawiać czy nie spróbować znowu swoich sił w tańcu. Mam nadzieję, że będzie mi dane kiedyś znaleźć na to czas i znów włożyć moje fioletowe sari.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s